Dodał: tbiegun | 2006-07-19 00:00 | źródło:www.arsenal.dmkproject.pl
David Seaman
David Seaman to niewątpliwie jeden z najlepszych bramkarzy w historii angielskiego futbolu i prawdopodobnie najlepszy bramkarz jaki kiedykolwiek grał w Arsenalu. Lista jego sukcesów jest długa i imponująca. Początki piłkarskie były jednak trudne i zanim trafił do Arsenalu, upłynęło wiele wody w rzece w Rotherham. Ale oddajmy głos samemu Davidowi...
Nie miał to być największy włam w historii, nawet jak na Rotherham - ale byliśmy tylko grupką spłukanych chłopaków szukających okazji na zarobienie kilku szylingów. Kumpel zasugerował aby ukraść kabel z dachu młodzieżowego schroniska i sprzedać go na lokalnym złomowisku. Ja stanąłem na ulicy, na czatach. Niespokojnie wypatrywałem na swych dwóch kolegów na dachu, nie zwracając żadnej uwagi na ulicę, nawet gdy niespodziewanie pojawiły się trzy policyjne samochody. Zanim zorientowaliśmy się co się dzieje, moi dwaj koledzy zostali złapani. Stałem jak słup soli zanim jeden z gliniarzy mnie zauważył. Puścili mnie wolno odsyłając do domu. Zaledwie godzinę później rozległ się dzwonek do drzwi, w których stanął policjant. Moi koledzy mnie wsypali. Matka zapytała go, czy jest mnie pewien i czy nie chodzi o mojego brata Colina, jednak gliniarz odpowiedział: "Nie, z całą pewnością to David, bo to on ma ciemne włosy". Wtedy zszedłem na dół. Powiedziałem rodzicom, że tylko przechodziłem obok, gdy tych dwóch poprosiło mnie o pomoc. Nie wiem czy mi uwierzyli, czy nie, ale nie mogli uwierzyć, że byłem tak głupi dając się wciągnąć w takie kłopoty przez co zostaliśmy złapani próbując zwinąć kabel z dachu tuż przy ruchliwej ulicy. Powodem ich zmartwienia było to, że zrujnowałem swoje szanse na zostanie profesjonalnym piłkarzem. Dopiero co zostałem zaproszony do Leeds United.
Cała sprawa przeraziła mnie na śmierć. Zadecydowałem wtedy, że kariera przestępcy nie jest dla mnie.Nie pamiętam, żebym kiedyś nie chciał grać w piłkę. [W szkole] obserwowałem starszych chłopców grających w piłkę marząc aby do nich dołączyć. Gdy wreszcie byłem wystarczająco duży, aby do nich trafić, starsi chłopcy od razu powiedzieli - jesteś wysoki, możesz stanąć na bramce od razu się mi to spodobało. Różnica pomiędzy mną , a większością profesjonalnych piłkarzy jest taka, że nie miałem rodzinnych korzeni w sporcie. Moi rodzice nigdy nie byli związani z profesjonalnym futbolem (a nawet z żadnym sportem) i nie znali nikogo w rodzinie lub wśród przyjaciół, kto miałby. Tata pracował jako praktykant-mechanik, mama pracowała jako młody urzędnik w biurze księgowego. Była zakłopotana wychodząc za mąż w tak młodym wieku. To był skandal w tamtych czasach. W karetce, gdy jechała do szpitala mnie urodzić, zapytano ją o wiek. Gdy powiedziała im, że ma 16 lat byli zszokowani a ta informacja szybko rozeszła się po całym szpitalu. Urodziłem się w Listerdale Maternity Wyckersley, Rotherham. Urodziłem się o godzinie 19:10 akurat o godzinie rozpoczynania meczów), 19 września 1963 roku.
