Dodał: tbiegun | 2007-03-25 00:00
Siła wieku
Pił
ka nożna jest przepięknym, a zarazem niezwykle skomplikowanym i trudnym sportem. Pierwotne przepisy tej dyscypliny w bardzo znikomym stopniu przypominały ich bieżący odpowiednik. Zmiany zasad gry następowały dosyć często i były bardziej realne w realizacji i w wydatnym stopniu nadawały meczom ich niesamowity urok.
Wraz z licznymi renowacjami, zmieniały się systemy gry i coraz intensywniej taktyka zaczęła odgrywać wiodącą rolę. W początkowym okresie gry pozycja w między słupkami nie była uważana za zbytnio ważną. Zawodnicy grający w polu brali na siebie ciężar odpowiedzialności, a bramkarzy nie darzono odpowiednim szacunkiem. Miało to odbicie w różnorakich plebiscytach i podsumowaniach, gdzie golkiperzy niesłusznie pomijani i niedoceniani. Wraz z nowymi trendami taktycznymi pozycja bramkarza stawała się coraz bardziej istotniejsza i rzutująca na końcowy wynik spotkania Rewolucjonistą w bramkarskiej sztuce była radziecka duma narodu, Lew Jaszyn. Właśnie ten człowiek zaprzeczył poprzednim regułom gry zawodników z numerem 1. Jego zachowania w bramce budziły niesamowite zdziwienie wśród fachowców, jak i zwykłych kibiców. Niespotykana wcześniej odważna gra na przedpolu i ryzykowne zagrania to znak rozpoznawczy Jaszyna. Jednak technika gry nie była najważniejszym przymiotem tego piłkarza. Jako nowator zaczął nadawać odpowiedni szacunek rękawicom bramkarskim, które nie były powszechnie używane i doceniane, a miały zbawienny wpływ na poczynania golkipera. Jednak z moich ust nie padnie stwierdzenie, że sprzęt jest wiodącym argumentach w grze zawodnika między słupkami. Nawet najdoskonalsze nowinki techniczne nie będą działać , gdy zawodnik korzystający z ich usług nie będzie wystarczająco kompetentny i wyszkolony względem bramkarskiego rzemiosła. Kolejne zmiany przepisów obarczały bramkarzy coraz większą odpowiedzialnością i wymagały od nich odpowiednich umiejętności.
Zawód golkipera to niezwykle newralgiczna i ryzykowna pozycja . Bramkarz ma największy wpływ na końcowy wynik spotkania. Jeden błąd może zniweczyć starania pozostałych zawodników i stać się powodem porażki. Dlatego zawodnicy między słupkami muszą przejść długą selekcję i udowodnić swą przydatność do drużyny. Doświadczenie jest bardzo ważnym faktem, który nierzadko rzutuje na grę bramkarza i dla zawodników z pola jest to niemałe uspokojenie, gdyż nie muszą się martwić o postawę akcji defensywnych. W dzisiejszym futbolu coraz śmielej trenerzy drużyn decydują się na niebezpieczny manewr, postawienie na bardzo młodego kepeera. Często ta taktyka daje ogromne owoce. Jednak stare powiedzenie nie straciło na wartości i pomimo wielu zmian na przestrzeni lat w futbolu jest nad wyraz aktualne, mianowicie "bramkarze są jak wino, im starsi tym lepsi". Można podejmować ryzykowne decyzje i forsować niedoświadczonych zawodników. Jednak najpewniejszym i mało ryzykownym przedsięwzięciem jest jakże genialne w swej prostocie. Bramkarz doświadczony jest pewniejszy i martwienie się o "tyły" jest bezcelowe, gdyż taki oto piłkarz wprowadzi spokój w drużynie. W wielu europejskich jedenastkach szkoleniowcy zbytnio nie podnoszą ciśnienia i napięcia i stawiają na sprawdzonych zawodników. Właśnie w tym felietonie przedstawię goalkeeperów w sile wieku. W tym gronie są bramkarze o zgoła odmiennie wyglądających karierach. Jednak w piłce nożnej jak i w innych dyscyplinach sportu każdy piłkarz przeżywa wzloty i upadki. Właśnie ten fakt łączy bohaterów moich głębokich rozważań. Wielką umiejętnością jest podniesienie się po słabszych momentach i ponowne wejście na sam futbolowy szczyt.
