goalkeeper logo
>
Login:
Hasło:
załóż nowe konto przypomnienie hasła
 zapamiętaj mnie
menu główne obozy bramkarskie futbolmaniacy artykuły Kącik trenera Sprzęt bramkarski Szkółki bramkarskie

Bramkarstwo moje życie - wasze listy, spostrzeżenia, przeżycia

Prezentujemy Wam artykuły naszych użytkowników, w których opisują oni swoją przygodę z bramkarstwem... Zapraszam do czytania gdyż teksty są naprawdę bardzo ciekawe...

Jeśli ktoś chciałby, aby jego tekst ukazał się tutaj proszę wysłać go na adres tbiegun@goalkeeper.pl w temacie wpisując " Bramkarstwo moje życie"

 

Na poczatku mojej kariery to bylo tylko podworkowe kopanie pilki za 30 zl w szkole czy nie daleko domu. Do gry w pilke jako bramkarz naklonil mnie moj tata " byly bramkarz" a bardziej bylo to tak ze poprostu chcialem pojsc w jego slady, to on nauczyl mnie podstawowych ruchow, jak upadac jak lapac pilke w tzw. koszyczek, ruchy na lini bramkowej (malpka). W koncu moj talent zauwazyli byli trenerzy mojego ojca w jednej wiosce na malym turnieju i proponowali mi zebym zajal sie tym na powaznie, zebym znalazl jakis klub. Wtedy mieszkalem juz za granica w polsce bylem tylko na wakacje, no i wtedy rozgladalem sie za klubem gdy nagle na poczatku wiosny znalazlem jeden klub ktory nazywa sie Kvarnby IK. Chodzilem na treningi i mecze przedsezonowe. Spodobalem sie trenerom i od nowego sezonu stalem sie nowym bramkarzem KVARBNY IK i od tej pory regularnie gram w barwach tego klubu, gram w nim juz od okolo 3 lat i w tym roku zaczynamy przygode w Junior Allsvenskan odpowiednik polskie ektraklasie :)

Osiągnięcia:

- Mistrzostwo Miasta Malmö (Dzięki dwóm obronionym przeze mnie karnych)
- 2 miejsce w Wojewodztwie
- Zakwalifikowanie sie do Szwedzkiej Ekstraklasy.

Artur Gornacki
 

Mianowicie moja przygoda z grą na bramce rozpoczęła się w podstawówce, a dokładniej w 2 bądź 3 klasie podstawówki kiedy rozpocząłem treningi w jednej z miejscowych drużyn. W tym klubie byłem podstawowym obrońcą dobrze mi to wszystko wychodziło. Jednak pewnego dnia podczas meczu na jednym turnieju nasz bramkarz doznał kontuzji i nie mieliśmy kim go zastąpić. Większość kolegów z drużyny wytypowała mnie abym to ja go zastąpił. Nie byłem za bardzo za tą opcją bo musiałem od razu na poczekaniu bronić karnego :/ Jednak ostatecznie mnie przekonali i stanąłem między słupkami ukochanej bramki. Jak się okazało był to mój pierwszy mecz jako bramkarza i na dodatek bardzo udany gdyż obroniłem tego karnego :D Od tamtej pory coraz częściej grywałem na tej pozycji. W klasie zostałem naszym bramkarzem. Lecz kiedy graliśmy na jakimś turnieju szkolnym grywałem jako defensywny pomocnik bądź obrońca. Po tych początkach przyszła pora na kontuzję przez którą nie mogłem grać przez 3 lata ;/ Jednak udało mi się na nowo zacząć grać po ostatecznym jej wyleczeniu :D Jednak na nowo w klasie byłem stoperem. Jednak zawsze chciałem bronić karne. I je broniłem jako zawodnik z pola który stawał na bramce. W 3 klasie gimnazjum zacząłem już jednak regularnie grywać jako bramkarz. Koledzy z podwórka mówili że to pozycja na której najlepiej mi idzie :D Od tamtego czasu minęły 4 lata. Cały czas bez przerwy grywam teraz na tej pozycji. Ciągle podnoszę swoje umiejętności. Na wiosnę będę chciał spróbować sił w jakimś klubie. Jak na razie grywam w amatorskiej drużynie która grywa w ligach amatorskich. Nie jest źle jestem podstawowym bramkarzem lecz teraz muszę walczyć o to miano w nowej drużynie. Jest jedno co kocham karne tak samo bronić je jak i strzelać :D

Pozdrawiam Punisher

A więc jak się zaczęła moja kariera bramkarska?

