Dodał: Damian01 | 2010-03-11 07:19 | źródło:legia.com.pl
Bez wątpienia był jednym z najwybitniejszych bramkarzy w historii reprezentacji Polski. Dziś jest bezkompromisowym publicystą sportowym, który słynie z ostrego języka i szczerości. Aż do bólu. W obszernym wywiadzie Jan Tomaszewski skomentował ostatnie wydarzenia w polskiej piłce, nie pozostawiając suchej nitki na zawodnikach znad Wisły. „Bohater z Wembley” zauważył jednak kilka pozytywów...
Mamy za sobą dwie kolejki rundy wiosennej. Jednym z największych rozczarowań jest gra Wisły Kraków, która przegrała 0:1 z GKS-em Bełchatów i Arką Gdynia. Dla „Białej Gwiazdy” to najgorszy start w rundzie od 52 lat.
Wydaje mi się, że w Wiśle nastąpiło zmęczenie materiału. Mam na myśli relacje: trener – zawodnicy, zawodnicy – trener i zespół – działacze. Zimą było dużo mówienia, że z drużyny odejdzie Paweł Brożek, że za pół roku odejdzie Skorża. Komu to jest w ogóle potrzebne? To rodzi konflikty, które były widoczne już jesienią, gdy Piotrek Brożek skierował niepotrzebne słowa do trenera w trakcie meczu. Takie sytuacje rzutują na zespół, w którym trener powinien mieć niepodważalną pozycję. Moim zdaniem w tej chwili Wisła ma przed sobą mecz życia – i mówię to z pełną odpowiedzialnością. Mecz życia ma i Wisła, i Skorża, i zawodnicy, i działacze. Jeśli nie wygrają z Jagiellonią i stracą choćby dwa punkty, to później będzie już tylko równia pochyła – bez względu na to, czy będą liderem, czy nie. Wtedy w europejskich pucharach po raz kolejny będzie piach. Jeśli nie wygrają tego meczu, to uważam, że Maciek Skorża powinien zachować się honorowo i podać się do dymisji.
Twierdzi pan, że między piłkarzami Wisły a trenerem jest konflikt. O podobnych nieporozumieniach w zespole mogą świadczyć słowa kapitana, Arkadiusza Głowackiego, który po meczu z Arką powiedział przed kamerami Canal+, że jego drużynie coraz bardziej brakuje na boisku pewności siebie.
Słyszałem to, co powiedział Głowacki. To nie jest ani moja wina, ani pana wina, tylko wina człowieka, który za to odpowiada. „Głowa” dał do zrozumienia, że trener nie panuje nad zespołem. Jeśli ta drużyna nie ma pewności na boisku, to przypomina to słynną bajkę o prostytutce i orkiestrze: „k...wa, coś tu nie gra”. Natychmiast trzeba to zmienić. To musi być wstrząs dla zawodników i dla trenera. Moim zdaniem w tej chwili powinna się odbyć w czterech ścianach rozmowa pana Bogusława Cupiała z zawodnikami i z trenerem. W jego trakcie sprawa powinna zostać postawiona wprost: „mecz z Jagiellonią jest waszym meczem życia”. Jeśli nie wygrają, to Skorży tam nie może być. [Więcej o problemach Wisły Kraków przeczytasz tutaj].
Kiepski początek rundy wiosennej ma również Legia. Po wczorajszej porażce z Odrą Wodzisław, Jan Urban miał wielkie pretensje do kibiców o to, że nie wspierają swojej drużyny. Trener Legii zrzuca winę na fanów, zarzucając im, że zamiast dopingować śmieją się z piłkarzy.
Złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy. Jasiu powinien się zachować jak mężczyzna. Z czego drwią kibice? Z tego, że Legia strzeliła Odrze pięć goli - bo tyle powinni strzelić? Tego wszyscy oczekiwali. A tu się okazuje, że legioniści są kompletnie bezradni. To samo zresztą było już widać w meczu z Cracovią. Umówmy się, że to nie Legia wygrała tamten mecz, tylko Lenczyk go przegrał. Krakowianie grając przeciwko dziesięciu rywalom w ciągu dwóch minut stracili dwie bramki. To był po prostu strzał w nogę. Jak Boga kocham, przecież ci ludzie, biegający po boisku, biorą ogromne pieniądze za to, co robią. Mówią o sobie, że są profesjonalistami, a zachowują się jak gówniarze. Prędzej na Łazienkowskiej będzie corrida niż legioniści zagrają po hiszpańsku. Zatrudnienie Trzeciaka to nie był dla mnie błąd, tylko wielbłąd. To w tej chwili procentuje, a Jasiu Urban jest między młotem a kowadłem.
Trener Legii stwierdził, że legioniści nie wytrzymują presji.
Proszę pana, ale umówmy się: polskim kopaczo-biegaczom – nie mylić z profesjonalnymi piłkarzami – przeszkadza wszystko. To tak samo, jak z działaczami PZPN – byliby fenomenalni, gdyby nie trzeba było rozgrywać meczów reprezentacji. Są fenomenalni w rozdawaniu pieniędzy, w rozdawaniu nagród, w wyjazdach, etc. Tylko, cholera, te mecze trzeba rozgrywać! Presja? Legioniści najwyraźniej chcieliby grać przy pustych trybunach. Po meczu twierdzą, że dają z siebie wszystko. To wina dziennikarzy, i moja też, bo zaliczam się do komentatorów, że tolerujemy takie dyletanckie zachowania ludzi, którzy mówią po meczu: „daliśmy z siebie wszystko”. Ja mam w dupie, czy ty dałeś z siebie wszystko, czy nie. Ważne, jaki jest efekt tego wszystkiego. Przegrać też trzeba umieć i prawdziwi profesjonaliści to umieją. A ci nasi? Na Boga, im będzie wszystko przeszkadzało! Mam w dupie takich „profesjonalistów”.
Nie odnosi pan wrażenia, że gdyby obecne zespoły Wisły i Legii zagrały np. z drużyną Wisły, prowadzoną kilka lat temu przez Henryka Kasperczaka, albo z drużyną Legii za czasów Dragomira Okuki, to dostałyby porządne lanie?
Może nie lanie, ale na pewno drużyny Okuki i Kasperczaka ośmieszyłyby dzisiejsze „gwiazdy” Legii i Wisły. Wynik trudno przewidywać, bo zawsze mogą być słupki i poprzeczki, w takim meczu mógłby też wspaniale bronić Mucha. Ale na pewno oni by ich po prostu ośmieszyli. Wie pan, w sobotę byłem na gali bokserskiej w Katowicach. Nie mogę nie wspomnieć o walce Maćka Zegana. Boże! Niesamowita bijatyka, niezwykła wola walki i zaciętość przez wszystkie rundy. Po walce poszedłem do Maćka i powiedziałem mu: „Gratuluję ci! K...wa, co zrobić, żeby nasi kopaczo-biegacze mieli choćby dwadzieścia procent z twojej charyzmy i waleczności”. Profesjonalni piłkarze to przecież sportowcy, którzy podobnie jak bokserzy, wychodzą na ring i walczą. A u nas im wszystko przeszkadza!
Czyli według pana poziom polskiej piłki idzie w dół zamiast się podnosić przede wszystkim ze względu na brak zaangażowania u zawodników?
Wie pan, to się wiąże z tym, że byle kopaczo-biegaczom stwarzamy lukratywne warunki, a nie ma to żadnego przełożenia na ich grę. Powinno się powiedzieć im: „pieniądze leżą na murawie, podnieście je i weźcie, tylko swoją grą spowodujcie, żeby ludzie walili drzwiami i oknami na stadiony”. A oni uważają, że czy się stoi, czy się leży, to im się należy, „bo my gramy w europejskich pucharach”. Tymczasem okazuje się, że co roku budzimy się z ręką w nocniku, bo przyjeżdża jakaś „Lewatywa” Tallin i robi czyszczenie Wisły. Niech te futbolowe Dyzmy, które mają pieniądze i inwestują w polską piłkę, dalej sobie sami rządzą i oglądają te mecze. Przecież prawdziwy kibic, mający możliwość obserwacji ligi angielskiej, francuskiej, czy Ligi Mistrzów, patrząc na naszych kopaczo-biegaczy, widzi wirtualną piłkę.
