rgolrgolgoalkeeper logo
>
Login:
Hasło:
załóż nowe konto przypomnienie hasła
 zapamiętaj mnie
menu główne obozy bramkarskie futbolmaniacy artykuły Kącik trenera Sprzęt bramkarski Szkółki bramkarskie

Czarna Pantera. Niechciany bohater

Dodał: tbiegun | 2010-07-24 08:12 | źródło:futbolnet.pl

Pantera. Skądinąd sympatyczny zwierz. Zwinny i drapieżny, strzegący swego terytorium i skutecznie odstraszający intruzów. Swoją czarną panterę ma także Lech Poznań. I to ten kocur, niechciany i niedawno nakłaniany do tego, by szukał sobie nowego klubu, uratował podopiecznych trenera Jacka Zielińskiego przed blamażem w starciu z mistrzem Azerbejdżanu – Interem Baku.

Krzysztof Kotorowski dokonał sztuki, która na stałe wpisze go do historii klubu z Bułgarskiej. W jedenastej serii rzutów karnych najpierw sam strzelił, a po chwili obronił strzał bramkarza rywali, wywołując szał radości u kibiców na stadionie i przed telewizorami.

W tym miejscu warto się zastanowić, co zrobił Lech, by „Kotor” stał się bohaterem? Otóż... dokładnie nic. Ten bramkarz wszystko zawdzięcza sobie, nie poddawał się, nie korzystał „z wolnej ręki”, by opuścić klub. Jest tak przywiązany do „Kolejorza”, że nie chcąc odchodzić zgodził się zostać najpierw drugim, potem trzecim bramkarzem. Ciągle próbowano go kimś zastąpić. Najpierw jednak Emilian Dolhą – najdroższy bramkarz w polskiej lidze – nie podołał presji, więc K.K. musiał wrócić. Potem był Ivan Turina – facet, który wziął się generalnie nie wiadomo skąd i nie wiadomo, co miał pokazać, ale nie pokazał nic, więc „Kotor” musiał wrócić. Później był dobrze zapowiadający się Grzegorz Kasprzik, który obecnie tylko tyje i wreszcie Jasmin Burić, który akurat dobrym bramkarzem się okazał, ale kontuzja wykluczyła go z gry na osiem kolejek przed końcem mistrzowskiego dla Lecha sezonu 2009-10. I oto znowu powrócił Krzysztof Kotorowski. Zaliczył osiem najlepszych występów w karierze, zapewniając spokój we własnej bramce pozwolił reszcie drużyny z całych sił walczyć o zdobywanie bramki rywali. I wreszcie teraz, w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów, niechciany bohater uratował swój ukochany klub przed kompletną kompromitacją.

W tym miejscu warto się może zastanowić nad polityką transferową klubu z Bułgarskiej. Zamiast szukać wzmocnień tam, gdzie ich potrzeba – czyli w linii ataku, klub poszukiwał bramkarza przez niemal półtora roku, w przodzie opierając się niemal wyłącznie na Robercie Lewandowskim. Teraz, jak widać, bramkarzy w Lechu dostatek, ale na przykład Artur Wichniarek nie jest w stanie zastąpić chłopaka urodzonego przed niespełna 22 laty w Warszawie.

Nazwisko jest, sukcesy są, nawet Poznań w sportowym życiorysie już wcześniej był. Wichniarka nikomu przedstawiać nie trzeba i oczywiście w Baku, w pierwszym meczu z Interem, zrobił to, co do niego należało. Jednak w rewanżu, przy Bułgarskiej, był zagubiony i nie potrafił znaleźć sobie miejsca na boisku. Być może to wina wieku, być może braku pełnej formy, ale piłka nie szukała go na polu karnym, sam też niespecjalnie umiał ją odnaleźć.

Pozostaje mieć nadzieję, że w dwumeczu ze Spartą Praga będzie już dużo lepiej i nie sam „Kotor” będzie walczył do ostatniej kropelki potu na skroniach. Bo nie idzie o nazwiska, lecz o serce do gry. To serce potrafi czynić cuda, czego najlepszym dowodem jest numer 1, grający... z numerem 27.

skomentuj


Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.
Copyright © 2009 by goalkeeper.pl
All rights reserved