Edwin Van der Sar
Edwin Van der Sar pochodzi z niewielkiej miejscowości i jest wychowankiem tamtejszego klubu piłkarskiego, Foreholte (Voorhout) en Noordwijk. Już od najmłodszych lat odznaczał się wspaniałymi warunkami fizycznymi. Pozycja bramkarza idealnie współgrała z jego predyspozycjami. Grał na bardzo wysokim poziomie i właśnie dzięki temu został wypatrzony przez skautów najpopularniejszego holenderskiego klubu, Ajaksu Amsterdam. Czyniąc szybko postępy był wielką nadzieją tamtejszych działaczy. Jego debiut w Eredevisie miał miejsce 23 kwietnia 1991 roku w wygranym 1-0 meczu ze Spartą Rotterdam. Kontuzja etatowego bramkarza amsterdamskiej jedenastki, Stanleya Menzo, umożliwiła mu wejście na plac gry w 44 minucie spotkania. Jednak po całkiem niezłym występie zaliczył tylko 9 kolejnym spotkań i usiadł ponownie na ławce rezerwowych, gdyż Menzo doszedł do siebie i był gotowy do gry. Na swoją następną szansę musiał czekać niekrótko. Dopiero 3 lata później stał się podstawowym golkiperem klubowego zespołu. Czas przebywania poza grą nie został zmarnowany, gdyż w tamtym okresie poczynił nieprawdopodobieństwem postępy i pomimo swojego niewielkiego wieku , a za tym idzie niezbędnego doświadczenia, jego przygotowanie do zasilenia drużyny było kompletne.
Przywdziewając trykot z numerem 1 przez 5 sezonów zapisał piękną kartę w historii tego niezwykle utytułowanego i szanowanego klubu. Praktycznie każde rozgrywki były zaznaczone licznymi sukcesami klubu i indywidualnymi nagrodami. Na niwie krajowej Ajax z Van der Sarem w składzie był bezkonkurencyjny i grając piłkę niebotyczną dla reszty stawki, odnosił również sukcesy na europejskim polu. Pięciokrotne zdobycie najwyższego lauru w Holandii ma swoją wymowę i ogromną wagę. Również rozgrywki holenderskie o mniejszym prestiżu zdobią gablotą trofeów drużyny ze stadionu Amsterdam Arena. Tym bardziej gra w rozgrywkach Starego Kontynentu napawała dumą samego bramkarza i niosła piękne chwile dla kibiców tego cudownego klubu i znakomitej jedenastki. Bez żadnych wątpliwości największym osiągnięciem jest tryumf w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Dysponujący bardzo młodym składem Ajax okazał się najlepszy w wielu meczach, nie wyłączając decydującej potyczki, a prym w bramce wiódł właśnie Edwin van der Sar. To nie koniec sukcesów "wielkoluda" w barwach drużyny z Amsterdamu, gdyż w 1995 roku również Puchar Interkontynentalny i Superpuchar Europy stały się łupem piłkarzy spod Amsterdam Arena.
Jednak w życiu zdarzają się te wiele gorsze momenty, gdy nagle spada się z piedestału. W takim momencie krytyka jest ogromna i często bolesna, a w niektórych przypadkach niesprawiedliwa. Niektórzy panowie "dziennikarze" zapowiadają rychły koniec zawodnika i narażają go na problemy psychiczne, spowodowane nagonką. Właśnie taki moment kariery nie ominął bohatera niniejszego tekstu. Van der Sar po wyśmienitych występach w Ajaksie był kuszony przez wiele europejskich klubów, tych najbogatszych nie wyłączając. Po długich namysłach i gorących pertraktacjach między zarządami klubów, a zawodnikiem, wybór padł na Półwysep Apeniński, a dokładniej na Starą Damę. Jednak gra VDS w tymże klubie chluby mu nie przyniosła , a wręcz stała się zalążkiem końca tego doskonałego bramkarza. Kolejne nazbyt przeciętne mecze coraz wyraźniej pogłębiały Juve, jak i samego zainteresowanego. Faktem niezaprzeczalnym, że pozostali zawodnicy turyńskiej jedenastki nie prezentowali proporcjonalnego poziomu, w stosunku do oczekiwań kibiców, jak i różnej maści fachowców, ale kiepskie wyniki osiągane przez drużynę zostają zrzucone na barki niefartownego golkipera. W takiej sytuacji transfer do innego klubu był aż nazbyt potrzebny.