Mój tata zwykł mawiać, że jazda na motorze i uganianie się za dziewczynami to jego jedyne sporty. Aż skończyłem 14 lat mieszkaliśmy w domku. Później mi rodzice kupili
sklep z kanapkami i przenieśliśmy się z tego domku z Devonshire Street do mieszkania nad sklepem. Tata pracował w stalowni tak więc to głównie mama, z małą pomocą Colina i moją, prowadziła sklep. Mama dawała nam trochę grosza za naszą "pomoc", jednak wziąłem sobotnią pracę jako pomocnik piekarza. Oznaczało to wstawanie o 6 rano i pomaganie w rozwożeniu, ale pensja - 5 funtów - była dla mnie w tych czasach majątkiem. Gdy przyszła pora zakończyć szkołę podstawową miałem trafić do Kimberworth Comprehensive, gdzie piłkę traktowano bardzo poważnie, jednak zgodnie z przepisami musiałem iść do South Grove, gdzie grano w rugby. Poradzono mojej mamie, aby napisała do Ministerstwa Edukacji. Mama napisała ostrzegając, że mogą zniszczyć moją przyszłość przewidując, że "David może któregoś dnia wystąpić dla Anglii". W tamtym okresie miałem za sobą występy w Rotherham Boys i South Yorkshire Boys, w prasie miałem dobre recenzje. Wszystkie moje oceny ze szkoły mówiły, że jeśli tylko bym bardziej się starał to byłoby lepiej, ale ja byłem zainteresowany tylko sportem. Jedynym przedmiotem z którego dobrze mi szło, za wyjątkiem sportu i WF, była sztuka. Od zawsze byłem fanem Leeds, ponieważ gdy dorastałem w latach 70. Leeds to była drużyna - kierowana przez Dona Revie, z piłkarzami takimi jak Billy Bremmer, Norman Hunter, Allan Clarke i Jack Charlton. Nie zawsze mi dobrze szło. W pierwszym meczu jaki zagrałem dla drużyny w szkole podstawowej wpuściłem 14 bramek, a grałem tylko jedną połowę. Przegraliśmy 26:0.
W niedziele grywałem dla drużyny zwanej Red ScorpionsGdy pierwszy raz objawiłem się jako młodzik z talentem, kluby zaczęły wysyłać do naszych drzwi swych ludzi aby ci spróbowali mnie podkupić (...) Na początku moich występów w szkołach Rotherham i Yorkshire skauci klubów ligowych bywali na większości meczów, ale Tata starał się mnie chronić przed tą presją jak to tylko możliwe. Nawet gdy wiedział, że oglądają mecz to nigdy tego mi nie mówił aby mnie nie denerwować. Gdy zapraszano mnie na testy to zawsze szedł ze mną, a trenerzy rozmawiali z nim, nigdy bezpośrednio ze mną (...) Podpisałem umowę z Leeds, moi rodzice i ja byliśmy po prostu szczęśliwi, gdyż wydawało się, że moja przyszłość została ułożona. Pełna sukcesów kariera w klubie, któremu przez całe życie kibicowałem była przede mną - przynajmniej wtedy tak sądziliśmy. Grałem dla ulubionego klubu i zarabiałem zawrotną tygodniówkę w wysokości 8 funtów
Typowy dzień dla praktykanta oznaczał wczesny przyjazd zanim na porannym treningu pojawią się seniorzy. Musieliśmy upewnić się, że stroje są poukładane a buty wyczyszczone. Musieliśmy szorować podłogi. W
niecałe 6 miesięcy po przejściu do Leeds - dokładnie w moje 16 urodziny we wrześniu 1974 - zostałem wybrany aby zagrać dla rezerw Leeds po raz pierwszy. Za swoją grę przeciwko Preston dostałem ocenę 10 na 10. Pod koniec mojego pierwszego roku z profesjonalnym kontraktem, nie mogłem doczekać się ugruntowania swojej pozycji jako bramkarza rezerw w sezonie 1982/1983. Jednakże, tuż przed sezonem - w czerwcu 1982, Clarke [Alan Clarke - była gwiazda Leeds - przyp. B.] został zastąpiony przez Eddie Graya. W sierpniu zostałem przez niego wezwany na rozmowę, podczas której oczekiwałem usłyszeć, że moja kariera na szczyt idzie w dobry kierunku. To co usłyszałem było szokiem. Nie było żadnego owijania w bawełnę, Gray