Gdy w wieku 7 lat zacząłem coraz częściej grać w piłkę nożną i ciągle ją poznawać, pomyślałem sobie - Może zostałbym bramkarzem? Wiedziałem, że mało jest osób grających na tej pozycji i chciałem zaryzykować i spróbować grać na tej pozycji. Powiedziałem bratu, który jest 2 lata starszy ode mnie, że idę grać z nim i jego starszymi ode mnie kolegami w piłkę jako bramkarz. Poszedłem i pokazałem się ich zdaniem z bardzo dobrej strony. Brat powiedział o tym mojemu tacie i powiedział mi, że mogę zostać bramkarzem. Pamiętam dzień, w którym tata kupił mi pierwsze rękawice (wcześniej najczęściej broniłem w zimowych). Miałem wtedy 8 lat. Gdy z bratem kopaliśmy koło domu, obroniłem dużo mocnych strzałów z jego strony, niektóre z nich wyglądały, jakbym nagle zaczął bronić jak np. Peter Schmeichel.

Rok później, gdy coraz częściej zaczęliśmy grać w szkole w piłkę nożną, nauczyciel W-F zaproponował mi, abym zaczął chodzić na treningi na najmłodszą grupę. Zgodziłem się i powiedziałem, że będę się starał uczęszczać. Na treningach wypadałem z dobrej strony. Gdy miałem 9 lat, kolega powiedział mi, że jadę na mecz z drużyną z sąsiedniej miejscowości jako bramkarz rezerwowy. W pierwszej połowie bronił inny mój kolega, który nie wypadł za dobrze, puszczając dość dużo bramek. W drugiej połowie wszedłem na boisko i gdy wydawało się, że mecz jest już przegrany, to stało się zupełnie coś innego. Broniłem bardzo dobrze, jak się wydawało i puściłem tylko 2 bramki przez całą drugą połowę (połowa trwała 25 min). Koledzy i brat, który również grał w tym meczu byli ze mnie zachwyceni. Mecz wygraliśmy coś różnicą bodajże 5 bramek. Po tym właśnie meczu zacząłem coraz częściej bronić zarówno nie tylko w szkole, ale również na dużym boisku.

Gdy miałem 11 lat, trener drużyny orlików powiedział mi, że ze względu, że jest tylko 1 bramkarz, to będę głównym bramkarzem. Były to już nie małe bramki (2x5 czy 2x3) lecz pełnowymiarowe boisko i duże bramki (2,44 x 7). Pierwsze mecze nie wychodziły mi zbyt dobrze (puszczałem po 10 bramek w meczu), ale gdy w 5 kolejce rozgrywek zagraliśmy z jedną ze słabszych drużyn, to w tym meczu po raz pierwszy w swojej karierze obroniłem rzut karny na tzw. dużą bramkę. Z meczu na mecz wyglądało to moje bronienie coraz lepiej.

Sezon później, gdy ci starsi zawodnicy odeszli (byli zbyt starzy na tą grupę), byłem wtedy jednym z najbardziej wyróżniających się zawodników, czego efektem było wybranie mnie kapitanem drużyny. Wyniki były lepsze, niż w poprzednim sezonie i puszczałem mniej goli (najwięcej 5). Pamiętam mecz, gdy moja drużyna po 6 meczach, była na ostatnim miejscu w tabeli z ilością 3 punktów (3 remisy) graliśmy z liderem rozgrywek, którzy w I rundzie przed tym meczem wygrał wszystkie spotkania. Przyjechali do nas najlepszym składem, gdyż był to dzień wolny od szkoły i ja z zawodnikami z mojej drużyny umawialiśmy się, że przegramy tylko 0-7. Stało się zupełnie inaczej, jak to zresztą w futbolu możliwe. Zremisowaliśmy 1-1, prowadziliśmy nawet 1-0 do przerwy. Przy bramce nie zawiniłem, przegrywając w sytuacji sam na sam. Jednak z tego meczu najbardziej pamiętam rzut wolny, który był na 5 minut przed zakończeniem spotkania. Mocne uderzenie z 20 metrów szło w okienko, a ja rzuciłem się do tego mocnego uderzenia i bez problemów złapałem. Gdy czasem przypominam sobie ten moment, to nawet ręka mi drży od tamtego mocnego uderzenia.