Czasem, porównując te ligi, wydaje się wręcz, że są to dwie zupełnie różne dyscypliny sportu.
O to chodzi! Ale widzi pan, niech pan coś powie tym naszym kopaczom, to odpowiedzą: „odpieprz się pan, bo my tutaj nie mamy tego, czy tamtego”.
Wspomniał pan o Levadii Tallin, która latem w eliminacjach do Ligi Mistrzów pokonała Wisłę. Patrząc na krakowian w ostatnich meczach ligowych nie ma co liczyć, że tym razem w pucharach będzie inaczej. Gra wiślaków jest pozbawiona błysku, brakuje szybkich, porywających akcji ofensywnych i pewności w formacji defensywnej.
Sami do tego wszystkiego doprowadzamy. Bo i dziennikarze, i kibice, i działacze mówią: „nas interesuje mistrzostwo Polski”. A mnie gówno interesuje wasze mistrzostwo, mnie gówno interesuje, która drużyna zajmie pierwsze, drugie miejsce. Mnie interesuje tylko to, jak polska drużyna zaprezentuje się na międzynarodowej arenie. Bo dziś, kiedy ta europejska wioska stała się wioską globalną, to liczą się tylko i wyłącznie międzynarodowe sukcesy. Odpowiem panu pytaniem na pytanie. Z jednej strony jest liga włoska, hiszpańska, angielska, niemiecka i francuska. Z drugiej jest też liga w San Marino, w Andorze i w Luksemburgu. Do której jest nam bliżej?
Niestety, panie Janie, wyniki w eliminacjach do europejskich pucharów od wielu lat nie pozostawiają wątpliwości. Co gorsza, podobne miejsce w szyku wskazały naszej reprezentacji również ostatnie eliminacje do mistrzostwo świata.
No i k...wa o czym my mówimy! Przykro mi, ale jeszcze raz pytam: czym my się podniecamy, że ktoś strzelił bramkę, ktoś dwie bramki, a ktoś trzy? Mnie naprawdę to gówno interesuje, ile w meczach ligowych padnie bramek. W lidze to jest tak, że kopaczo-biegacze z przeciwnej drużyny kładą się na boisku. A jak się gra normalny futbol z „Lewatywą” Tallin, to rywale - mierni gracze, ale na boisku profesjonaliści – szybko wybijają Wiśle Ligę Mistrzów z głowy. I w tym momencie my nie wyciągamy wniosków. Mówimy: „Wisełko, nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało”. Czarujmy się dalej w ten sposób, a co roku będziemy płacili podatek od złudzeń.
Jak pan, jako były bramkarz reprezentacji Polski, ocenia ligowe występy takich golkiperów, jak Mariusz Pawełek, Marcin Cabaj, czy Sebastian Przyrowski? Dwóch z nich znajduje się w kręgu zainteresowań trenerów naszej kadry, co dla mnie jest sporym zaskoczeniem.
Proszę pana, napisałem po meczu z Tajladią, a przed rozpoczęciem ligi, jak to jest możliwe, że beznadziejny Pawełek, i jeszcze gorszy Przyrowski mogą grać w reprezentacji. Gdybym ja był prezesem Związku, to trener bramkarzy, Jacek Kazimierski, który ich właśnie faworyzował, wyleciałby natychmiast. Proszę mi powiedzieć, na jakiej podstawie Kazimierski dostał pracę w sztabie kadry, skoro mamy dwóch wspaniałych fachowców – Dowhania z Legii i Dawidziuka z Wronek.
Nie wiem na jakiej podstawie. Wiem za to, że decyzję o doborze współpracowników w sztabie kadry podejmuje trener Franciszek Smuda.