powiedział od razu: Chcę dwóch bardziej doświadczonych numerów dwa jako zastępców dla Johna Lukica. Dlatego zwolnimy cię". Trudno mi było to przełknąć. Wyglądało, że moje marzenie jest skończone. Z płaczem wróciłem do domu. Co teraz mam robić?Martin Wilkinson zadzwonił do Taty stwierdzając, że chce mnie w drużynie i jednocześnie obiecuje miejsce od razu w pierwszym składzie. Wiedziałem tylko tyle, że klub usychał w 4. Division, tak nisko jak tylko było to możliwe. Wilkinson zaoferował mi 130 funtów plus 25 funtów za występ, 25 funtów za zwycięstwo i 1,500 funtów za podpisanie umowy (...) Wilkinson podniósł swoją ofertę do 200 funtów. Podczas mojego pierwszego sezonu dla Posh i jednocześnie okresu nauki, miałem dopiero 19 lat. Wielkim szokiem było dla mnie przywyknięcie do gry przed stosunkowo dużą publicznością, każdego tygodnia. Zacząłem dostawać dobre recenzje w lokalnej i krajowej prasie. Gra w lidze to coś zupełnie innego niż rezerwy, gdzie czuje się cały czas, że grasz na próbę. Tutaj liczył się tylko wynik - kochałem tą presję. Jednym ze wspólnych aspektów gry, który nie różnił się z moimi doświadczeniami z Leeds był całkowity brak trenerów bramkarzy. To stosunkowo nowy wynalazek, gdyż kluby dopiero co odkryły prawdziwą wartość bramkarza w drużynie. Wiedziałem, że interesuje się mną Arsenal. Chcieli mnie, ale transfer zależał od tego czy John Lukic zgodzi się przenieść do Birmingham. John pojechał na St. Andrews na rozmowy, ale ostatecznie ofertę odrzucił, tak więc Birmingham - wtedy w dawnej 2. Division - zainteresowało się mną oferując 100,000 funtów. Zaakceptowałem ich ofertę i w październiku 1984 zostałem piłkarzem Birmingham.
Przenosiny do Birmingham były krokiem w dobrą stronę pod każdym względem - lepszy klub, lepszy stadion, lepsze zaplecze, większe wsparcie, lepszy manager. W moim pierwszym sezonie awansowaliśmy tuż za Oxfordem, który został mistrzem. Moje dwa lata spędzone w Birmingham pamiętam także ze względu na dwa ważne pozaboiskowe wydarzenia - narodziny mych dwóch synów - Daniela i Thomasa. Gdy Birmingham spadło z ligi nie przejąłem się
tym zbytnio i byłem zadowolony gdy QPR, wtedy w dawnej 1. Division, zgodziło się kupić mnie za 225,000 funtów, tuż przed początkiem sezonu 1986/97. Dla Birmingham zagrałem 84 razy, 75 razy lidze, awansowałem.W QPR spędziłem 4 sezony co było - jak się później okazało - o jeden za dużo. Podczas mojego pobytu klub miał trzech managerów co było - moim zdaniem - także zbyt wiele. Podczas 4 lat ani razu nie byliśmy zagrożeni spadkiem, ale nigdy nie byliśmy blisko wygrania czegokolwiek. Największym sukcesem było zajęcie 6. miejsca w lidze i dojście do pół-finału Littlewoods Cup. Powodem dla którego chciałem odejść nie były pieniądze. Jak większość piłkarzy chciałem coś wygrać a to nie było możliwe w Rangersach. To był przyzwoity klub, ale mały, który nie mógł rywalizować na najwyższym poziomie. Gdy Francis [Trevor] mianował Petera Reida trenerem piłkarzy wcale to niczego nie polepszyło. Pamiętam, gdy oboje byliśmy w ambulatorium. Zupełnie niespodziewanie obrócił się w moim kierunku i powiedział: "Dlaczego po prostu nie podpiszesz tego pieprzonego kontraktu albo spieprzaj stąd". Nie rozmawiałem jednak na temat zerwania kontraktu tylko odejścia gdy on wygaśnie. Klub mógł mnie sprzedać niezależnie czy miałem kontrakt czy nie. [Trevor Francis] zasmucił nas [tj Davida Seamana i Martina Allena, także piłkarza QPR - przyp. B.] gdy zablokował transfer do Tottenhamu. Nie chciał abyśmy odeszli i upewnił się, że tak się stanie.