Gdy skończyłem wiek orlika, zostałem bramkarzem w grupie trampkarzy. Debiut wypadł mi nieźle, chociaż mogło być lepiej. Wszedłem na boisko w połowie meczu i puściłem jedną bramkę, chociaż gdybym szybciej zareagował do tej piłki, to zapewne gola by nie było. Jednak pamiętam z tamtego meczu dużo wybronionych przeze mnie okazji, m.in. rzut wolny, podobny do tamtego, który wcześniej opisałem, lecz nie złapałem piłki, ale wybiłem ją poza boisko. Następne mecze broniłem również nieźle, chociaż zdarzały się też wpadki. Tak było w I rundzie. Drugą rundę rozpocząłem nieźle, od wygranej w pierwszym meczu, jednak zapamiętałem z tego meczu, jedną wybronioną sytuację, kiedy wyszedłem sam na sam z napastnikiem drużyny przeciwnej i wybiłem mu piłkę sprzed nóg. Dwa mecze później był to chyba mój najgorszy mecz w karierze. W I połowie zawaliłem 3 bramki (z 4 puszczonych w tej części gry), z czego dwie z 45 metrów. Była to do tej pory największa porażka w karierze. Następne dwa mecze wypadły mi również słabo. Po tych 3 słabych meczach, przyszedł czas na jeden z najlepszych meczów w mojej karierze. 4 parady (jedna coś w stylu Tomasza Kuszczaka, gdy bronił jeszcze w West Bromwich Albion) i puszczony tylko jeden gol, spowodował, że zostałem najlepszym zawodnikiem meczu według lokalnego dziennika, który przedstawiał relacje z meczów. Ostatnie spotkania, również wypadły nieźle.

Kolejny sezon rozpocząłem, jako jak na razie najlepszy w mojej karierze. W pierwszych 4 meczach sezonu nie puściłem ani jednego gola. W tym czwartym rozegrałem swój najlepszy mecz w karierze. Broniąc tak dużo sytuacji, że po raz kolejny zostałem najlepszym zawodnikiem meczu. W tym samym sezonie dostałem szansę gry w drużynie juniorów. W tym meczu chciałem się zaprezentować z jak najlepszej strony. Wcześniej wiedziałem, że zagram w tym meczu, także byłem bardzo zmobilizowany. Wypadłem bardzo dobrze, mimo iż przegraliśmy. Zostałem pochwalony nie tylko przez swojego trenera, ale również przez działaczy drużyny przeciwnej. Po raz kolejnym byłem wybrany graczem meczu. Coraz częściej występuję nie tylko w drużynie trampkarzy, ale też w juniorach.

Mogę się również pochwalić swoimi występami w turniejach halowych, z czego aż 5 razy zostałem wybierany najlepszym bramkarzem turnieju.

Jak się to dalej potoczy, przyniesie czas. Teraz już wiem, co to znaczy być bramkarzem i wiem, że tego chcę.

autor: lukaszfr

Ja siedziałem w zimie przed telewizorem, miałem może ze 6-7 lat kiedy tata wyciągnął mnie na targ i zapytał czy nie chciałbym koszulki piłkarskiej ? Oczywiście - odpowiedziałem, że tak praktycznie nie zdając sobie sprawy o czym mówimy, kupił mi koszulkę w biało-czarne pasy, była to koszulka z numerem 21 z nazwiskiem Zidane’a na plecach. Kiedy ją pierwszy raz włożyłem, od razu zacząłem pytać ojca kto to jest. Mój tata od kiedy pamiętam - zawsze udawał się na boisko czy też na hale by pograć z kolegami z pracy, podziwiam go bo idzie mu bardzo dobrze, mimo iż on mówi że jest w zaawansowanym wieku. Ale do rzeczy - kiedy w 1998 roku oglądałem końcówkę finału MŚ pomiędzy Brazylią a Francją ojciec pokazał mi który to jest Zidane ( strzelił wówczas 2 gole ) - kręciło mnie to i chciałem być napastnikiem, bo podobały mi się zwody i zdobywanie bramek. Raz udałem się na hale z moim tatą, ale niestety nie pograłem bo przyszło dużo osób, ale ja próbowałem do skutku od tej pory zawsze z nim chodziłem na hale, w końcu się udało, ale nie było chętnych by stanąć na bramce i ja musiałem bronić, no i jak to bywa z takimi "dziećmi" podczas jednego strzału złamałem rękę. Niestety od tej pory skończyła się gra z tatą. W 2000 roku podczas finału ME Francja - Włochy zapytałem kto to jest ten łysy w rękawicach. Był to F. Barthezz ;), oczywiście od razu poprosiłem rodziców by kupili mi jego koszulkę, no i udało się była to czarna bluza z numerem 1 i nazwiskiem Barthezz. Potem dostałem na urodziny trochę pieniędzy od babci i postanowiłem iść do sklepu sportowego i kupić sobie rękawice, niestety wtedy nie zdawałem sobie sprawy z tego jakie powinny być, wyglądały strasznie, mam je do dziś - takie jak robocze, tylko że z gumką na wierzchu. Od tej pory zaczęła się moja przygoda z brakarstwem. Cały czas z kolegami grywaliśmy na placu zabaw przed blokiem, na naszym Wembley - gramy do dziś ! Raz gorzej raz lepiej na boisku o długości 20 metrów graliśmy 5v5 :) zawsze broniłem. Niestety kiedy dowiedziałem się o klubie w moim mieście i mimo wielu próśb do rodziców by mnie tam zapisali - nie uczynili tego, tłumacząc się że jestem za mały i że nie ma takiego rocznika - a ja wiedziałem że jest bo rówieśnicy śmiali się że tylko ja nie chodzę. Potem ulegli i zapisali mnie w 2003 roku, a raczej wyrazili zgodę bym się zapisał i ówczesny trener, zresztą który jest z nami do dziś powiedział z miejsca "widzę że mamy bramkarza". Niestety było nas na początku ponad 40 osób, a bramkarzy było 6. Od początku była rywalizacja, ale nie umiałem sie nawet rzucać, potem kiedy nabrałem już nawyków, stało się to emocjonujące, bowiem młodszy kolega który był pierwszym keeperem - złamał rękę i ja musiałem go zastąpić w meczu ligowym, a nawet nie byłem przygotowany psychicznie do tego, mimo iż wpuściłem bodajże aż 6 goli, to zapamiętam ten mecz dobrze, bo obroniłem karnego :P, to jednak była liga dla dzieci. Kiedy trafiłem do trampkarzy zapisał się kolejny bramkarz, z którym rywalizuję do dziś - świetny keeper, ale nie zyskuje w oczach trenera :P i mnie on wystawia do 11stki. Potem miałem małą przerwę przez chorobę i ponad 2 miesiące miałem odpoczynku bo leżałem w szpitalu, jednak zaraz po powrocie - trener zapytał czy jestem w stanie grać? odpowiedziałem że tak i to był mój błąd, bo coach delegował mnie do pierwszego składu na najbliższy mecz, a ja nie byłem tak silny fizycznie po 2 miesięcznym leżeniu w szpitalu by grać na pełnych obrotach i po 20 minutach musiałem zejść, bo praktycznie mdlałem. Moja przygoda z brakarstwem trwa do dziś ! i mam nadzieje że będzie trwała jeszcze przez dłuuuuuuugi czas, bo kocham grę na tej pozycji. W przyszłym sezonie wchodzimy do juniorów młodszych i liczę na pierwszą pozycję w bramce. Będzie więcej zespołów, a więc więcej pracy na treningach i na meczach, trzeba wierzyć w siebie i bronić jak najlepiej, a nie jak najładniej.