Niech podejmuje. Gratuluję mu. Gratuluję Smudzie! Dwaj beznadziejni bramkarze ligowi, najsłabsi, są powoływani do reprezentacji. Dlaczego właśnie oni, skoro nieźle gra w lidze Sapela, który nie puszcza bramki przez ileśset minut. Jest też w Jagiellonii świetny Sandomierski. Kiedy do „Jagi” trafił Szamotulski dzwonili do mnie dziennikarze z Białegostoku, pytając, co o tym sądzę. Zapytałem ich: „czy wyście poszaleli wszyscy? Macie jednego z najzdolniejszych bramkarzy w Polsce i ściągacie Szamotulskiego?” I okazuje się, że Sandomierski pozostał w bramce Jagiellonii. To młody chłopak, który powinien natychmiast być sprawdzony w reprezentacji. On i Sapela! Są próbowani? Nie są, bo Smuda ma swojego kumpla Kazimierskiego, który woli innych. Proszę mi powiedzieć, kto puszczał bramki w meczach z „Lewatywą” Tallin?
Z Levadią? Mariusz Pawełek.
Dziękuję. I Kazimierski mówi, że to jest jeden z najlepszych bramkarzy w Europie. Niech sobie mówi, niech powołuje. Co zrobił w meczu z Arką Pawełek? Wypluł piłkę, którą miał w rękach. O czym my rozmawiamy? Przyrowski, Pawełek? Niech oni sobie grają w klubach. Nie mój cyrk, nie moje małpy! Nie chcę się jednak wstydzić za grę reprezentacji Polski z Tomaszem Kuszczakiem w bramce. On nie gra regularnie w Manchesterze i co mecz, to prezentuje w kadrze syndrom Fabiańskiego. Jak można powołać beznadziejnego Kuszczaka, który w reprezentacji nie rozegrał żadnego dobrego meczu, a w dodatku puszcza bramki ze stu metrów?
W obecnym sezonie Kuszczak rozegrał w barwach MU osiem spotkań ligowych i był chwalony za występy. Później wrócił na ławkę. W reprezentacji pozostaje obecnie numerem 1, ale w klubie wciąż nie może liczyć na regularną grę. Jeśli więc nie Kuszczak, to kto powinien grać w bramce naszej drużyny, przygotowującej się do Euro 2012?
Zaryzykuję twierdzenie, że trzech bramkarzy, którzy będą nas reprezentowali na mistrzostwach Europy w 2012 roku, powinno być wybranych z czwórki: Boruc, Załuska, Sapela i Sandomierski. Boruc – jeśli odejdzie z Celticu i zacznie grać w innym klubie. Wtedy zwolniłoby się w Glasgow miejsce dla Załuski i on też grałby regularnie. Wydaje mi się, że trójka powinna być wybrana z tej czwórki, bo oni po prostu grają. Nie zanosi się na to, żeby grał Kuszczak i Fabiański, a oni mają już przecież trzy lata przerwy w regularnej grze.
Na chwilę obecną Załuska też jest rezerwowym. Za to całkiem możliwe, że Kuszczak podejmie wkrótce decyzję o odejściu z Manchesteru. Zwłaszcza, że niedawno Edwin van der Sar podpisał nowy kontrakt i zostanie na Old Trafford do czerwca 2011 roku.
Ja nie wiem, jakie są jego ambicje i cele. Powracamy tutaj do casusu Jurka Dudka. Kiedy obronił karne z Milanem i w dużej mierze przyczynił się do zdobycia przez Liverpool Pucharu Europy, wówczas powiedziałem: „Jurek, uciekaj z Anfield Road, bo Reina został kupiony przez Beniteza po to, żeby grał. Ty nie będziesz grał”. Dudek postąpił, jak postąpił i został w Liverpoolu. Dwa lata godził się, że będzie rezerwowym. W tym momencie automatycznie stracił miejsce w kadrze. I jeszcze się temu dziwił. Jak ktoś nie gra w klubie, to nie będzie grał w kadrze, bo to jest normalne. Potem Jurek przeszedł do Realu. To, że w jednym z najlepszych klubów świata jest rezerwowym, to wcale nie upoważnia go jeszcze, by grał w reprezentacji. W barwach „Królewskich” zagrał parę meczów i była pełna kompromitacja, bo brakowało mu regularnych występów. Idąc do Realu Dudek przestał aspirować do gry w reprezentacji Polski. Dla mnie powołanie go do kadry przez tymczasowego selekcjonera Stefana Majewskiego było żenujące. Po prostu żenada. Jurek na to nie zasłużył. Ja nie wiem, jaki kontrakt i jakie warunki ma Kuszczak, ale one mogą przesądzić, że jednak zostanie. Może sam bym został na jego miejscu, ale wówczas na pewno bym nie aspirował do gry w drużynie narodowej.
