Dodał: tbiegun | 2008-02-05 00:00
Jako naród możemy poszczycić się wieloma, znakomitymi rzeczami.. Oscypkiem z Zakopanego, Syrenką z Warszawy, Wawelem z Krakowa oraz wielkimi osobistościami jak Jan Paweł II, Adam Mickiewicz, Skłodowska - Curie. Te rzeczy, miejsca a także osoby tworzyły naszą wspaniała historię, dzięki której możemy zapomnieć o skandalach politycznych i choć przez moment napawać się dumą z faktu bycia Polakiem.....
Trochę podniośle zacząłem ten tekst a to, dlatego iż od jakiegoś czasu polscy sportowcy zostają coraz bardziej doceniani (bo odnoszą większe sukcesy) przez inne kraje. Kubica, Radwańska, Małysz czy siatkarze oraz siatkarki dostarczają nam nie tylko emocji, ale i wzruszeń, gdy po ich triumfach możemy odsłuchać Mazurka Dąbrowskiego. W tym tekście chciałbym natomiast skupić się na konkretnym "sportowym" fachu, w którym także jesteśmy rzeczoną potęgą, czyli bramkarstwie. I choć z odpowiednim dystansem podchodzę do tego stwierdzenia to przyznać trzeba, iż Polska nigdy nie mogła narzekać na brak solidnych golkiperów. O jednych było głośniej a o jednych mniej - jedni zawojowali Europę a inni nie. Jednak wszyscy niżej wymienieni zasłużyli na uwagę..... Hubert Kostka. O legendarnym bramkarzu Górnika Zabrze było najgłośniej wtedy, gdy drużyna z ulicy Roosvelta święciła triumfy w kraju jak i Europie. Często w cieniu Lubańskiego oraz Pohla ratował punkty dla Zabrzan. To on jako jeden z pierwszych polskich przedstawicieli tego fachu zaczął używać "rękawiczek" do gry w bramce. Koledzy nazywali go "Proboszczem" ze względu na to, iż lubił grać w czarnych bluzach i białym podkoszulku, który wystając przy kołnierzu przypominał nieco "koloratkę" - taką jak u księdza. Każdy zapamiętał go jako świetnego bramkarza i dobrego kompana. Wiele lat później próbował swych sił w zawodzie trenera, lecz prowadzenie drużyny z ławki nie wychodziło mu tak dobrze jak czynił to stojąc w bramce.
Jan Tomaszewski. "Człowiek, który zatrzymał Anglię". To chyba najczęściej powtarzane zdanie mówiące o popularnym niegdyś "Tomku". Jak każdy wie były bramkarz m.in., ŁKS Łódź czy Herculesa Alicante w reprezentacji Polski grał wyśmienicie a okres jego świetności szczęśliwym trafem zbiegł się z największymi sukcesami w polskiej piłce reprezentacyjnej. To on powstrzymał "Synów Albionu" w meczu z 1973 r. na Wembley, którego finałowy rezultat 1:1 dał nam awans do MŚ, które rok później odbyły się w Niemczech. Tam - po raz kolejny pokazał się ze świetnej strony - broniąc jako pierwszy bramkarz w historii mundialu - dwa karne w czasie jednego turnieju. I choć początków w kadrze nie miał za dobrych to później koledzy darzyli go ogromnym szacunkiem i zaufaniem. Paradoksalnie w klubowej piłce wiodło mu się przeciętnie a czasem wręcz słabo. Nigdy natomiast nie zmienił swoich poglądów na niektóre rzeczy i tego, że zawsze lubił mieć swoje zdanie, do którego próbował przekonać każdego; często kontrowersyjnymi wypowiedziami.
Józef Młynarczyk. Również wielki gracz. Legenda Widzewa, ale i FC Porto. To właśnie w tej portugalskiej drużynie wywalczył Puchar Europy w 1987 roku. Pokonali ekipę Bayernu Monachium a wielki udział w marszu po triumf w tych elitarnych rozgrywkach miał właśnie nasz bramkarz. Do dziś nazwisko Młynarczyk wzbudza tam wielki entuzjazm. Równie udane występy zaliczył w reprezentacji Polski, zwłaszcza w 1982 r. na Mundialu w Hiszpanii. Mimo iż na turnieju najjaśniej świeciła gwiazda Zbigniewa Bońka, każdy doceniał także pracę naszego "numeru jeden". Ciekawie potrafił także...opowiadać o bramkarskim fachu. Mam tu na myśli fragment książki z bodajże 1988 r. p.t. "Gol". To dzieło polskiego autora, który stworzył serię podobnych książek traktujących nie tylko o futbolu. Młynarczyk przedstawia tam swoje spojrzenie na współpracę z kolegami, stres, postęp w futbolu itp. Wypowiedzi jego są bardzo ciekawe i można z nich wyciągnąć wiele dobrego. Jak widać sztukę wypowiedzi ma tak samo opanowaną jak miał bramkarską.
