rgolrgolgoalkeeper logo
>
Login:
Hasło:
załóż nowe konto przypomnienie hasła
 zapamiętaj mnie
menu główne obozy bramkarskie futbolmaniacy artykuły Kącik trenera Sprzęt bramkarski Szkółki bramkarskie
Dodał: tbiegun | 2007-06-02 00:00

(Nie)Oczekiwana zmiana miejsc

Valencia CF jest klubem z przepiękną historią, która jest ukwiecona wieloma sukcesami i końcowymi tryumfami w różnych rozgrywkach.. W ostatnich latach nikt nie miał prawa narzekać na postawę tamtejszych bramkarzy, którzy ratowali cenne punkty i dzięki jej postawie kibice odczuwali niezwykłą satysfakcję i radość.

Mówiąc Valencia, od razu przychodzi na myśl nazwisko pewnego blondwłosego golkipera, który jest bez wątpienia jednym z najlepszych w swoich fachu na świecie, mianowicie Santiago Canizares. Już od wielu sezonów pewnie strzeże bramki "Nietoperzy". Jednak nie tylko on zasługuje na uznanie w oczach osób związanych z klubem i różnej maści fachowców. Tym właśnie zawodnikiem jest Andres Palop, który również posiada wybitne umiejętności, a w skutek olbrzymiej konkurencji w osobie "Caniego" nie mógł ujawnić swego prawdziwego oblicza i jakże niesłusznie przez wielu był osobą niedocenianą, a wręcz wyśmiewaną.
Pozostający zawsze w cieniu Canizaresa nie objawiał swojego olbrzymiego talentu i spokojnie czekał na otrzymanie szansy. Papierowy pojedynek tych person jest bardzo ciekawy i niesamowicie zadziwiający, gdyż owi golkiperzy cechują się całkowitą różnością od siebie pod niemalże wszystkimi względami. Kontrast jest słowem, które najdosadniej opisuje sytuację miedzy Canizaresem, a Palopem. Geneza ich karier jest zupełnie odmienna, ale jedynymi, ale jakże ważnymi cechami wspólnymi są nieprzeciętne umiejętności i wpływ jaki obydwaj bramkarze mają na wyniki osiągane przez aktualnie reprezentowaną drużyną oraz olbrzymie sukcesy na arenie międzynarodowej i krajowej. Kolejnym ciekawym aspektem jest, że przez wiele sezonów konkurowali ze sobą o miejsce w bramce tak wyjątkowej i jedynej w swoim rodzaju drużyny, jaką bez cienia wątpliwości jest hiszpańska Valencia. Specyficzność tego klubu polega na tym, że nie ma aż tak ogromnej presji fanów na wyniki osiągane przez zespół i styl przez nią prezentowany. Jednak Nietoperze nie są ubogimi krewnymi katalońskiej Barcelony czy madryckiego Realu i odnoszą niemałe sukcesy. Owe trymfy osoby nie związane psychicznie z drużyną przyjmują jako niesamowite niespodzianki. Nic bardziej mylnego. Piłkarze z pięknego miasta Walencii ustępują tylko krezusom pod względem medialnym, gdyż umiejętności sportowe zawodników są wprost proporcjonalne do osiąganie dużej ilości sukcesów na wielu niwach. Kolejnym ciekawym aspektem jest styl prezentowany przez Valencie. Ofensywa nigdy nie była priorytetem w grze tej jedenastki. Z tego powodu właśnie golkiperzy mają wiele okazji na popisanie się swymi paradami i zostać docenionymi przez kibiców i różnej maści fachowców.

Santiago Canizares

Ten golkiper rozpoczął swą długą i bogatą w różnorakie sukcesy drużynowe i indywidualne karierę w barwach najpopularniejszego klubu naszego globu, mianowicie Realu Madryt. Jednak występy w królewskiej drużynie zakończył tylko na szczeblu juniorskim. W I drużynie madrytczyków nie zaliczył ani jednego występu. Być może nie posiadał odpowiednich umiejętności? Moim jakże skromnym zdaniem wina nie leży po stronie czysto sportowej. "Cani" nie imponuje warunkami fizycznymi, mierzy zaledwie 181 centymetrów wzrostu. Z perspektywy czasu uważam, że trenerzy Królewskich popełnili poważny i niestety, w niemiłe konsekwencje błąd, gdyż Santiago w późniejszym czasie wyrobił sobie nazwisko i doprowadził swój aktualny zespół do wielu ogromnych tryumfów, właśnie kosztem madryckiego Realu.