Francis był ciągle managerem gdy zgłosił się po mnie Arsenal i zostałem zdjęty z listy transferowej i to nawet bez poinformowania. Oba kluby uzgodniły już sumę zanim zostałem do tego włączony. Arsenal chciał mnie przed końcem okna transferowego pod koniec sezonu 1989/90, jednak część umowy mówiła o
Johnie Lukiciu, który musiał zgodzić się przejść do QPR na wypożyczenie. Ale John odmówił. Nie podobało mu się w jaki sposób jest traktowany przez managera Arsenalu, George`a Grahama. Byłem już na Highbury, wszystkie media czekały na ogłoszenie transferu, wtedy Graham wziął mnie na stronę aby wytłumaczyć, że jest problem i transfer został odwołany.Tego się nigdy nie spodziewałem, Graham powiedział, że jest zawiedziony. Czułem się wypalony. To co było gorsze to fakt, że musiałem wrócić do QPR w czwartek aby przygotować się do meczu u siebie za dwa dni. Do tej pory miałem dobre kontakty z fanami, ale gdy teraz wybiegłem na murawę to zgotowali mi mieszane powitanie. Połowa fanów wiwatowała, druga gwizdała. Kluby zawarły ustną umowę, że transfer dojdzie do skutku w najbliższym sezonie. Kontrakt podpisano następnego dnia, ale nie wszedł w życie aż do najbliższego sezonu. To bardzo ważne mieć po swojej stronie kibiców, a to był mój pierwszy problem w Arsenalu. Pomimo, że John Lukic odrzucił QPR, Graham dał jasno do zrozumienia, że chce mnie, tak więc John zgodził się za milion funtów wrócić do Leeds. Arsenal zapłacił 1,3 miliona funtów Queens Park Rangers, które miało na mnie ponad milion zysku. W tamtym czasie była to największa suma zapłacona za bramkarza w Wielkiej Brytanii i wyrównała rekord światowy. Wyglądało to na dobry interes, z wyjątkiem fanatycznej grupy kibiców Arsenalu, która uważała, że Arsenal nie potrzebuje nowego bramkarza bo ma już dobrego. W każdym dotychczasowym klubie starałem się zbudować związek z fanami, za każdym razem gdy trafiałem do nowego klubu, kibice od początku byli po mojej stronie. Nie tym razem.
Gdy Arsenal rozgrywał swój ostatni mecz w sezonie 1989/90, wyjazdowy z Norwich, kibice wiedzieli, że John Lukic odchodzi i ja go zastąpię. Większości z nich nie przypadło to do gustu Arsenal był zawsze wielkim klubem i każdy kto tu trafia jest od razu świadom jego tradycji. Klub zorganizował obóz przedsezonowy w Skandynawii, mój pierwszy występ dla Arsenalu był przeciwko małemu szwedzkiemu klubowi o którym nikt z nas nigdy nie słyszał. Pierwszy mecz ligowy był przeciwko Wimbledonowi na Plough Lane. Wygraliśmy 3:0, jednak ciągle była grupa sceptyków podchodzących z rezerwą do mojego transferu, jednak większość zginęła przed końcem sezonu. Czyste konto było jednym z wielu, a ja w całym sezonie wpuściłem tylko 18 goli. Przybycie do Arsenalu to nagły wpływ na całe moje życie, nie tylko piłkarskie klub taki jak Arsenal ma kibiców w całym Londynie, w cały kraju, a nawet na całym świecie. Gdy jesteś piłkarzem Arsenalu to fani podchodzą do ciebie gdziekolwiek jesteś - w sklepach, restauracji, kinie.Porażka Liverpoolu w Chelsea oznaczała, że nasi rywale z Anfield musieli pokonać dwa dni później Notthingham Forest lub to my, jeszcze przed meczem u siebie z Man Utd, zdobędziemy mistrzostwo. Liverpool przegrał 1:0. Gdy wychodziliśmy z tunelu, jeden za drugim, na przedmeczową rozgrzewkę, widownia zgotowała nam fantastyczne powitanie. Pamiętam jak wybiegłem z podniesionymi rękoma. To było cudowne uczucie. Nie mogłem oczekiwać niczego więcej po swym pierwszym sezonie z Arsenalem.