Niestety, wybór w tym, jakże trudnym dla tego człowieka momencie, był niezwykle ograniczony. Bardzo kiepski okres w Juve wydatnie przyczynił się do tego stanu rzeczy. Klub ubiegające się o usługi Holendra nie były z najwyższej półki. Jednak determinacja Edwina była przeogromna i liczyło się tylko jedno- regularna, a zarazem niezła gra w klubie i odbudowanie nadszarpniętego nazwiska. Po długich namysłach wybór padł na klub angielskiej Ekstraklasy, Fulham Londyn. Wybór dosyć dziwny, zważywszy na mały prestiż tego oto klubu, ale doprawdy Edwin nie miał innego wyjścia. Ów transfer był nieco zaskakujący, ale w pełni przemyślany. Wielu ludzi skreśliło Van der Sara, a ten po raz kolejny udowodnił swoje nieprzeciętne umiejętności! Holender w pełni odbudował się psychicznie w ligowym średniaku. Wielokrotnie był wychwalany pod niebiosa za swoje niesamowite interwencje. Odzyskał wiarę we własne możliwości i "naprawił" nadszarpnięte nazwisko. Po takich genialnych występach przyszła pora na zmianę pracodawcy, tym razem tego z najwyższej europejskiej półki.
Kolejka chętnych zainteresowanych usługami Holendra była niekrótka. Jednak jeden klub wybijał się ze wszystkich. Manchester United nigdy nie narzekał na wybitnie uzdolnionych bramkarzy. Po odejściu legendarnego Petera Schmeichela miejsce między słupkami nie było zajęte, gdyż kolejni zawodnicy niezbyt dobrze grali , ażeby nie powiedzieć niezwykle przeciętnie. Sir Alex Ferguson rozpatrywał wiele kandydatur potencjalnych bramkarzy. Wybór do łatwych nie należał, gdyż tylko wybitnie uzdolniona persona ma prawo grać w tak niesamowitym i utytułowanym klubie, jakim jest Red Devils. Doświadczenie Edwina przemówiło wydatnie korzyść i manager nie chcąc zbytnio ryzykować sprowadził wielkoluda na Old Trafford. Jego gra w barwach Manchesteru United napawa dumą samego zainteresowanego i ludzi psychicznie związanych z klubem, a również wzbudza powszechny szacunek wśród osób nie lubujących się w tej drużynie, jak i zawodniku. W przypadku Van der Sara i jego przygody z Czerwonymi Diabłami bardzo na miejscu jest znane powiedzenie-"złe miłego początki". Pierwszy człon tego zdania odwołuje się do dosyć słabego premierowego sezonu w Teatrze Marzeń. Wicemistrzostwo ma swój wymiar, gdyż w poprzednim sezonie ton nadawała londyńska Chelsea i była wprost bezkonkurencyjna dla reszty stawki. Jednak, występy podopiecznych Fergusona na arenach Champions League najlepiej przemilczeć. Odpadnięcie z rozgrywek już w rundzie grupowej jest hańbiącą plamą na honorze tak zacnego klubu. Wkład Edwina w ten tragiczny wynik jest doprawdy znikomy, ponieważ jako jeden z niewielu grał na proporcjonalnym poziomie do oczekiwań zarządu Manchesteru, jak i zwykłych kibiców. Dopiero bieżący sezon jest popisowy w wykonaniu zawodników Red Devils. Nieustanne przewodzenie w tabeli Premier League i ćwierćfinał Pucharu Mistrzów ma wymierne wartości finansowe i psychologiczne. Gra VDSa jest po prostu niesamowita. Bez wątpienia najlepszy fachowiec od łapania piłek na kuli ziemskiej. Przesadność tego stwierdzenia jest niezauważalna.
