rgolrgolgoalkeeper logo
>
Login:
Hasło:
załóż nowe konto przypomnienie hasła
 zapamiętaj mnie
menu główne obozy bramkarskie futbolmaniacy artykuły Kącik trenera Sprzęt bramkarski Szkółki bramkarskie
Dodał: tbiegun | 2006-10-28 00:00

Bramkarze są szaleni

Każ

dy bramkarz musi być wariatem - głosi obiegowy slogan, i choć przymiotnik ten ma zazwyczaj negatywny oddźwięk, to w tym kontekście wydaje się oczywistością. Bo golkiper musi być odważny aż do szaleństwa, twardy jak skała i pozbawiony... naturalnych instynktów.
- Gdy napastnik biegnie z piłką sam na sam z tobą, to myślisz tylko o tym, żeby ją przytulić, a nie o tym, żeby zasłonić twarz, gdy odda strzał w twoim kierunku. Jeśli bardziej dbasz o swoją urodę niż o obronę własnej bramki, nigdy nie będziesz dobrym bramkarzem - opowiadał niedawno Maciej Szczęsny.
Od bramkarzy zależy wiele, ich błędy są bowiem błędami ostatecznymi, trudnymi do naprawienia, ale ten medal ma też drugą stronę: dokonywane przez nich cuda przechodzą do legend. A sami kibice też nie wiedzą co o tym myśleć, bo przecież solą futbolu są gole, których bramkarze serdecznie... nienawidzą.
Życie musi boleć

Fach bramkarski niesie ze sobą duże ryzyko. W skrajnych przypadkach starcia na boisku mogą ze sobą nieść nawet zagrożenie życia, o czym przekonał się niedawno Petr Cech, golkiper Chelsea Londyn, który otrzymał kopnięcie w głowę i przeszedł operację czaszki. W polskiej lidze podobnie dramatycznych wydarzeń jest na szczęście niewiele, ale za niektóre ligowe punkty i tak trzeba zapłacić bramkarską krwią. Taki los spotkał chociażby Mateusza Sławika, którego „bokserskie" zdjęcia po meczu z Bełchatowem obiegły sportową Polskę. - W zamieszaniu zostałem trafiony w łuk brwiowy i czuję się jak Rocky, pewnie tak też wyglądam. Najważniejsze jednak, że udało nam się wygrać - opowiadał bramkarz Górnika, gdy nad okiem założono mu już cztery szwy, znakomicie komponujące się z opatrunkiem na zwichniętej dłoni, a przecież nie były to pierwsze urazy tego zawodnika w obecnym sezonie. To zdarzenie przypomniało wielu osobom, że wiecznie poobijany był także Janusz Jojko, znany z występów w śląskich klubach.- Jak mnie coś bolało, to grało mi się najlepiej. Bo ból nie pozwala na dekoncentrację - przyznał popularny „Jojo". Ze względu na niebezpieczeństwo i szczególną rolę na boisku, bramkarze podlegają też szczególnej ochronie, także ze strony swoich kolegów, którzy często wymierzają rywalom sprawiedliwość właśnie za atak na swoją „jedynkę".

Na zakręcie

Podobno największym nieszczęściem bramkarzy jest to, że w drużynie może grać tylko jeden z nich. Na żadnej innej pozycji konkurencja nie jest tak ostra, a jednocześnie zmian nie dokonuje się tak rzadko. Siedzenie na ławce rodzi zrozumiałą frustrację, a wówczas łatwo o popełnienie życiowych błędów. Jeszcze przed kilkoma laty do najlepszych bramkarzy polskiej ligi należał Jarosław Tkocz. W GKS Katowice był gwiazdą, a jego znakomitą grę dostrzegli też trenerzy reprezentacji: dostał nawet powołanie do kadry, ale nie zagrał w niej ani minuty. Słabość klubu z Bukowej i chęć zmiany otoczenia posłała „Szczupaka" do rosyjskiego Jarosławia i niemal od razu pojawiły się kłopoty: po udanym początku Tkocz coraz rzadziej pojawiał się na boisku, aż wreszcie nadeszło nieszczęście w postaci poważnej kontuzji łokcia. Długotrwałe leczenie, brak szans na grę w podstawowej jedenastce, wreszcie przenosiny za Ural do Swierdłowskiej Obłasti, paradoksalnie otworzyły przed nim szansę na powrót do polskiej ligi, w której wciąż go pamiętano. Żadna z ofert nie została jednak przyjęta i obecnie Tkocz - podobno - szuka sobie kolejnego klubu na Wschodzie. O tym, że los bywa przewrotny, przekonał się też Marcin Bęben. Uważany, za jednego z najzdolniejszych bramkarzy młodego pokolenia, grając w Odrze Wodzisław wyrastał na specjalistę od obrony rzutów karnych. W pewnym momencie przegrał jednak rywalizację z Mariuszem Pawełkiem (dziś w Wiśle Kraków, trzeci bramkarz reprezentacji) i skorzystał z oferty Zagłębia Sosnowiec, w którym popadł w konflikt z trenerem. Obecnie broni bramki w lidze halowej i na peryferiach profesjonalnego futbolu, ale kto wie, może jeszcze powróci do wielkiej gry. Bo w końcu - to kolejne powiedzenie związane z tym fachem - bramkarz jest jak wino: im starszy, tym lepszy.

