Dodał: tbiegun | 2006-09-29 00:00
Źycie między słupkami
Artur Boruc, Jerzy Dudek, Wojciech Kowalewski i Tomasz Kuszczak są w kadrach klubów grających w Lidze Mistrzów, ale to jeszcze nie dowodzi, że jesteśmy bramkarską potęgą. Bowiem w pierwszej kolejce elitarnych rozgrywek zagrali tylko dwaj z nich i w sumie puścili aż siedem goli. Na czołowych miejscach list rankingowych najlepszych golkiperów świata na razie nie ma Polaków. A to, dlatego, że obok wspaniałych występów zdarzają im się klopsy. Poza tym, od ponad roku nie wiadomo, kto jest pierwszym bramkarzem reprezentacji biało-czerwonych.
Ciągle z Dudkiem
Tym liderem powinien być Artur Boruc - mówi Jan Tomaszewski, legendarny bramkarz reprezentacji z lat 1971-1981. - Pozycja numer dwa dla Wojtka Kowalewskiego, zaś u ich boku powinien terminować ktoś młody. Jednak nie Tomek Kuszczak, który w tym sezonie będzie dublerem Edwina van der Sara i musi na tyle ugruntować swoją pozycję, żeby w przyszłym roku zastąpić Holendra w drużynie Manchester United. Tomek ma za sobą udany debiut, ale ciągle za mało gra. Najpierw długo był rezerwowym w Hercie Berlin, następnie przez kilka miesięcy dobijał się o miejsce w pierwszym składzie West Bromwich Albion, a kiedy już je wywalczył, przeszedł do Czerwonych Diabłów. Natomiast Jurka Dudka cenię za to, czego dokonał i nie wiem czy na jego miejscu też nie pozostałbym w Liverpoolu. Ale gdybym był dublerem nawet w takim klubie, jak The Reds, z kadry narodowej bym zrezygnował. Kłopoty Dudka zaczęły się tak naprawdę zaraz po podpisaniu kontraktu z The Reds, pod koniec sierpnia 2001 roku. Kilka dni później niepotrzebnie wystąpił w nieważnym już dla układu tabeli w eliminacjach MŚ spotkaniu z Białorusią i puścił cztery gole. Debiut w Liverpoolu też nie był dobry, bo The Reds przegrali z Aston Vi I la Birmingham. Wprawdzie sezon ligowy 2001-02 w sumie miał udany, ale na mistrzostwach świata w Korei Południowej spisał się słabo. Prawdziwa katastrofa zdarzyła się 1 grudnia 2002, gdy w prestiżowym spotkaniu z Manchester United po lekkim podaniu Jamie"go Carraghera nie utrzymał w rękach piłki, którą przejął Diego Forlan i trafił do siatki. Od tej pory Dudzio grał pod ogromną presją i już nigdy nie odzyskał pozycji, jaką miał wcześniej na Anfield Road. Półtora roku temu menedżer - Rafa Benitez - zapowiedział sprowadzi Jose Reiny i tej decyzji nie zmienił nawet świetny występ Polaka w finale Ligi Mistrzów Milanem. W Stambule Dudek bronił w nieprawdopodobnych sytuacjach, lecz jego los był przesądzony. Czekało go siedzenie na ławie dodatek przyplątała się kontuzja i także w prezentacji stracił pozycję na rzecz Boruca, może w poprzednim sezonie częściej bronił reprezentacji niż w klubie, na mundial do Niemiec nie pojechał. Dopiero w sierpniu wrócił do kadry, którą teraz prowadzi jego były nauczyciel z Feyenoordu –
Leo Benhakker, ale niestety, w towarzyskim meczu z Danią oraz w eliminacyjnym z Finlandią znowu trafiły mu się wpadki. Mimo to kolejną turę kwalifikacji ME powołanie też otrzymał.
Walka trwa
Na mecz z Serbią selekcjoner wystawił Wojciecha Kowalewskiego, który ma już 29 lat, ale to jego dopiero siódmy występ w drużynie narodowej. Na dodatek po raz pierwszy w tak ważnym meczu, bo chociaż uczestniczył już w eliminacjach Euro 20004 wtedy rywalem było słabiutkie San Marino.