Niestety, kariera Van der Sara nie składa się z samych pozytywów i chwalebnych faktów. Widoczność tych gorszych momentów jest również niezwykle widoczna. Cechą wybitnego zawodnika jest wymierna w sukcesy gra na wszystkich polach, w tym w reprezentacji narodowej swojego kraju. Nie umniejszając Edwinowi jego sukcesów i obfitującej w niezwykle bogate momenty karierze, na niwie reprezentacyjnej nie zapisał potężnej karty, ażeby nie powiedzieć brak jakikolwiek sukcesów. Orange zawsze są zaliczani do faworytów w różnorakich czempionatach. Jednak ostatnie występy nie są znaczone niczym szczególnym, oprócz ogromnych aspiracji i oczekiwań . Debiut w narodowych barwach Van der Sar zaliczył w meczu z Białorusią, który zakończył się minimalną porażką. Jednak chwalebnych faktem jest udział naszego bohatera w 5 wielkich imprezach. Również do niego należy rekord spotkań rozegranych w kadrze.
Oliver Kahn
Oliver Kahn przyszedł na świat w Karlsruhe. Pierwsze piłkarskie kroki stawiał w Karlsruher Sportclub (KSC). Od samego początku był uważany za ogromny talent i niezwykle perspektywicznego zawodnika. Znakomite warunki fizyczne i typowo bramkarskie przymioty zawsze były jego wiodącymi cechami. Właśnie w tym klubie zaliczył pierwsze swoje profesjonalne występy. Świetna postawa w barwach tej drużyny zaowocowała zainteresowaniem ze strony tych najbogatszych klubów z niemieckiej Bundesligi. Kahn potraktował to jako olbrzymią nobilitację i w rychłym czasie podwyższał swe bramkarskie wtajemniczenie. Taka olbrzymia chęć bycia lepszym zadziwiała wszystkich, gdyż mieli okazję obcować z Oliverem. Kahn wiedząc, że to jest pierwsza i być może ostatnia szansa przejścia do legendarnego klubu, nie mógł zaprzepaścić tej okazji i starał się wszelkimi siłami przekonać zainteresowanych swoją osobą działaczy do transferu.
Po długich naradach negocjacjach poszedł za głosem serca i miłością odczuwaną od najmłodszych lat do Dumy Bawarii. Właśnie Bayern Monachium odznaczał się wyjątkową determinacją w wytransferowaniu tego niezwykle utalentowanego chłopaka. Przywdział barwy tej jedenastki w 1994 roku. Od tego czasu odniósł wiele indywidualnych sukcesów, jak i drużyna z nim w składzie zdobyła ogromną ilość różnorakich trofeów. Niemiecka Bundesliga w szczytowym okresie kariery Kahna(można powiedzieć, że niemalże przez cały czas) nie miała konkurencji w rywalizacji po złotą paterę. Siedmiokrotne mistrzostwo Niemiec ma swoją niezwykłą wymowę i napawa dumą ludzi związanych z tym klubem i jest przyczyną fascynacji fanów bawarskiej jedenastki i szacunku ze strony konkurencyjnych drużyn. Również te gorsze rozgrywki, jakimi są spotkania Pucharu Niemiec były zawojowane przez Bayern. Na europejskiej arenie zawodnicy z Monachium odnosili niemałe sukcesy, końcowego tryumfu nie wyłączając. Zdobycie uszatego trofeum miało miejsce w rozgrywkach 2000-2001. Szczególne zasługi w tym sukcesie przypisuje się właśnie Kahnowi. Finałowy mecz z Valencią był popisem tego wybitnego zawodnika, ale dopiero w konkursie rzutów karnych pokazał światową klasę, bronić trzy strzały z jedenastu metrów, wydatnie przyczyniając się do końcowego sukcesu.