Nie było najmniejszych sygnałów, że na horyzoncie jest jakiś sukces. Ten sezon zakończyliśmy na 10 miejscu i minęło jeszcze kilka lat zanim zaspokoiłem swoje ambicje. Najważniejsze było to, że byłem zdrowy oczekując rozpoczęcia sezonu 1993/94 - sezonu, w którym przeżyłem coś, co uważam za mój największy triumf w karierze. Przed rozpoczęciem sezonu 1993/94
mieliśmy zgrupowanie w kraju, który dla wszystkich z nas był nowy - Republika Południowej Afryki. Jak zwykle nie zobaczyliśmy wiele z kraju, tak, jak byśmy tego chcieli. Piłkarze podróżują po całym świecie, jednak widzą przede wszystkim własne pokoje hotelowe, inaczej niż na wycieczkach turystycznych. Pomimo ukończenia ligi na czwartym miejscu, nigdy nie zagroziliśmy Premiership, którą ostatecznie wygrał Man utd. Nie straciliśmy zbyt wielu bramek - tylko 28 - ale zdołaliśmy strzelić tylko 53, z czego prawie połowę strzelił Wrighty. Szybko odpadliśmy z krajowych pucharów i został tylko jeden puchar do zdobycia - Puchar Zdobywców Pucharów zdobycie Pucharu Zdobywców Pucharów było największym osiągnięciem w mojej karierze. Cenię go bardziej niż nasze dwa klubowe "dublety" i tylko Liga Mistrzów mogłaby go pobićNic nie wskazywało na sukces gdy ledwo przeszliśmy Odense w pierwszej rundzie, remisując u siebie 1:1 i wygrywając wyjazdowy mecz 2:1 W drugiej rundzie mieliśmy Standard Liege. Był to znany w Europie klub i wiedzieliśmy, że możemy być nam trudno ich pokonać, ale zagraliśmy swój najlepszy jak do tej pory mecz w Europie wygrywając 3:0 u siebie. W meczu rewanżowym Graham dał odpocząć Wrighty`iemu gdyż chciał, aby uniknął kartek, które mogły go zawiesić na następne mecze w pucharze. Ale, nawet bez niego, udało nam się wygrać 7:0. Pod koniec nawet ich kibice cieszyli się z naszych bramek. Było to trochę żenujące, gdy ci profesjonalni piłkarze byli wyśmiewani przez swych własnych kibiców, naszych zresztą też. W dziewięciu meczach w Europie w tamtym sezonie, straciliśmy tylko trzy bramki, ale - nie licząc meczów ze Standardem Liege - strzeliliśmy tylko ponad jedną bramkę w jednym meczu (przeciwko Odense).
W finale nikt nam nie dawał najmniejszych szans. Parma to był klasowy zespół ze świetnymi napastnika, którzy potem grali w naszej Premiership, jednak z różnymi sukcesami. Byli to Gianfranco Zola, Faustino Asprilla i Tomas Brolin. Nie licząc naszych własnych fanów, którzy przyjechali do Danii, mieliśmy większość miejscowym po naszej stronie z powodu naszego własnego Duńczyka, Jensena, nawet mimo, że w finale go nie było. To nam pomogło, jednak to co naprawdę nas wzmocniło miało miejsce na stadionie przed meczem, gdy zobaczyliśmy nazwę Parmy umieszczoną na podium jako zwycięzcy! Organizatorzy testowali sprzęt i musieli umieścić tam nazwę jednej lub drugiej drużyny i było 50-50, że trafi na Parmę, ale to nas utwierdziło w przekonaniu, że wszyscy myślą, że przegramy. Jeszcze bardziej czuliśmy się zdeterminowani udowodnić, że są w błędzie. Na początku byliśmy zepchnięci, raz trafili w słupek, ale to my stopniowo osiągaliśmy przewagę i gdy Smudger [Alan Smith - przyp. B.] dał nam prowadzenie, mogliśmy się bronić. Parma przeważała w posiadaniu piłki, ale nie miała za dużo dobrych okazji za wyjątkiem jednej, gdy wykonałem jedną z najlepszych interwencji w karierze. Może to była nawet najlepsza interwencja - na pewno najważniejsza
Przed sezonem 1994/95 z zaskoczenia pojawiły się problemy, które oznaczały, że na większość sezonu został stracony Merse, a zupełnie George Graham. Nasza forma w lidze była wielkim zawodem -