- Meczem z Serbią Wojtek pokazał, że zasługuje, aby być pierwszym bramkarzem naszej drużyny narodowej - wyznaje Andrzej Woźniak, golkiper reprezentacji w latach 1994-1997.Jednak żeby tak się stało, ( musi ustabilizować formę, co jak się okazuje wcale nie jest takie proste. Trzy dni po potyczce z Serbami puścił klopsa w derby Moskwy z CSKA, a następnie aż cztery bramki w Monachium w spotkaniu LM - z Bayernem. Na szczęście szybko się pozbierał i w kolejny weekend był bohaterem potyczki z Lokomotiwem Moskwa. Artur Boruc wydaje się mieć mniejsze kłopoty ze stabilizacją formy. Poza tym, nabrał doświadczenia na mistrzostwach świata i do dziś pamiętany jest jego świetny występ przeciw gospodarzom. Niestety, jemu również zdarzają się wpadki, jak choćby w spotkaniu z Kostaryką, gdy źle ustawił mur przy rzucie wolnym bitym przez rywali i piłka wpadła do siatki między jego nogami. Mimo puszczenia trzech goli w meczu Ligi Mistrzów z Manchester United, zawodnik Celtiku Glasgow zebrał wiele pochwał za postawę na Old Trafford. Szkoda tylko, że przy prowadzeniu jego drużyny 1:0 wykazał się niefrasobliwością i zupełnie niepotrzebnie wykonał szarżę na Ryana Giggsa, co skończyło się jedenastką dla gospodarzy i w konsekwencji golem dla nich z rzutu karnego.
Duża przyszłość
Kuszczak w debiucie w barwach Manchesteru też sprokurował jedenastkę dla Arsenalu, ale na szczęście obronił strzał z wapna Gilberto Silvy. Gorzej, że pamiętana jest jego katastrofa z towarzyskiego spotkania z Kolumbią rozgrywanego tuż przed niemieckim mundialem, gdy przelobowała go piłka, strzelona z osiemdziesięciu metrów przez bramkarza przeciwników. Ten błąd spowodował, że przegrał z Borucem rywalizację podczas finałów MŚ, ale na szczęście nie odstraszył Aleksa Fergusona. - Problemem Kuszczaka są długie przerwy w grze - dodaje Woźniak. - Jednak obecność w takim klubie jak Manchester United na pewno niebawem zaprocentuje.
Trzecim golkiperem na Weltmeisterschaft 2006 był Łukasz Fabiański. Niestety, zmęczony sezonem, w którym został z Legią Warszawa mistrzem Polski - grał także w pierwszej reprezentacji oraz w młodzieżówce - ostatnio spisywał się słabiej i trener klubowy, Dariusz Wdowczyk, dał mu trochę wolnego na odbudowę formy. Fabian zanim zagrał w Legii, terminował w Anglii, zresztą tak, jak i trzeci obecnie bramkarz stołecznej drużyny - Maciej Gostomski. Teraz na Wyspach przebywa kolejna grupa naszych młodych golkiperów. Bartosz Białkowski znakomicie wprowadził się do drugoligowego Southampton, ale kontuzja wykluczyła go z gry na kilka miesięcy. Natomiast w Boltonie jest Przemysław Kazimierczak, w Birmingham Andrzej Krysiak, zaś w Arsenalu Wojciech Szczęsny, syn Macieja. - Szkolenie bramkarzy, to indywidualna praca trenera z zawodnikiem, a specjaliści w tej dziedzinie są w każdym naszym klubie - kontynuuje Tomaszewski. - Tutaj nie uczy się systemów taktycznych, bo zespół piłkarski to tak naprawdę dziesięciu graczy z pola i bramkarz trenujący oddzielnie.
Nie tylko bramkarze
Nasi bramkarze są dobrze przygotowani do gry, bo niski poziom rozgrywek powoduje, że w czasie meczu mają od piętnastu do dwudziestu okazji zademonstrowania umiejętności, zaś w silnych zespołach z Serie A czy Premiership takich możliwości jest zaledwie trzy, cztery. Ponadto, w naszych klubach rzadko zatrudnia się zagranicznych bramkarzy. W siódmej kolejce Orange Ekstraklasy tylko w jednym z szesnastu zespołów w bramce wystąpił cudzoziemiec. Był to debiutant - Słowak Jan Mucha z Legii. - To wcale nie oznacza, że w naszej lidze grają same bramkarskie asy - podsumowuje Woźniak. - Duża emigracja powoduje, że coraz trudniej znaleźć kolejnych kandydatów do reprezentacji. Ale to może tylko chwilowy zastój i już niebawem pojawi się kilku ponadprzeciętnych bramkarzy.
autor: Zbigniew Mroziński
źródło: Piłka Nożna nr39 (1736)
skomentuj