Dodał: tbiegun | 2006-09-02 00:00 | źródło:Pilka nożna nr1 2003
Marian Szeja
Kim jest Marian Szeja dla AJ Auxerre? Tym mniej więcej, kim Krzysztof Warzycha dla Panathinaikosu Ateny. A kim jest Marian Szeja w Wałbrzychu? Na wpół zapomnianym, jednym z wielu obywateli...
Kim jest Marian Szeja dla AJ Auxerre? Tym mniej więcej, kim Krzysztof Warzycha dla Panathinaikosu Ateny. A kim jest Marian Szeja w Wałbrzychu? Na wpół zapomnianym, jednym z wielu obywateli...
A przecież dla tego dolnośląskiego grodu zrobił, co najmniej tyle samo, co dla francuskiego miasta z Burgundii, a może nawet i więcej?! Bo nie tylko przez 13 lat stał w bramce Zagłębia Wałbrzych, przechodząc razem z nim od trzeciej do pierwszej ligi, ale 16 razy (1965-1973) bronił narodowych barw i zdobył złoty medal olimpijski 1972. Właściwie, to: zdobył i... nie zdobył. - O powołaniu do kadry na eliminacje monachijskich igrzysk dowiedziałem się z radia po pucharowym meczu Zagłębia z UT Arad -wspomina. - Ale zagrałem tylko jeden mecz, zakończony zwycięstwem 2:0 w Hiszpanii. Potem już wyłącznie grzałem ławę. Nie wiem dlaczego trener Górski cały czas stawiał na Huberta Kostkę. I choć mimo wszystko mam prawo czuć się mistrzem olimpijskim - niedosyt pozostał.
Przygodę z piłką MARIAN SZEJA zaczynał w Unii z rodzinnego Kędzierzyna. Już jako 15-latek bronił w trzeciej lidze. - Potrafili czekać, kiedy skończy się mecz juniorów, i prosto z szatni zabierali mnie do autobusu.
Przyszły olimpijczyk pomagał również, jako bramkarz, piłkarzom ręcznym i hokeistom Unii Kędzierzyn. I takie urozmaicenie w początkach kariery z pełnym przekonaniem poleca swoim następcom. - Bronienie w hokeju na lodzie wspaniale działa na szybkość i refleks - twierdzi.
Z Unii przeszedł do Górnika (Con-cordii) Knurów (to pierwszy klub... Jerzego Dudka!). Tam niespełna 20-latka wypatrzyli przedstawiciele wałbrzyskiego Thoreza, później przemianowanego właśnie na Zagłębie. I dnia 3 stycznia 1961 roku Marian się tam zameldował. Bronił zielono - czarnych barw niemal 13 lat, mozolnie wspinając się po szczeblach krajowej hierarchii. Wiosną 1965 drużyna spod Chełmca awansowała do drugiej ligi, a jej bramkarz - do młodzieżowej reprezentacji Polski. Trzy sezony później Zagłębie było już w ekstraklasie.
Na pytanie, kto był „człowiekiem, który zatrzymał Anglię", większość polskich kibiców odpowie: Jan Tomaszewski jesienią 1973 na Wembley. Nieliczni tylko pamiętają, że już kilka lat wcześniej pojawił się inny kandydat do tego miana.
- Występami w młodzieżówce wyrobiłem sobie niezłą markę, a akurat w pierwszej reprezentacji dobiegła kresu era legendarnego Edwarda Szymkowiaka. I zadebiutowałem jako bramkarz zaledwie drugoligowy!
Premierowego meczu z Finlandią w Szczecinie (7:0) sam nie ocenia zbyt wysoko. Szczyt formy przyszedł na towarzyskie, pierwsze w historii, spotkanie z Anglią - 5 stycznia 1966 w Liverpoolu. Dla drużyny Albionu konfrontacje z biało - czerwonymi (rewanż rozegrano w lipcu 1966) były jednymi z ostatnich sprawdzianów przed VIII Mistrzostwami Świata, na których zdobyła złoty medal. W Liverpoolu, jak 17 października 1973 w Londynie, padł remis 1:1, a bohaterem zawodów okrzyknięto wałbrzyskiego golkipera.