autor: ŻuluS


Tak się zastanawiam, co było, kim będę w przyszłości... Teraz pije sobie kawkę "podglądając" mecz Argentyny z Koreą Płn. w oczekiwaniu na Polaków. Miejmy nadzieję, że dotrwam. Wychylam głowę w prawą stronę i widzę ciemność za oknem. Pustkę... A co by było gdyby mnie nie było?? Nie... to nie to forum, tutaj miało być o piłce.. Może jak dla mnie trochę za wcześnie na zastanawianie się na te i inne tematy. Trudno, spróbuję. Jeżeli ktoś nie czytał mojego postu w pewnym temacie zapewne zdziwi się, gdy powiem ile przeżyłem. Tak, to tylko, ale i "aż" 12 lat... Zastanawiać się o życiu może powinienem w wieku np. nikepro, chociaż nawet i to być mogłoby za mało. Ale ja chcę teraz, pomyśleć trochę.. Jak to się zaczęło z piłką? Pamiętam, miałem jakieś 5 lat tata kupił mi koszulkę z numerem 21 Zinedine Zinade'a w barwach Juventusu. Do dzisiaj, nieprzerwanie jestem za tą drużyną, do końca.. Od tamtego czasu zacząłem się interesować piłką, "do czego to służy". Kiedy zaczęło się bramkarstwo? Jak? Tutaj trzeba przyznać, ze był to wielki przypadek. Otóż pewnego wieczora jak zwykle, pamiętam że była to zima, poszedłem na trening na hali przy mojej szkole. Trening czego? Zdziwicie się, tenisa stołowego. Tak, kochałem ten sport. Uczucie trwało jakieś 4 lata. Przez ten czas 3 razy wygrałem turniej podstawówek w moim mieście, nic szczególnego, ale zawsze było. No ale przejdźmy do rzeczy. Czekałem około pół godziny na trening. Potem telefon do trenerki (w tej roli brązowa medalistka mistrzostw Polski...) i się okazało, że jej syn zachorował i jest w szpitalu. Trudno. Wracałem do domu, spotkałem kolegę z klasy. I tutaj standardowy dialog "Siema, gdzie idziesz?". Patryk, bo tak się ów uczeń nazywa szedł na trening na tą samą halę w nogę... Cóż, decyzja była prosta, miałem przy sobie halówki i ciuchy na przebranie, więc też idę :D Postanowiłem stanąć na bramkę, gdyż nie było chętnych na tą pozycję (przypominam, ze była to zima, większość składu Polonii rozsypało się (bynajmniej wg kolegów), graliśmy nowymi ludźmi, m.in. mną). Pożyczyłem od kolegi łapki (pamiętam, że jakieś Nike) i trzeba przyznać że po treningu byłem zadowolony. Wkrótce zakupiłem swój pierwszy sprzęt, bluza, rękawice, potem spodnie. Było fajnie. Zaczęła się wiosna, a co za tym idzie rozgrywki ligowe. W rundzie broniłem we wszystkich meczach i puściłem... oj dużo, ciężko zliczyć. W zasadzie nie mam do siebie zbytnio pretensji, ze tyle razy wyciągałem piłę z siaty, po prostu nie mieliśmy składu, na mecze jeździliśmy w 7... Tuż przed zakończeniem sezonu podjąłem decyzje - odchodzę stąd, nie widziałem po prostu możliwości wybicia się w przyszłości w tym klubie. W końcu, postanowiłem się pokazać na treningu w NAKI Olsztyn. Rodzice się zgodzili, trenerowi spodobała się moja gra, a i koledzy byli wyśmienici. Na swój debiut w rozgrywkach ligowym poczekam do sierpnia, mam nadzieję, że do sierpnia. Chciałbym wystąpić już w pierwszym spotkaniu, jednak konkurencja jest ogromna i będzie ciężko...
Przyszłość? Na chwilę obecną chcę dotrzeć do drużyny seniorskiej Stomilu Olsztyn - oby pod tą nazwą, aktualny OKS1945 to porażka (tak na marginesie : www.popieram.stomil.olsztyn.pl zagłosujcie na OKS Stomil jak możecie..). Co będzie potem - zobaczymy?
Cóż - życzcie mi powodzenia :D