uplasowaliśmy się na najniższej pozycji od lat - 12. W pewnym momencie byliśmy niebezpiecznie blisko spadku. Pomimo naszych kłopotów, udało nam się stanąć przed możliwością obrony Pucharu Zdobywców Pucharów. Pomimo, że Stewart Houston doprowadził nas do drugiego europejskiego finału, po odejściu Grahama w połowie sezonu, nie sądzę aby ktokolwiek uważał, że z opiekuna przejmie funkcję managera na stałe. Był człowiekiem Grahama i zupełnie mu nie ufaliśmy. Dlatego gdy w lutym 1994 przejął rolę Grahama, nie miał respektu wśród piłkarzy. Podczas naszej podróży do Hong Kongu i Chin, miał miejsce incydent z kierowcą taksówki po którym Ray Parlour spędził noc w areszcie i otrzymał grzywnę. Houston uważał, że to ten fakt kosztował go posadę managera, ale myślę, że ta decyzja już dawno została podjęta. Tuż po powrocie drużyny z Chin w czerwcu, Bruce Rioch został mianowany managerem. Jeśli chodzi o Riocha, było kilka spraw, które od razu mi się nie spodobały. Rioch lubił krzyczeć, zwłaszcza na młodych piłkarzy. Wydzierał się na nich za nie przyniesienie wody wystarczająco szybko lub inny taki drobiazg. Robił to przy wszystkich co także dla nas wszystkich było nieprzyjemne. Uważałem to za złe. Był managerem Arsenalu i nie powinien zachowywać się w taki sposób. Był także krzykaczem podczas i po meczach, widziałem jak rzucał butelkami (na szczęście plastikowymi). W jego pierwszym - i zarazem ostatnim sezonie - zajęliśmy 5 miejsce, w Coca-Cola Cup doszliśmy do 1/2 finału, gdzie ulegliśmy Aston Villi. Rioch został zwolniony na 5 dni przed sezonem 1996/97.
Od razu dowiedziałem się, że Arsenal chce Francuza Arsene Wengera. Niewiele o nim wiedzieliśmy. Przyszedł to klubu w którym napastnik borykał się z problemem alkoholowym, narkotykami i uzależnieniem od hazardu oraz kapitanem, który właśnie potwierdził, że jest alkoholikiem.Przybycie Arsene Wengera do Arsenalu było poważną zmianą w moim stylu życia jako zawodowego piłkarza. Arsene dał natychmiast do zrozumienia, że od zaraz zajdą zmiany. Arsene dokładnie wie czego chce podczas treningów. To manager w dresie, który zawsze jest z nami. Wszystko jest wyliczone na jego zegarku. Dokładnie wie jak długo dany trening powinien trwać i wtedy go przerwie. Czasem to nas denerwuje. Nigdy nie zmienia swych decyzji. Nie ma z nim dyskusji. W czasie przerwy w meczu nie pozwala nikomu nic mówić, aż do momentu naszego wyjścia na drugą połowę. Gdy wychodzimy, sprawdza czy nikt nie ma kontuzji, a następnie cichutko siada w rogu. My też mamy to zrobić. Jeśli ktokolwiek powie coś na temat wydarzeń z pierwszej połowy, mówi mu aby był cicho. Dotyczy to nawet Pata Rice`a, który na ogól umiera z chęci aby coś powiedzieć. Gdy Pat zaczyna krzyczeć, Arsene zatrzymuje go i prosi o spokój. Czeka aż skończy się 12 minut z 15 minut przerwy i dopiero wtedy mówi jedną lub dwie rzeczy na temat drugiej połowy. Po zakończeniu meczu mówi "dobra robota" jeśli wygraliśmy i zagraliśmy dobrze i nic jeśli mieliśmy kiepski mecz. Czeka do następnej sesji treningowej, aby wtedy rozwiązać nasze problemy jakie mieliśmy w meczu. Rzadko przeklina, a gdy już to robi to z francuskim akcentem. Jest trochę zimny, ale trochę zabawny. Żartujemy sobie z jego nazywając go Clouseau bo ciągle coś przewraca. Raz kiedyś poszedł po pudding do hotelowego bufetu i wszyscy widzieliśmy jak spadł mu z talerza na podłogę gdy wracał do stolika. Jak zwykle myślami był daleko i nawet tego nie zauważył. Dopiero gdy usiadł zauważył, że jego talerz jest pusty i wtedy wygadał na całkowicie otumanionego.