Jacek Kazimierski. Urodzony w 1959 r. golkiper mimo usilnych starań nigdy nie został graczem wielkiego formatu - na którego zwracano by większą uwagę. Był tez trochę niedoceniany i nie zawsze dostawał tyle szansy co powinien. Karierę zaczął w warszawskiej Agrykoli aby potem zasilić Legię. Tam raz bronił a raz nie bo na jego nieszczęście trenerzy zawsze znajdowali kogoś "lepszego". Pózniej wyjechał za granicę. Grał w Olympiakosie Pireus a także KAA Gent. Największe sukcesy Kazimierskiego to dwukrotny wyjazd na Mistrzostwa Świata (1982,1986) oraz dwukrotny triumf w Pucharze Polski w barwach klubu z Łazienkowskiej (1980,1981). Wystapił w aż 225 meczach polskiej ekstraklasy. Po zakończeniu swojej kariery postanowił zostać szkoleniowcem bramkarzy. Prowadził m.in. zajęcia z golkiperami reprezentacji Polski, w której sztabie udał się na Mundial do Niemiec, w 2006 r. Obecnie zatrudniony jest jako trener bramkarzy krakowskiej Wisły.
Andrzej Woźniak. Pochodzący z Konina, obecnie 43-letni bramkarz przez moment był na ustach wielu w Europie. A to za sprawą słynnego meczu z Francją w Paryżu w sierpniu 1995 r. Nasza kadra zremisowała 1:1 a sukces w ogromnej mierze zawdzięczała fantastycznemu Woźniakowi. Kilkakrotnie popisywał się kapitalnymi interwencjami a na dodatek obronił karnego wykonywanego przez Bixente Lizarazu. Po tym meczu wszyscy nazywali go "Księciem Paryża". W polskiej ekstraklasie reprezentował barwy m.in. ŁKS i Widzewa Łódź i Lecha Poznań. Jego dobra postawa w bramce Widzewiaków zaowocowała transferem do FC Porto. Tam zdobył mistrzostwo Portugalii a wnet po tym przeniósł się do SC Braga, lecz tam nie osiągnął nic, bowiem wystąpił ledwie w 15 meczach. Obecnie współpracuje z trenerami bramkarzy w KKS Lech Poznań.
Adam Matysek. Nieszczęście...w szczęściu. Tak można by określić wyprawę Matyska na niefortunne MŚ do Korei w 2002 r. Pojechał tam, bo świetnie bronił w paru meczach eliminacji do tegoż turnieju. Szczególnie w meczu z Norwegami w Oslo. Grał z takim poświęceniem, że po jednej ze swych heroicznych obron zszedł z boiska z kontuzją barku. Zastąpił go Dudek. Wracając do tematu "koreańskich wakacji". Pojechał tam jako jeden z trójki: Dudek, Matysek, Majdan z wielkimi nadziejami na grę. Nie zagrał. I chyba wyjazd na tamten mundial był największym sukcesem tego bramkarza. Na początku kariery grał w wałbrzyskich klubach - Górniku i Zagłębiu. Później grał w Śląsku Wrocław, w którym się wypromował. Odszedł do Fortuny Koeln. Następnie reprezentował barwy FC Gutersloh i Bayer Leverkusen. Po powrocie do kraju pograł trochę w Zagłębiu Lubin a karierę zakończył w RKS-ie Radomsko. Na pierwszoligowych boiskach rozegrał 136 spotkań. Obecnie pracuje jako szkoleniowiec bramkarzy w 1.FC Nurnberg.
Radosław Majdan. Umieszczam go na tej liście, bo mimo ekstrawaganckich zachowań oraz wypowiedzi parę razy pokazał, iż naprawdę jest/był dobry w swoim fachu. Jeden z żywych symboli Pogoni Szczecin, której herb ma nawet wytatuowany na piersi. Przez wiele sezonów był jej pierwszym bramkarzem, podczas gdy ta grała w pierwszej lidze. Największym osiągnięciem jego w tym okresie było zdobycie wicemistrzostwa Polski w 2001 roku. Fani klubu ze Szczecina darzyli go ogromnym szacunkiem i sympatią, szczególnie po pewnej "akcji”, gdy w meczu ze Śląskiem odebrał jednemu z wrocławskich fanów, skradzioną flagę Pogoni! Później blondwłosy golkiper wyjechał do Turcji, aby tam grać dla Goztepe Izmir. Niedługo tam zabawił, bo tylko sezon. Po jego zakończeniu przeszedł do PAOK-u Saloniki. Tam wystąpił w 4 meczach, ale zdążył zdobyć Puchar Grecji. Pózniej poterminował troszkę w Bursasporze i FC Ashdod, aż zdecydował się na come back do polskiej ligi. Podpisał kontrakt z "Białą Gwiazdą". Tam zdobył dwa mistrzostwa (2004,2005) Razem z klubem z Reymonta grał w eliminacjach do Ligi Mistrzów oraz w rozgrywkach Pucharu UEFA. Gdy latem 2006 r. nie przedłużono z nim kontraktu, odszedł do Pogoni Szczecin, ale przyznał, że ma zadrę w sercu do władz Wisły za sposób w jaki z nim się pożegnano. Obecnie gra dla 2-ligowej Polonii Warszawa. Ma za sobą ponad 300 meczy w polskiej lidze. Był na mundialu w Korei, gdzie zagrał w ostatnim meczu grupowym wygranym 3:1 z USA.