Nie mogąc pogodzić się z rolą tylko rezerwowego bramkarza podjął niezwykle niebezpieczną, ale jakże trafną decyzje o zmianie barw klubowych. Zdecydował się na pierwszą propozycje i postanowił spróbować swych sił w Celcie Vigo. W niedługim czasie pokazał swe nieprzeciętne umiejętności. Jego występy czujnie śledzili działacze Realu i po długim zastanowieniu zdecydowali się na powrót tego utalentowanego bramkarza. Pełen nadziei zawitał na Santiago Bernabeu. Jego priorytetem był trykot z numerem jeden. Niestety, po raz kolejny zajął miejsce golkipera na ławce rezerwowych. Czyżby znowu trenerzy nie doceniali Canizerasa? Chcąc, nie chcąc, musiał opuścić szeregi Królewskich.

W tym jakże trudnym dla Santiago momencie chęć pozyskania niedocenianego zawodnika wykazała Valencia CF. W tym klubie niemalże od razu wywalczył miejsce w podstawowej jedenastce. Na Estadio Mestalla spędził najlepsze lata swojej kariery. Wszystkich trofeów tych drużynowych, jak i indywidualnych naliczyć nie sposób. Dwukrotne mistrzostwo Hiszpanii ma bez wątpienia swój wymiar. Zdobywając ten laur upokorzył swój macierzysty klub, Real Madryt. Stołeczna drużyna w każdych rozgrywkach jest uznawana za najpoważniejszego faworyta. Skromna ekipa Nietoperzy występuje w roli tzw. szarej myszki, i w ten sposób nie mając żadnego psychicznego obciążenia utarli nosa Galaktycznym, ale tylko z nazwy. Popularny "El Dragon" uznawany jest za najpewniejszego zawodnika w barwach Valencii. Również na arenie międzynarodowej Canizares wraz z kolegami z drużyny odniósł niemałe sukcesy. Finał Pucharu Mistrzów Valencia będzie wspominać z dużym niedosytem. W 2000 roku przegrywając właśnie z madryckim Realem 3-0 straciła szansę na tryumf w tych rozgrywkach. Natomiast w następnym sezonie "uszate" trofeum znajdowało się jeszcze bliżej, gdyż dopiero po rzutach karnych Bayern Monachium. pokonał hiszpańską jedenastkę. Puchar UEFA jest tzw. trofeum gorszej rangi, ale doprawdy nie można umniejszać niczego zawodnikom z Estadio Mestalla, gdyż ten sukces odnieśli w pięknym stylu, a ogromna zasługa w tym "Caniego". Następnie wygranie spotkania o Superpuchar Europy to kolejny powód do domu dla kibiców lewatyńskiego klubu. Nie można zapomnieć o indywidualnych nagrodach dla blondwłosego bramkarza. Ricardo Zamora to największa legenda rzemiosła bramkarskiego na Półwyspie Iberyjskim. Na cześć tego wspaniałego golkipera nazwano nagrodę dla najlepszego zawodnika właśnie na tej pozycji w La Liga w mijającym sezonie. To trofeum powędrowało do rąk Canizaresa aż czterokrotnie!


Jednak nie ze wszystkiego Canizares może czuć naprawdę dumny. Występy w reprezentacji Hiszpanii będzie on wspominał bez wątpienia z wielkim niedosytem. Debiut w barwach swego kraju zaliczył dosyć dawno, gdyż w 1993 roku w spotkaniu z Danią w listopadzie tamtego roku. Pomimo 45 występów w narodowej kadrze niczym specjalnym się nie wyróżnił. Na Mistrzostwa Świata w 1994 pojechał, ale nie zaliczył na nich choćby symbolicznej minuty gry. Również MŚ we Francji cztery lata później nie ma prawa dobrze wspominać, gdyż po raz kolejny spędził je na ławce rezerwowych. Azjatycki mundial miał być jego debiutem na najważniejszej piłkarskiej imprezie. Jednak i wtedy pech go nie opuścił. Pewny gry w podstawowej jedenastce nawet nie pojechał do Korei i Japonii. Przyczyną tego stanu rzeczy była kontuzja odniesiona w śmiesznych, ale jakże mających bolesne konsekwencje okolicznościach. Mianowicie podczas kąpieli złamał nogę! Również europejski czempionat nie jest dla niego turniejem zaliczanym do wybitnie szczęśliwych. Na pierwsze swe Euro pojechał do Anglii w 1996 roku, ale przesiedział je na ławce rezerwowych. W Belgii i Holandii otrzymał nareszcie szansę, gdyż rozegrał trzy mecze, ale nie zachwycił w nich i Hiszpania wracała do domu po fazie grupowej. Na turnieju w Portugalii piastował funkcję bramkarza nr 2, ustępując Ikerowi Casillasowi.


Andres Palop


Ten bramkarz może uznawać Canizaresa za największego wroga, gdyż przez wiele lat był jego dublerem na Estadio Mestalla. Urodzony w 1973 roku zawodnik od dziecka był zafascynowany grą golkipera, który również przyszedł na świat w Valencii i pobierał nauki bramkarskiego rzemiosła w tamtejszej szkółce. Wielu fachowców powtarza, że Palop przypomina niemalże na każdym kroku swego idola. To jest największy komplement dla tego piłkarza, który na swą prawdziwą szansę musiał czekać bardzo długo. Nigdy nie był uważany za ogromny talent i być może właśnie to pomogło mu w odniesieniu wielu sukcesów.