autor: Wessal


1.Historia mojego życia jest podobna tyle że zaczęła sie w szkole podst. Postanowiłem bronić w meczu klasowym z klasą "Vb" i wygraliśmy 2:0 i to był mój wielki debiut. Później grałem już ciągle jako bramkarz z czasem zdobywając w tym kierunku nagrody. Wszyscy mówili mi abym poszedł do klubu więc to zrobiłem. Niestety... przerwałem swoje szaleństwa bo chciałem grać w polu i tak przez długi okres czasu. Jakiś czas temu siedząc na gg i żaląc się przyjaciółce że nic ze mnie nie będzie ona powiedziała.. zacznij od nowa.. - wierze w Ciebie. No i zaczęło się.. :D treningi od sierpnia. Idzie mi lepiej niż przed kilkoma laty m.in. bo jestem wyższy :P no i zobaczymy czy coś ze mnie będzie :P bo jak nie to to nie wiem co... :D

autor: Dudeqq


Od zawsze byłem bramkarzem. Na podwórku jak graliśmy w piłkę, zawsze jako najmłodszy stawiali mnie na bramkę i tak to się zaczęło... Nie pamiętam kiedy dokładnie się zapisałem do Stali Sanok, ale było to w 2 lub 3 klasie podstawówki. Byłem wtedy, hmm jak to nazwać, malutki i grubiutki :]. Nie było mi miło, bo różne o sobie opinie słyszałem. Nie graliśmy wtedy jeszcze meczów, a trenowaliśmy na głównym stadionie Stali. Tak to leciało, leciało, aż przejął nas inny trener i właśnie mieliśmy zaczynać pierwszą w karierze ligę . Bodaj to było 3 czy 4 lata temu. Nie byłem wtedy pierwszym, byłem drugim bramkarzem. Brakowało mi wtedy dużooo do pierwszej pozycji. Jednak zawsze w meczu, w drugiej połowie wychodził drugi bramkarz i pamiętam swój debiut. Stal Sanok - Stal Stalowa Wola. Wchodziłem przy stanie 3-2 dla nich, ogólnie nie miałem nic do zademonstrowania, bo jedyną akcję co oni wtedy wyprowadzili zakończyła się bramką z 20 metrów, tak koło okienka, a wiadomo ja ze swoim refleksem (byłem jeszcze wtedy pulchny :) ) nawet się nie ruszyłem. Później było gorzej... Pierwszy bramkarz z jakiegoś powodu nie mógł pojechać na mecz do Rzeszowa. Zagrałem do początku... Przegraliśmy 5-1... Nie były to moje jakieś rażące błędy, ale sam fakt wtedy, że puściłem 5 bramek był straszny, a do tego jeździliśmy na mecze ze starszym rocznikiem, to oni mi jeszcze dokopali. Wtedy byłem żółtodziobem i postanowiłem z piłką skończyć. Trwało to rok i pamiętam, kiedy zacząłem myśleć o powrocie. Pierwszym takim sygnałem był mecz AC Milan - FC Liverpool i znakomity Dudek Dance. Wtedy przypomniałem sobie dawne lata. A że wtedy już byłem nawet, nawet wysoki, a brzuszek nawet zniknął, więc miałem większe szanse na lepszy comeback. Jednak od pamiętnego występu Jurka minęło jeszcze sporo czasu. W zimie to było, gdzieś między grudniem, a styczniem. Ciągle targały mną myśli, wrócić czy nie, a zdecydowałem po rozmowie na GG z koleżanką, która przekonała mnie do powrotu. Za co do dzisiaj jej dziękuje :). Wcześniej czegoś mi brakowało. Nie wiem... może odwagi, może czegoś innego? Na szczęście wróciłem. Pierwszy trening... Koszmar. mieliśmy zajęcia na hali, to każda piłka, albo wypadały mi z rąk, albo wpadała do bramki. Masakra, po tym treningu znów myślałem nad tym, czy znów nieodejść. Na szczęście wtedy pomocną dłoń wyciągnęli mi koledzy z drużyny, którzy nie dali mi odejść :). Z treningu na trening było coraz lepiej. Rudna wiosenna się zaczynała i jakoś... wskoczyłem do pierwszego składu. hehehe i od razu, pierwszy mecz po przerwie i ... niespodzianka! Wygrywamy ze Stalą Mielec 1-0 u nich. Potem pamiętam następny mecz wygraliśmy 