Jerzy Dudek. Jeden z symboli polskiego bramkarstwa. Zaczynał przygodę z futbolem (bramkarstwem) w Concordii Knurów. Pózniej grał dla Sokoła Tychy. Dzięki dobrym występom w barwach tego klubu przeszedł niespodziewanie do Feyenoordu Rotterdam, z którym zdobył mistrzostwo Eredivisie w 1999 r. W tamtym okresie został wybrany najlepszym bramkarzem oraz piłkarzem ligi. Udana postawa w Feyenoordzie zbiegła się z równie dobrą grą w eliminacjach MŚ, co spowodowało, iż wiele renomowanych klubów złożyło oferty. Po wielu spekulacjach trafił do FC Liverpoolu. Zaraz po przeprowadzce do Anglii wygrał eliminacje i pojechał z kadrą jako pierwszy bramkarz na azjatycki turniej, który później okazał się dla niego klapą. Dla niego jak i dla całej reszty "Gorących Kubków". (Nie wiem czy wszyscy wiedzą o co chodzi :)). Pózniej na Anfield utrzymywał wysoki poziom przez bardzo długi okres, choć zdarzały mu się pojedyncze wpadki. Apogeum jego kariery przypadło na sezon 2004 - 2005. Wspaniale spisujący się FC Liverpool doszedł do finału LM, w którym stoczył ciężki pojedynek z włoskim AC Milan. "The Reds" do przerwy przegrywali by jeszcze na parę minut przed końcem doprowadzić do remisu 3:3. Dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia a karne były przedstawieniem jednego aktora. Dudek swoim "tańcem" sprowokował do pudła Serginho oraz dwa razy fantastycznie "wyjął" strzały Pirlo i Szewczenki. Obrona strzału tego ostatniego dała triumf w Lidze Mistrzów klubowi z Anfield Road. Cały Stambuł, Liverpool, Knurów i cała Europa podziwiała genialne interwencje Polaka. Powstawały o nim piosenki a także uczono jego "tańca" "Dudek Dance". Jurek był na topie. Po przyjściu Jose Reiny nagle nastąpiły ciężkie dla niego czasy. Grał mało a jeśli już, to nie prezentował się najlepiej. W lipcu 2007 r. przeszedł do Realu Madryt. Jest tam oczywiście rezerwowym, bo pozycja Casillasa jest niepodważalna, ale grywał czasami w meczach Copa del Rey. Teraz Dudek przymierza się do powrotu do polskiej ekstraklasy lecz jego zasług nie zapomni mu nikt.
Artur Boruc. Tu nie będę się wiele rozpisywał ponieważ jego kariera, tak naprawdę dopiero nabiera rozpędu. Wychowanek Pogoni Siedlce w szybkim czasie stał się symbolem klubu który kocha najbardziej czyli warszawskiej Legii. Kibice uwielbiali go za jego charyzmę no i rzecz jasna świetną grę. Niejednokrotnie dyskutował z władzami Legii o sprawy kibiców. W lipcu 2005 r. odszedł do Celticu Glasgow razem z Maćkiem Żurawskim który pożegnał się z Wisłą. I tu Artur równie szybko zaskarbił sobie sympatie i wielki szacunek. Popularność przynosi mu nie tylko równa forma i wspaniałe interwencje ale i jego wyrazistość. Szarpanie kolegi z obrony lub znak krzyża przed trybuną protestanckich fanów Glasgow Rangers przeszły już do historii. Boruc lubi tez czasem sypnąć błyskotliwymi tekstami. Tak jak wspomniałem jego kariera ma dopiero okazję się na serio rozpocząć. Mam na myśli transfer do lepszego klubu i święcenie w nim wielkich triumfów. Na razie jednak dajmy mu spokój i obserwujmy jak potoczy się jego "historia" która zapowiada się całkiem nieźle.
Przyszłość (ta mniej i bardziej odległa): Łukasz Fabiański, Tomasz Kuszczak, Wojciech Szczęsny, Michał Miśkiewicz.....Wymieniać można bez końca. Obiecujących bramkarzy mamy w Polsce wielu. Nam nie pozostaje nic innego jak bacznie obserwować poczynania "młodych wilków". Ważne aby zwrot "polska szkoła bramkarska" naprawdę zyskała na znaczeniu.
Trzeba wykorzystać ten dobry "czas" na bramkarzy z polskim znakiem jakości :) A być może na wyżej wymienionych się nie skończy. Być może TY albo TY będziecie mieli okazję zagościć na podobnych do tej listach. Wszystko zapowiada się świetnie ale trzeba pamiętać że mieszkamy w Polsce. Tu nic nie ma na pewno. Trzeba pracować, pracować, pracować....Sukces leży na ulicy a pracę, trening można porównać do schylenia się po nią. I to właśnie róbmy. Aby takie listy wydłużały się. Niech Polska naprawdę będzie potęgą w bramkarskim fachu....Niech nie kończy się na słowach.
Tomasz Sierżant
Tagi: bramkarz,
skomentuj