Wróćmy do Ekstraklasy. Interesujące wydarzenia mają miejsce w Polonii Warszawa, której prezes Józef Wojciechowski publicznie krytykuje Jose Bakero za wybory taktyczne i personalne. Z kolei hiszpański trener, który był gwiazdą Barcelony, nie czuje się tym urażony i twierdzi, że prezes może mówić, co chce. Nie wydaje się to panu śmieszne?
Do tej śmieszności sami doprowadziliśmy. Opinie tych ludzi przedstawiamy w mediach, robiąc im – jak to się mówi – „niedźwiedzią przysługę”. To są ludzie, którzy nie mają zielonego pojęcia o piłce. Gdzieś tam coś zasłyszy na trybunie, gdzieś tam mu coś podpowie jakiś Holender, że tak się gra, czy tak się nie gra. Jeszcze raz powiem: nie mój cyrk, nie moje małpy. Pan Wojciechowski płaci pieniądze i może sobie robić, co chce. Kiedyś pewien cezar konia wprowadził do senatu. Kiedy usłyszałem jednak, jak pan Wojciechowski twierdzi autorytatywnie, że nie powinno się tak grać z Lechem, bo się przegrywa 0:3, to chcę mu powiedzieć jedną rzecz - wynik meczu „otworzył” Przyrowski, który zapieprzył bramkę, bo do tej pory Polonia nieźle grała. Później szło się na remis, a wiadomo, że przy takich kontrach, jakie wyprowadza Lech, jest niebezpiecznie. Stąd wzięło się 0:3. Nie ma dymu bez ognia, ale tym ogniem był Przyrowski.
Mówi pan, że kontry Lecha są niebezpieczne. W ogóle gra „Kolejorza” wygląda pozytywnie. Jest to właściwie jedyny polski zespół, który zaliczył udany start w rundzie wiosennej. Pokonał Polonię 3:0, a Cracovię 3:1. W tej chwili wydaje się, że tylko Lech byłby w stanie na przyzwoitym poziomie zaprezentować Polskę w europejskich pucharach.
Mnie naprawdę gówno interesuje, co będzie grał Lech z Polonią, a co z Cracovią. Mnie interesuje tylko, jak się Lech zaprezentuje w pucharach. Rzeczywiście, ma pan rację, że z tej trójki, która powinna być przygotowana do pucharów, Lech prezentuje się najlepiej. Proszę jednak zobaczyć, że za Smudy Lech też prezentował się najlepiej, a nie zdobył mistrzostwa Polski. Dlaczego to Smuda spieprzył? Dlatego, że zaczął żonglować bramkarzami. A to Turina, a to Kotorowski. Zrobił to dyletancko i nie zdobył mistrzostwa Polski, a miał do tego warunki.
W tej chwili Lech również jest silny kadrowo, a rewelacyjny tydzień ma za sobą Robert Lewandowski, który w niedzielę strzelił dwa gole Polonii, w środę zdobył bramkę w meczu Polski z Bułgarią, a w sobotę znów wpisał się na listę strzelców w spotkaniu z Cracovią. Czy o tym zawodniku może pan już powiedzieć „piłkarz”, a nie „kopaczo-biegacz”?