Osobnym przepięknym rozdziałem w karierze Kahna jest gra w reprezentacji narodowej naszych zachodnich sąsiadów. Jednak tylko jeden turniej pozostawił nieoparte wrażenie na wszystkich i sam Oliver ma związane z jakże dwojakie emocje. Mistrzostwa Świata w Korei i Japonii były wszakże dziwne i owiane aurą tajemniczości i niesportowych układów. Tych negatywnych faktów jest ogromnie wiele, ale właśnie osoba Niemca jest główną cechą tego turnieju i jego poczynania zapadły szczególnie w pamięć kibiców i różnej maści fachowców. Zacznijmy od początku. Reprezentacja Niemiec nie była uważana za głównych faworytów tego światowego czempionatu. Ogólnie rzecz biorąc, dysponowała przeciętnym arsenałem. Dzięki temu pole do swych niebotycznych popisów miał Kahn. Praktycznie w pojedynkę doprowadził swój zespół do finału. W drodze do Jokohamy tylko jednokrotnie został zmuszony do kapitulacji. Złota Piłka dla najlepszego piłkarza Mistrzostw przyznawana jest na jeden dzień przed końcowym spotkaniem. Nagrodę tę zdobył właśnie Kahn. Powszechne jest stwierdzenia, że to indywidualne trofeum jest symbolem i zwiastunem aż nazbyt kiepskiego występu w finale przez laureata. Niestety, Oliver doświadczył tego na własnej skórze. Do jego postawy nie były większych zastrzeżeń do pewnej akcji, a raczej wyjątkowo nieporadnej interwencji. Po strzale w środek bramki nie chwycił zmierzającej do jego rąk piłki, która pechowo wylądowała pod nogami Ronaldo i ten zawodnik nie miał żadnych problemów z umieszczeniem futbolówki w siatce. Ta właśnie kapitulacja i ogromny błąd pozbawiły Kahna nagród w różnorakich plebiscytach podsumowujących wydarzenia roku 2002.
W zeszłorocznym mundialu był rezerwowym i zagrał tylko w jednym meczu, zwycięskiej batalii o 3 miejsce z Portugalią. Decyzja szkoleniowca gospodarzy światowego czempionatu o obsadzie była znana dużo wcześniej. Jednak Oliver w pełni pogodził się z rolą rezerwowego. W meczu z Argentyną zakończył długi i wyczerpujący spór z odwiecznym konkurentem Jensem Lehmannem i dodał mu otuchy przed rzutami karnymi, zakończonymi zwycięski przez naszym zachodnich sąsiadów. Kilka słów należy napisać o jego dosyć skomplikowanym i jakże bogatym we wszelakie ekscesy życiu prywatnym. Od początku był znany z różnych romansów i braku wierności wobec żony. Również bufonada i narcyzm to jedne z licznych przymiotów naszego bohatera. Jednak pomimo tych i wielu innych negatywów Olivera Kahna, należy mu się ogromny szacunek, gdyż osiągnął bardzo wiele na niwie zawodowej.
Jens Lehmann
Jens Lehmann urodził się w Essen i jest rówieśnikiem swego odwiecznego rywala na boisku i poza nim, Olivera Kahna. Przygodę z piłką nożną rozpoczął bardzo szybko, w wieku 6 lat pierwsze piłkarskie kroki stawiał w prowincjonalnej drużynie, DJK Heisingen. Trzeba wspomnieć, że nigdy nie był traktowany jako talent czystej wody. Ciężką i sumienną pracą doszedł do naprawdę wielkich rzeczy. Do dzisiaj jest uznawany za bramkarza nie do końca kompletnego. Obiecującego juniora wypatrzyli skauci Schwarz-Weiß Essen i zacumował tam na 9 długich lat. Po bardzo dobrych występach w pierwszej jedenastce zapracował na zainteresowanie dużo lepszych, a zarazem bogatszych klubów.