3-0 i ... zacząłem liczyć minuty bez straconej bramki :]. Wtedy tym się podniecałem, że już tyle, a tak na prawdę (teraz sobie tak myślę) miałem tylko dużo szczęścia :). Nie pamiętam teraz dokładnie, ale stanęło na 170 minutach :P. Nie będę tu pisał każdego meczu, bo nie o to tutaj chodzi. Wtedy marzyłem o wielkiej karierze itp. Teraz jestem bardziej realistą :). Chce grać jak najdłużej mogę, traktuję to jako zabawę (chociaż poważną zabawę :) ). Postanowiłem się uczyć lepiej, chce się dostać po gimnazjum do dobrego liceum i ewentualnie pójść na studia, chociaż kompletnie nie wiem na jakie jeszcze. Myślałem o historii (kocham historię, lubię czytać książki o tym), o AWF, ale bardziej o zrobieniu kursu trenerskiego niż iść na Wfiste. Prawo? Ekonomia? Wiem, że są ważniejsze rzeczy niż piłka. Wracając do bramkarstwa, miałem jeszcze jeden moment zwątpienia... lub bardziej to nazwać spadku chęci do gry? To było w rundzie jesiennej tamtego sezonu. Pod koniec rundy, zacząłem nie chodzić na treningi, nie jeździłem na mecze... Na szczęście to minęło. Teraz też tak łatwo się nie załamie. W tym sezonie przegraliśmy 2 mecze bardzo wysoko, oba ze Stalą Rzeszów u nich 7-0, u nas 7-1. Jakbym miał tą psychikę teraz, co kiedyś to bym też pewnie już nie trenował. Jednak uważam się za słabego bramkarza, a i powiedziałem sobie tak, że ja będę się starał na treningach, na meczach, nie chcę się nikomu narzucać, a jeśli coś ze mnie będzie, to mnie ktoś znajdzie :). Powiedziałem to sobie po meczach z Legią Warszawa i Arką Gdynia, gdy Dawid Pietrzkiewicz (bramkarz Stali, 18 lat, teraz kadra Polski młodzieżowa) wystąpił w nich świetnie i dużo klubów jest nim zainteresowanych.

autor: Gibon


Ja gram w piłkę od kiedy pamiętam, ojciec zaraził mnie miłością do futbolu bo sam trochę grał... Na początku nie myślałem o tym żeby bronić, zawsze podobały mi się zwody i strzelanie bramek...i tak grałem do końca podstawówki. Potem zaczęło się gimnazjum i gra w klubie. Przez pierwsze 2 miesiące "grałem" jako prawy obrońca-byłem wiecznym rezerwowym. Zawsze w trampkarzach mieliśmy jednego bramkarza, dlatego czasem gdy graliśmy na treningach ktoś musiał stać na drugiej bramce..i tak pewnego dnia padło na mnie żeby bronić, wtedy pierwszy raz zacząłem sie rzucać do piłki, wychodzić do dośrodkowań...w rundzie jesiennej byłem już bramkarzem. Na początku moje umiejętności były znikome, trenowałem wraz z tym młodszym od siebie bramkarzem- wtedy także nabrałem szacunku do młodszych od siebie. Treningi przynosiły duże efekty, pod koniec zeszłego sezonu broniłem 9\10 "szesnastek" a nawet łapałem karne. Po gimnazjum przyszedł czas na szkołę średnią, wraz z nią obawy "jak to będzie?" itp. z gry w klubie zrezygnowałem na rzecz szkoły, na szczęście w szkole ruszyła liga, zostałem, pierwszym bramkarzem w naszej klasie mimo iż miałem poważnego konkurenta. Po zakończonym roku szkolnym wracam do klubu, nie liczę na miłe powitanie ale chęć gry jest zbyt ogromna żeby byle co zmieniło moje nastawienie. Futbol stał się moją pasją i życiem i chcę to jak najdłużej kontynuować. Bardzo ważnym krokiem w rozwijaniu mych umiejętności było wstąpienie w szeregi serwisu goalkeeper.pl pod koniec zeszłego roku, cieszę się że mogę uczestniczyć w czymś co ma sens i jest wielką pomocą dla niedoświadczonych bramkarzy, m.in ze strony trenera Daniela ale jak i innych userów. Dziękuję że jesteście.