Chorzowski rewanż nie był dlań równie pomyślny. Śląska publiczność tęskniła za Szymkowiakiem, w roli jego następcy wolała wtedy zabrzanina Jana Gomolę, więc Szeję wygwizdała. Na domiar złego już po pierwszej składnej akcji goście zdobyli bramkę. Jak się potem okazało, na wagę zwycięstwa 1:0 - Z czasem otrząsnąłem się i grałem coraz lepiej. Smutek po nieprzyjaznym przyjęciu rodaków, nieco osłodziły mi gratulacje od rywali... Stałego miejsca w kadrze sobie nie wywalczył. Powoływano go na ogół w wypadku choroby czy kontuzji innych bramkarzy. - Nie wiem, dlaczego tak się działo, bo nie czułem się od nich gorszy. Na słynnej Maracanie w Rio de Janeiro, miesiąc przed rewanżem z Anglią, bronił w przegranym 1:2 meczu z Brazylią. - Mam satysfakcję, że nie strzelił mi gola Pele, chociaż bardzo się starał. Udało się za to Garrinchy.
Czarę goryczy przelał pechowy mecz kadry z wybrańcami „Expresu Wieczornego", latem 1968. W starciu bowiem z Szeją ciężką kontuzję, oznaczającą kres kariery, odniósł Jacek Gmoch. Po tym zdarzeniu nazwisko bramkarza Zagłębia na długo znikło z selekcjonerskich notesów.
Na otarcie łez pozostawały sukcesy klubowe. W 1971 roku Zagłębie Wałbrzych zajęło trzecie miejsce w ekstraklasie, kwalifikując się do Pucharu UEFA. W pierwszej rundzie pokonało czeski Union Teplice, w drugiej po wyrównanych bojach nie sprostało rumuńskiemu UT Arad. Szeja spisywał się znakomicie, wrócił do kadry. Na finiszu eliminacji mistrzostw Europy 1972, jesienią 1971, zanotował świetny występ - 0:0 w Hamburgu - przeciw późniejszym triumfatorom tej imprezy, piłkarzom RFN.
W drugim półroczu 1973 ostatecznie stracił nadzieję na reprezentacyjny etat i wyjechał do francuskiego FC Metz, ale miejsce, którego szukał tak długo, odnalazł dopiero w AJ Auxerre. Zespół ten właśnie awansował do drugiej ligi, przez pierwsze trzy sezony utrzymywał się tam głównie dzięki wysokiej klasie polskiego bramkarza. W 1979 roku drugoligowy AJA dotarł do finału Pucharufrancji. Po 90 minutach boju z renomowanym FC Nantes było 1:1. Burgundczycy, juz wtedy prowadzeni przez niezniszczalnego Guya Rouxa i z Józefem Klose (ojcem Miroslava, aktualnego reprezentanta Niemiec) w ataku, pękli dopiero podczas dogrywki. Rok później Szeja i Klose w barwach Auxerre awansowali do ekstraklasy. Mimo próśb Rouxa, polski bramkarz, miał wtedy już prawie 39 lat, zdecydował się zakończyć karierę. Jeszcze tylko swym pożegnalnym kopnięciem piłki zainaugurował sezon 1980-81. Zespół Auxerre, wprowadzony do nadsekwańskiej elity przy wydatnym udziale Szei, cały czas się tam utrzymuje.
W Auxerre kochają go do dziś. Jest w tym mieście częstym gościem, rozpoznawanym na ulicy. W równym, albo i nawet większym, stopniu co późniejsi rodem znad Wisły gwiazdorzy ekipy biało-niebie-skich ze Stade Ebbe Deschamps -Andrzej Szarmach czy Paweł Janas, od niedawna selekcjoner biało-czer-wonych. O tym, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, Marian Szeja przekonał się w roku 2000 właśnie w Auxerre. Dwadzieścia lat po zakończeniu występów, szefowie tamtejszego klubu sfinansowali byłemu reprezentantowi Polski operację, która ocaliła skazaną na amputację nogę!
W Wałbrzychu, gdzie cały czas mieszka po powrocie z Francji, uznania jakoś nie znalazł. Najpierw krótko trenował A-klasowy Granit Borów. Potem nastał stan wojenny i bohater z Liverpoolu oraz Hamburga niemal na dobre wycofał się ze sportu. Przez jeden tylko sezon prowadził KP Wałbrzych, powstały z fuzji tamtejszych - Górnika i Zagłębia. Reprezentant Polski i olimpijczyk, do niedawna żył z renty w wysokości 450 zł. Przed kilkunastoma miesiącami, dzięki wstawiennictwu PZPN, otrzymał rentę olimpijską w niepełnym - „rezerwowym" - wymiarze. 61-letni dziś internacjonał, wraz z młodszym synem, prowadzi pawilon handlowy. I uważnie śledzi informacje z francuskiej Ligue 1. Ze względu na AJ Auxerre oczywiście!
autor: Rajmund NIWIŃSKI
Tagi: Marian Szeja, Auxerre,
skomentuj