Nie, jeszcze nie. Po meczu z Bułgarią stwierdziłem, że w chwili obecnej mamy w reprezentacji Polski półtora zawodnika, czyli całego Błaszczykowskiego i pół Lewandowskiego, a reszta to niestety są jeszcze koszulki. Nie można kreować wielkiego zawodnika po dwóch, trzech udanych meczach. I to z kim? Wiadomo, że jak Bułgarzy przyjechali do Warszawy i zobaczyli to gnojowisko, na jakim mają wystąpić, to odeszła im ochota do gry. Ale spokojnie, zobaczymy, jak się Lewandowski zaprezentuje przeciwko Hiszpanom, czy Serbom. To będą dla mnie wiarygodne mecze, po których będę mógł ocenić, czy Lewandowski jest piłkarzem, czy pół-piłkarzem. Po meczu z Bułgarią możemy powiedzieć, że jedynym piłkarzem w Polsce jest w tej chwili Kuba Błaszczykowski, który może grać, jak równy z równym z najlepszymi piłkarzami świata. Drugim byłby Ireneusz Jeleń, ale zmaga się z obrzydliwymi kontuzjami.
Zarówno Jeleń, jak i Błaszczykowski szlifu piłkarskiego nabierali po wyjeździe z polskiej ligi, po tym, jak trafili do Francji i Niemiec. Może w tej sytuacji Lewandowski jak najszybciej powinien odejść z Lecha, żeby intensywnie rozwijać swoje umiejętności przed Euro 2012? Nie wydaje się, żeby w naszej Ekstraklasie mógł nauczyć się wiele nowego.
Pójdę dalej. Nie jestem patriotą – idiotą i nie będę wmawiał kibicom, że nasza szkoła trenerska jest wspaniała. Ja panu zadam inne podanie: czy gdyby rodzice Klose i Podolskiego nie wyemigrowali z Polski, to ich synowie byliby zawodnikami światowej klasy?
Nie. Najprawdopodobniej byśmy o nich dziś nie rozmawiali. Dużo gorzej mogłyby też wyglądać umiejętności Euzebiusza Smolarka, który przecież nigdy nie grał w polskiej lidze, a w kadrze przez kilka lat był najskuteczniejszym strzelcem kadry.
Wie pan, ludzie z PZPN odpowiedzialni za szkolenie to republika kolesiów! I niech tak będzie! Ja się bardzo cieszę, że oni są i życzę im wszystkiego najlepszego. Chciałbym, żeby zostali do końca świata i jeden dzień dłużej. A wie pan dlaczego? Bo czego by nie zrobili, to ja mam tematy do pisania i wy do mnie dzwonicie, w telewizji występuję. Bo gdyby była normalność, to kto by do mnie zadzwonił? Słyszę, że grają zawodnicy, którzy mają postawione zarzuty. Ba! Ich się nawet proponuje do reprezentacji Polski. Słyszę, że trenują trenerzy z zarzutami. Słyszę, że Engel junior ma zarzuty, odbywa się rozprawa, a jego PZPN uniewinnia i może pracować, gdzie chce. No, brawo, no!
Na koniec poruszę temat, o którym było głośno w poprzednim tygodniu. Co sądzi pan o granatowych strojach, w których wystąpiła reprezentacja Polski w meczu z Bułgarią? Czy to nie nadużycie ze strony Nike, żeby tzw. obsydianem zastępować nasze barwy narodowe?
Żadna firma na świecie nie wyprodukuje dla kadry strojów, których nie zaakceptują ludzie ze Związku. To była jakaś robota sabotażowa. Akurat uważam, i proszę mnie dobrze zrozumieć, to była najlepsza decyzja PZPN! Pójdę dalej: 7 października 2008 roku, kiedy ten słynny golfista wycofał kuratora z PZPN, to powiedziałem wówczas, że w polskiej piłce rozpoczęły się uroczystości pogrzebowe. Uznałem, że do 9 czerwca 2012 roku powinniśmy grać w czarnych koszulkach, bo w polskiej piłce jest żałoba. Poszedłbym jeszcze dalej: ponieważ jest to żałoba reprezentacyjnego i klubowego futbolu, to zamiast orzełka powinno być zdjęcie zarządu PZPN, a zamiast hymnu narodowego powinno się śpiewać: „Jeb..., jeb... PZPN!”. Ciemne koszulki? Akurat to uważam, za kapitalne posunięcie, bo nie można na pogrzebach występować w strojach biało-czerwonych.
skomentuj