Nie będę odosobniony, jeśli ochrzczę Palopa mianem najbardziej niedocenianego zawodnika na świecie. Debiut w La Liga zaliczył już w 1998 roku w barwach Villareal. Jednak "żółte łodzie podwodne" nie wytrzymały trudnej konkurencji i niesamowicie wysokiego poziomu i zawitały do Segunda Division. Nie chcąc grać w tylko 2 lidze hiszpańskiej Palop powrócił do Valencii. Bez żadnych wątpliwości śmiem twierdzić, że ten bramkarz żałował wykonanego kroku. Przez 6 lat zaliczył tylko kilkadziesiąt występów na Estadio Mestalla. Powodem tego nie była zła dyspozycja Andresa, tylko sprawy poboczne. Trener Nietoperzy, Rafael Benitez nie widział w osobie Palopa odpowiedniej osoby do występów między słupkami tamtejszej ekipy. Również kibice wręcz ubóstwiali Canizaresa i nie wierzyli w umiejętności jego zmiennika.
W skutek tych niesprawiedliwych osądów stracił być może najlepsze kariery. Tak przynajmniej twierdzili dziennikarze, którzy jednak nie zawsze mają rację. Tak było i tym razem.

W 2005 roku po Palopa zgłosiła się Sevilla. Nie zastanawiając się długo zainteresowany przyjął propozycje. Ten klub jest niezwykle ambitny i powoli dąży do celu, jakim jest tytuł najlepszej europejskiej jedenastki. Właśnie w szeregach tej ekipy Andres odrodził się i pokazał prawdziwą klasę. Przez wiele lat drugi bramkarz Valencii wyrósł na jednego z najlepszych w swej profesji w La Liga. Zeszłoroczny tryumf w Pucharze UEFA nie mógł przejść bez echa. Sevilla wręcz deklasując przeciwnika, Middlesbrough 4-0 zdobyła to trofeum. Niemała w tym zasługa jest właśnie bramkarza. Jeszcze większym sukcesem jest pokonanie w finale Superpucharu Europy katalońskiej Barcelony, aż 3-0! Sevilla jest jedynym klubem, który obronił Puchar UEFA. W bieżących rozgrywkach droga do bezpośredniego pojedynku była niezwykle wyboista i niepewna. Palop w meczu z Szachtarem Donieck dokonał rzeczy niebywałej, zdobył bramkę główką w ostatniej minucie dogrywki i tym samym zapewnił swojej drużynie awans do następnej fazy rozgrywek. W samym finale pokazał wiele najwyższej klasy interwencji, ale dopiero w konkursie rzutów karnych stał się pierwszoplanową postacią. Broniąc trzy rywali przyczynił się w największym stopniu do tryumfu w tych rozgrywkach.

Moje rozważania prowadzą do jednego bardzo kontrowersyjnego, ale jakże słusznego wniosku. Mianowicie Andres Palop przerósł swego wieloletniego kontrkandydata do miejsca w bramce lewatyńskiego klubu, Santiago Canizaresa. Aktualnie Sevilla jest dużo mocniejszą drużyną od Valencii i ma duże szansę w wyścigu o trofeum zwycięzcy w rozgrywkach La Liga. Palop dopiero w barwach Sevilli dostał prawdziwą szansę zaprezentować swe nieprzeciętne umiejętności i w pełni ją wykorzystał. Teraz to on jest na ustach całej piłkarskiej Europy, jako człowiek, którego można opisać stwierdzeniem, "od zera do bohatera". Sevilla nadal jest w fazie rozwoju i nie osiągneła jeszcze najwyższego poziomu swych możliwości. Według piłkarskiego przysłowia, że bramkarze są jak wino, czym starsi tym lepsi, jest bliski stwierdzenia o jeszcze wielu bogatych w sukcesy indywidualne i drużynowe Andresa Palopa. A co można powiedzieć o Canizaresie i Valencii? "El Dragon" jest w tej chwili w niemałym dołku, podobnie jak reprezentowana przez niego klubowa drużyna. Najlepsze lata kariery bezpowrotnie minęły i teraz będzie tylko gorzej. Mogę to ująć tylko w jeden możliwy sposób..........Canizares w cieniu Palopa i bez cienia wątliwości każdy przyzna mi rację.

Zastrzegam sobie prawo do powyższego tekstu i jego formy. Zabraniam kopiowania i upowszechniania czegokolwiek bez mojej oficjalnej zgody.

Tagi: palop, canizares, bramkarz, valencia,

skomentuj


Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.
Copyright © 2009 by goalkeeper.pl
All rights reserved