autor: Damian01


U mnie przygoda z piłką zaczęła się, hmm gdzieś w 2kl. podstawówki, zaraził mnie tym starszy brat... Na początku starałem się grać w polu, hmm szło mi to całkiem nie źle ale jednak czegoś mi brakowało (?). Pamiętam jak dziś, finał CL 2003, Milan - Juventus. Mateusz, bo tak nazywa się mój brat... zasiadł przed telewizorem, jako fan Bianconerri... Po 90min... Zero a Zero, dogrywka... Karne Dida VS Buffon... Wiadomo jak się skończyło. . Od tej chwili byłem fanem Nelsona, a co za tym idzie zacząłem bronić na bramce Chciałem być taki jak on... Bramka dawała mi satysfakcje, ciężko to z czymś innym porównać. Gdyby mnie ktoś zapytał czego nie lubię (?) - "widoku piłki wpadającej do bramki" (wiadomo w jakim sensie) KOSZMARNE UCZUCIE...

Teraz mam 14lat... Piłka nadal daje mi wiele satysfakcji, i myślę że tak już zostanie. . .

autor: Simi93


Ja napisze o sobie. Ja pamiętam jak w 1 klasie podstawówki zacząłem grać w siatkę grałem tak aż do 3 klasy. W 3 klasie grałem jako obrońca ,ale rzadko grałem ,dużo nas było zawsze na zawody jeździłem na rezerwie. Jakoś przed wakacjami zacząłem stać na bramce kto mi kazał i jak to się zaczęło już nie pamiętam. Przez całe wakacje graliśmy mecze. Potem w 4 klasie graliśmy cały czas w piłkę na przerwach, nawet przychodziliśmy do szkoły przed lekcjami czasem po 6 rano żeby zagrać i tak przez całą podstawówkę. Jakoś w 5 klasie pojechałem na pierwszy trening , byłem parę razy ale były problemy z dojazdami więc zrezygnowałem jeszcze jakoś w 6 klasie też jeździłem gdzie indziej na treningi potem przez 1 klasę gim nie byłem w klubie ,ale za to mieliśmy ful wypas boisko koło szkoły i tam trenowaliśmy, Jak pamiętam zawsze gramy prawie codziennie nawet jak jest śnieg. Pod koniec 2 klasy zacząłem poważnie trenować i grać. Całą 3 klasę trenowałem w jesienią na stadionie w klubie BKS i zimą w hali w szkole na wiosnę znowu w klubie. Jakoś tak potem wyszło z Szamotułami, Nie dostałem się , uważam że wszystko było świetnie tylko jak by nie słaba gra nogami i byłem lekko zdenerwowany i zmęczony nawet muru nie umiałem ustawić. Oj szkoda myślę, że wszystko się oddala. Już byłem tak blisko, oj jak bym się tam dostał szkoda Teraz będzie trudno iść gdzieś do szkółki bo już zaczynam naukę po wakacjach w szkole średniej. A podobno w Szamotułach jak się skończy 17 lat to nie biorą już. Powróciłem do normalnych treningów. skończyła się liga i wygraliśmy ze świetnymi statystykami 93 bramki i tylko 4 stracone. Zmobilizowałem się na wakacje trenuje ciężko codziennie , myślę że mam jeszcze szanse gdzieś zabłysnąć i ciągle męczę siebie czemu nie zacząłem wcześniej trenować w klubie czemu ? czemu ? mogłem nawet jak miałem mniej niż 10 lat oj mogłem. Ale to nie ma sensu tak sobie pomyślałem. Czasu nie da się cofnąć ! oj szkoda bo bym to zrobił . Więc ogółem mówiąc moją przygodę z piłką zacząłem za późno ,ale się nie poddaje przez wakacje mam zamiar wszystko nadrobić, głównie technikę, podania , strzały, ustawianie się i stałe fragmenty gry i oczywiście grę nogami już po tym jak byłem na testach bardzo dużo nadrobiłem. moim zadaniem mając 16 lat jeszcze długa droga przede mną. I jak będę ciężko trenował nie tylko na treningach ,ale też poza nimi to mam jeszcze szanse. ,, Imposible is nothing" To jest moja historia w dużym skrócie