Na początku jednego z najbardziej pomyślnych sezonów w historii klubu (1997-98) nikt z nas nie wiedział jak zaprezentujemy się jako drużyna. Pomimo ukończenia poprzednieg
o sezonu na trzecim miejscu, z tymi wszystkimi transferami do i z klubu, musieliśmy się przyzwyczaić do nowych piłkarzy, sposobu pracy Arsene`a. Pomimo tych zmian, byliśmy w kontakcie z liderem w początkowym etapie sezonu zaliczając kilka dobrych wyników. Niespodziewanie przegraliśmy 3 z 4 kolejnych spotkań, w tym u siebie z Blackburn, co sprawiło, że wyprzedził nad Man Utd, wiele ostrych słów zostało powiedzianych przez Arsene`a i starszych piłkarzy na specjalnym spotkaniu drużyny. Złamałem palec i zostałem wyłączony z gry na 13 spotkań. Moim pierwszym spotkaniem po powrocie był mecz u siebie z Sheffield Wednesday, który wygraliśmy przedłużając pasmo zwycięstw. Wygraliśmy dwa ostatnie mecze i licząc mecz z Wednesday, wygraliśmy kolejnych 8. Pozostawaliśmy niepokonani od 10 spotkań, a ja pomogłem przedłużyć tą passę do 18. W połowie sezonu byliśmy 13 punktów za Man Utd, na początku marca było to 11 punktów, ta passa bez porażki zniwelowała różnicę i dogoniliśmy ich w połowie kwietnia mając mecz w zapasie. Fani mogą się nie zgodzić, ale ciągle cenię bardziej Puchar Zdobywców Pucharów niż dublet. Po tym, jak zdobyliśmy mistrzostwo ligi było nam bardzo ciężko wznieść się i ponownie je wygrać w następnym sezonie. Nie było zaskoczeniem, że mieliśmy wolny start. Nie przegrywaliśmy, ale wiele spotkań remisowaliśmy - 4 z 5 pierwszych meczy - mieliśmy kłopoty z bramkami, tylko 3 w 5 meczach. Byliśmy blisko powtórzenia naszego osiągnięcia, ale dwukrotnie wpadliśmy na Man Utd - pierwszy raz w Pucharze Anglii w pół-finale na Villa Park. Mecz zakończył się wynikiem 0:0, w powtórzonym meczu Dennis zmarnował karnego w doliczonym czasie, który mógł dać nam zwycięstwo. Po wolnym starcie mieliśmy następnie passę bez porażki w drugiej połowie sezonu - podobną do tej z ubiegłego. [Man Utd] wygrał Premiership jednym punktem.
Każdy, kto mówi, że zaplanował swoją karierę w piłce nożnej oszukuje sam siebie. Planowanie swej kariery to strata czasu, bo jest tyle czynników poza kontrolą piłkarza: kontuzje, forma, zmiany managerów klubów i reprezentacji, że wymienię tylko te. Ale muszę przyznać, że gdybym miał planować swoją własną karierę, nie mógłbym zrobić tego lepiej. Było więcej momentów dobrych niż upadków. Dla niektórych piłkarzy z czołówki kariera jest jak kolejka w wesołym miasteczku, moja była spokojnym poprawianiem umiejętności. Cały czas zmieniałem klub na lepszy, grałem dla coraz lepszych zespołów z lepszymi piłkarzami w lepszych ligach za, bądźmy szczerzy, coraz lepsze pieniądze. W pewnym sensie moja kariera piłkarska zatoczyła koło. Gdy zaczynałem to grałem, bo po prostu kochałem to robić, potem była to moja praca, bo tak zarabiałem pieniądze dla rodziny; teraz, gdy zbliża się koniec mojej kariery, zaczynam sobie uzmysławiać, jak ciągle to lubię. Nigdy nie było tak, że na treningu w jednym z moich klubów, marzyłem, że robię w życiu coś innego
Nie chcę być managerem. Po pierwsze dlatego, że nie potrafię oglądać spotkań. Zwariowałbym, gdybym musiał oglądać tyle meczów jak robi to Arsene i Pat Rice. Nie potrafię nawet obejrzeć całego meczu na Sky Jedno jest pewne. Z Debbie i Georginą, moja przyszłość będzie w bezpiecznych rękach.
Tagi: bramkarz, David Seaman,
skomentuj