Jego kariera nabrała rozpędu po transferze do jednego z największych klubów w Niemczech, Schalke 04 Gelsenkirchen w 1987 roku. Właśnie w tej drużynie wyrobił sobie całkiem niezłą markę , ale jednak nie wystarczająco dobrą, aby wywalczyć sobie stałe miejsce w reprezentacji Niemiec. Zaliczył również epizodycznych 5 występów w klubie z San Siro, AC Milan. Oczekiwania zarządu, jak i sztabu szkoleniowego były ogromne. Rossoneri w tamtym okresie narzekali na dosyć widoczny brak klasowego golkipera. Jens miał być lekiem na całe dotychczasowe zło. Niestety, nie spełnił ogromnych nadziei związanych z jego osobą. Specyfika gry na Półwyspie Apenińskim jest niezwykle dziwna i trudna. Doświadczył tego sam Lehmann. Nad wyraz przeciętne występy w barwach czerwono- czarnych zmusiły go do rychłej zmiany otoczenia.
Po nieudanym epizodzie we Włoszech długo poszukiwał nowego pracodawcy. Po długim oczekiwaniu zdecydował się na powrót do rodzimego kraju. Borussia Dortmund postanowiła sprowadzić Jensa i dać mu szansę odbudowania psychicznego. Mimo wszystko spełnił pokładane w nim nadzieje i stał się pewnym punktem klubowej jedenastki. W 2003 roku podjął decyzję o kolejnej zmianie klimatu, mianowicie Premier League. David Seamann kończąc jakże długą karierę, nie pozostawił godnego następcy w klubowych szeregach. Arsenal Londyn w takiej niezwykle trudnej sytuacji postanowił sprowadzić Lehmanna. Pomimo wielu obaw dotyczących postawy nowego bramkarza, Niemiec w pełni zaaklimatyzował się w Londynie i po raz kolejny stał się mocnym punktem zespołu. Dochodząc do finału rozgrywek Pucharu Mistrzów zachował czyste konto przez ponad 1000 minut. Jednak samego występu w decydującej potyczce chciałby jak najszybciej zapomnieć. W 18 minucie spotkania faulując Samuela Eto ujrzał czerwoną kartkę i wydatnie osłabił drużynę i praktycznie pozbawił ją szansy odniesienia korzystnego rezultatu. Mecz zakończył się tryumfem Dumy Katalonii 2-1. Dotychczas jako jedyny zawodnik został odesłany do szatni przez sędziego w finale Champions League.
Rozegrał 5 meczów w finałach Mistrzostw Świata rozgrywanych w swojej ojczyźnie. Reprezentacja narodowa Niemiec swój udział zakończyła na półfinale , przegrywając po niezwykle emocjonującym spotkaniu i dogrywce z Włochami. Sam Lehmann zagrał w tym meczu na niezłym poziomie i nie był w żaden sposób obwiniany za porażkę i stratę dwóch pięknych goli w końcówce. Przez cały turniej strzegł bramki Niemiec praktycznie bezbłędnie. Godna zapamiętania jest jego postawa w ćwierćfinałowej potyczce z "Niemcami Ameryki Południowej", mianowicie Argentyną. Przez 90 minut tylko raz uległ kapitulacji. Jednak doprawdy konkurs rzutów karnych był teatrem jednego aktora! Broniąc dwa strzały z wapna zapewnił swojej drużynie grę w strefie medalowej. Z jego ust padła sugestia, aby Oliver Kahn stanął między słupkami w meczu o brązowy medal z Portugalią. W ten sposób odpłacił się konkurentowi za iście sportową postawę w trakcie trwania turnieju. Po tym sezonie jego kontrakt z zespołem z Emirates Stadium dobiega końca. Arsene Wenger zaproponował mu tylko roczną umowę , natomiast Jens optuję za dwuletnim "małżeństwem" z Kanonierami. Żaden z zainteresowanych nie chcę pójść na kompromis i coraz wyraźniejsza wydaję się zmiana barw przez Lehmanna
skomentuj