Dodał: tbiegun | 2009-05-17 15:28 | źródło:www.futbol.pl
Młody bramkarz, będący wychowankiem europejskiego pierwszoligowca, ma pod górkę. Tam, gdzie liczy się głównie wynik, trenerzy wolą stawiać na doświadczonych zawodników. Z takiej sytuacji są dwa wyjścia – odejść albo cierpliwie czekać na swoją szansę. Przykłady wychowanków, którym udało się przebić w macierzystych klubach, pokazują, że opłaciło się to obu stronom.
Stanowią niewielką grupę, w poszczególnych ligach można ich policzyć na palcach jednej ręki – to bramkarze-wychowankowie, którym udało się przebić i dziś strzegą oni bramki swojego macierzystego klubu. Stanowią zarazem luksus, na który mogą sobie pozwolić nieliczni. W końcu łatwiej sprowadzić dobrego golkipera niż go sobie wychować. Jeśli taki jest trend, to czy można się dziwić np. Anglikom, którzy narzekają na deficyt bramkarzy nadających się do reprezentacji? Ich kluby wydają mnóstwo pieniędzy na doświadczonych fachowców, od razu gotowych do gry na najwyższym poziomie. Jednak czasem warto dać szansę młodemu, nieopierzonemu chłopakowi z drużyny rezerw.
HISZPANIA MA SIĘ KIM POCHWALIĆ
Na wychowanków przed laty postawiły dwa najsłynniejsze hiszpańskie kluby – FC Barcelona i Real Madryt, i żaden z nich nie żałuje tej decyzji. Iker Casillas to klasa sama w sobie i kibicom, a także fachowcom pozostaje tylko się spierać, czy jest on najlepszy na świecie na swojej pozycji. Sam Hiszpan strzeże bramki "Królewskich" już prawie dekadę. Kto wie, jak potoczyłyby się jego losy, gdyby nie kontuzja Bodo Illgnera? Dzięki temu 19-latek zadebiutował w lidze w spotkaniu z Athletic Bilbao 12 września 1999. Od tamtej pory trudno wyobrazić sobie Real Madryt i reprezentację Hiszpanii bez niego.
O takiej pozycji nie ma co marzyć Victor Valdes. W FC Barcelona zadebiutował 1 września 2002 roku w wieku 20 lat. O miejsce w składzie rywalizował wówczas z Argentyńczykiem Roberto Bonano i ostatecznie udało mu się go pokonać. Mimo tego, wiele osób do dziś nie docenia klasy Valdesa i wypomina mu, że gra tylko dlatego, iż Barcelona nie może być gorsza od Realu i też musi mieć wychowanka między słupkami. Faktycznie, często zdarzają mu się wpadki. Ale ten sezon, podobnie jak i cała Barcelona, ma znakomity i nie odstaje od kolegów.
Talentem porównywanym do Casillasa obwołano Sergio Asenjo. Wychowanek Realu Valladolid zadebiutował w lidze 12 grudnia 2007 roku w wieku 18 lat i od tamtej pory, o ile nie przeszkadzają mu kontuzje, ma pewny plac zarówno w klubie, jak i reprezentacji U-21. Kibice w Valladolid chyba zbyt długo nie będą mogli się nim nacieszyć – Asenjo przykuł uwagę wielu klubów i jego transfer pozostaje tylko kwestią czasu.
FRANCJA NIE JEST GORSZA
Podobną ilość, co nie znaczy jakość, można przypisać bramkarzom francuskim. Przywiązaniem do barw klubowych może zaimponować Jeremie Janot z AS Saint-Etienne. 31-letni piłkarz, wyróżniający się skromnymi jak na bramkarza warunkami fizycznymi (176 cm wzrostu), już trzynasty sezon pozostaje wierny "Zielonym", obojętnie czy ci występują w pierwszej czy drugiej lidze.
Nieco krótszym stażem legitymuje się Gennaro Bracigliano z AS Nancy. 29-latek doczekał się pozycji bramkarz numer jeden, choć jego początki w zespole seniorów nie były łatwe. Ze względu na konkurencję dwa lata spędził na wypożyczeniach, broniąc w CS Louhans-Cuiseaux, SCO Angers. Jeden sezon na wypożyczeniu spędził również Stephane Ruffier z AS Monaco. Młody, 22-letni bramkarz już w poprzednim sezonie rozegrał więcej spotkań od swojego rywala Flavio Romy, który jest przecież kapitanem drużyny. W tym sezonie Ruffier ma już niepodważalną pozycję.
Niezagrożoną pozycje od lat ma natomiast zawodnik Le Mans, Yohann Pele. Piłkarz, który swego czasu ocierał się nawet o reprezentację Francji, latem zapewne zmieni pracodawcę. Jego kontrakt wygasa w czerwcu, a on nie pali się, aby go przedłużyć. Na brak ofert nie powinien jednak narzekać.
A RESZTA?
W innych krajach bramkarze-wychowankowie nie cieszą się aż takim powodzeniem. W Niemczech takim rodzynkiem jest 23-letni Manuel Neuer z Schalke 04 Gelsenkirchen. Piłkarz, którego idolem jest Jens Lehmann, miał prawdziwe wejście smoka w seniorską piłkę. Nie dość, że w debiutanckim sezonie 2006-2007 wygrał rywalizację z Frankiem Rostem, to jeszcze uznano go za najlepszego bramkarza w Bundeslidze. Jednak najlepiej dał się zapamiętać z rewanżowego meczu z FC Porto w 1/8 finału Ligi Mistrzów 5 marca 2008 roku, kiedy bronił jak w transie i w serii rzutów karnych sparował dwa strzały, zapewniając awans swojej drużynie.
Rówieśnikiem Neuera jest Igor Akinfiejew z CSKA Moskwa. Mimo młodego wieku, swoimi osiągnięciami mógłby przyćmić niejednego, dużo starszego piłkarza. Ze swoim klubem zdążył już wywalczyć m.in. trzy mistrzostwa Rosji i Puchar UEFA, z reprezentacją brązowy medal na Euro 2008. Jego wyższość w drużynie narodowej musi uznać m.in. Wiaczesław Małafiejew. Wychowanek Zenitu St. Petersburg w poprzednim sezonie wyszedł jednak nieco z cienia młodszego kolegi za sprawą fantastycznych występów swojej drużyny, co zostało przypieczętowane tytułem mistrza Rosji i wywalczeniem Pucharu UEFA.
Spośród innych wychowanków, którzy strzegą bramki swoich macierzystych zespołów można wymienić Eduardo (Sporting Braga), Allana McGregora (Glasgow Rangers), Rui Patricio (Sporting Lizbona), Rossa Turnbulla (Middlesbrough) i Kennetha Vermeera (Ajax Amsterdam). W polskiej Ekstraklasie takowych próżno szukać...
Marcin Ciechański - futbol.pl
Tagi: wychowanie bramkarza,
skomentuj