Szmaty w siatce

Takiego gola kibice na Stadionie Śląskim jeszcze nigdy nie widzieli. Piłka wybita przez bramkarza Kolumbii, Luisa Enriąue Martineza, pokonała całe boisko, odbiła się na polu karnym Polaków i nad Tomaszem Kuszczakiem wpadła do siatki! Ta największa wpadka w historii reprezentacji stała się pożywką dla mediów, które na wszystkie sposoby odmieniły następnego dnia skojarzenia słów „Kuszczak" i „puszcza".
- Nie takie błędy przytrafiały się nie takim bramkarzom - opowiadał winowajca, a jego słowa potwierdzili działacze... Manchesteru United, podpisując z nim kontrakt. Wpadka te była niezwykle widowiskowa, ale lista bramkarskich pomyłek powiększa się przecież niemal, co tydzień. Kilka z nich na zawsze zostało zapamiętanych. Do klasyki należy pomyłka Olivera Kahna w finale mistrzostw świata z Brazylią, który wypuścił piłkę z rąk po słabym strzale Rivaldo, kiks Jerzego Dudka w meczu z Manchesterem, gdy piłka przeleciała mu między rękami i między nogami oraz najświeższe wydarzenie, czyli interwencja Paula Robinsona w spotkaniu Anglia - Chorwacja, gdy nie trafił w piłkę podaną mu przez obrońcę, natomiast z naszego regionalnego podwórka słynne wrzucenie sobie piłki do bramki przez Janusza Jojkę podczas barażowych meczów Ruchu Chorzów. - Bramkarz jest jak saper, myli się tyko raz - głosi stare powiedzenie, ale ni jest ono prawdziwe, bo są zawodnicy którzy poważnych pomyłek popełnili już o wiele, wiele więcej.

Tańczący z piłkami

Czasem bywa i tak, że bramkarze przechodzą do historii nieco przypadkiem. Czasem biorąc udział w ofensywnych akcjach swojego zespołu, czasem broniąc w sposób akrobatyczny, jak np. Kolumbijczyk Rene Higuita, który w towarzyskim spotkaniu na Wembley rzucił się pod piłkę i odbił ją wlocie... piętami.
Żaden z nich jednak nie zapisał się w kronikach w tak niezwykły sposób jak Jerzy Dudek. Polski bramkarz, w finale Ligi Mistrzów, który i tak urasta już do legend ze względu na dramatyczne zwroty akcji, stał się bohaterem rzutów karnych, dzięki którym Liverpool pokonał AC Milan i sięgnął po najcenniejsze klubowe trofeum. Dudek nie jest jedynym bramkarzem, który fenomenalne broniąc jedenastki, decydował o wyniku meczu, ale jest jedynym, który bronił je tańcząc. Dudek skakał na linii bramkowej, demonstrował przysiady, podskakiwał, wykonywał t. zw. pajacyki i wygrał wojnę nerwów z rywalami zmuszając ich do błędów.
- Dudek dance - zatytułowała swój reportaż BBC. A na kanwie tych wydarzeń powstały przebój muzyczny, profesjonalny układ choreograficzny i mnóstwo zabawnych filmików internetowych. I chociaż poczynania Dudka próbowało już skopiować kilku bramkarzy także w Orange Ekstraklasie, to klasy pierwowzoru nie osiągnie już chyba nawet... sam jego twórca.

źródło: Dziennik Zachodni nr 252 / własne

skomentuj


Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.
Copyright © 2009 by goalkeeper.pl
All rights reserved