autor: Rycerz


Moja przygoda z piłką zaczęła się nie aż tak dawno, bo 2-3 lata temu. Wcześniej grywałam z kolegami na przerwie, czy na wf-ie, ale to nie było takie granie, jakie jest teraz. Po prostu grałam, bo nie było, co robić. Wtedy (szczerze mówiąc :P) nie znałam jeszcze zasad, przepisów i w ogóle niczego związanego z futbolem... Wiedziałam, tylko tyle, że trzeba skierować piłkę do bramki. Zaczynałam na pozycji pomocnika. Później (trochę z konieczności) na pozycji bramkarza i tak pozostało do dzisiaj. Wszyscy w mojej rodzinie dziwią się, że interesuje się piłką nożną, bo nikt z moich bliskich nie ma takich zainteresowań. Pamiętam, ze zawsze, kiedy wchodziłam do pokoju kolegi na ścianie wisiał ogromny plakat z herbem ManU. Mój kolega i jego brat byli ich zagorzałymi kibicami... I to chyba oni zarazili mnie tą miłością do "Diabełków z Old Trafford". Dzisiaj powinnam im za to podziękować... Bramkarstwa też uczył mnie kolega, najlepszy bramkarz chyba nie tylko na podwórku i w szkole, kiedy sie skupi potrafi być naprawdę dobry. Tak więc nigdy nie miałam profesjonalnego trenera i szczerze mówiąc, cieszę sie z tego. Wolę sama trenować, moim zdaniem tak jest lepiej. Na razie nie gram w żadnym klubie, bo trochę ciężko jest dostać się do klubu damskiego. Ale zamierzam w najbliższym czasie podbić jakiś damski klub Może mi się uda

autor: Paula


Moja przygoda z piłką zaczęła się gdy przeprowadziłem się z rodzicami na obrzeża miasta, wszyscy moi nowo poznani koledzy grali w piłkę, a niektórzy w klubie. Lecz nie był to jedyny powód, dostałem od kuzynki moją pierwszą grę sportową na komputer Fifę 2002. Ona całkowicie mnie zmieniła. od razu pokochałem F. C. Bayern Monachium i ich bramkarza Kahna. Z miejsca chciałem być taki jak on i grać w tym klubie. Postanowiłem, że trzeba zacząć grać w klubie bo nie ma innej rady. Klub mam blisko domu, jakieś 200 metrów, to się zaraz w nim zapisałem i gram w nim do dzisiaj. A czemu bramkarstwo?? Zawsze chciałem być inny od reszty, wszyscy strzelali, ale ja chciałem bronić, a że ówczesny trener był kiedyś bramkarzem i mnie wprowadził w te "tajniki" za co jestem mu wdzięczny, to tak już zostało.

autor: Malwa


Zacząłem jako obrońca,nie lubiłem grac w piłkę, aczkolwiek chciałem być uznawany w środowisku kolegów. Gdy wybierali drużyny na wf,ja BYŁEM ostatni,nie dawali mi grac na ataku, pomocy. Nagle przełomowa chwila(byłem w 6 klasie),po powrocie ze szkoły włączyłem tv i były zapowiedzi LM na polsacie, wtedy ujrzałem piękne parady,tak mnie zaczarowały iż postanowiłem spróbować. Pierwsze szlify zbierałem grając na betonowych boiskach,w pobliskiej sali gimnastycznej,moje pierwsze rękawice to były narciarskie rękawice wzbogacone w środku gąbkami ze starego tapczanu. Przyszła wiosna,od razu zacząłem grać na 7 metrowej bramce,pokochałem sie rzucać,szybować, bronić piękne piłki. Zapisałem sie do drużyny uks ,ale tam przesiadywałem na ławce. Podłamany tym,wpadłem w ręce pewnego trenera,z nim i jego synem,ciężko harowałem, poprawiłem wybicie i szybkość, dzięki temu zacząłem bronić wspaniałe uderzenia. Dostałem sie do 4 ligowego Górnika Złotoryja. Mam teraz 17 lat. Trenuję w akademii Miedzi Legnica. Nie ma tam boisk,trenera bramkarzy,nie rozwijam sie,tak jak również moi koledzy po fachu. Kocham ten sport,marze by grac w lidze angielskiej, ciężko trenuje,nie tracę wiary. Teraz mam jeden cel, dostać sie gdzieś za granice. Przez wakacje czekają mnie ciężkie treningi,a potem może testy??Muszę zaryzykować,tak jak wielu,tak jak Tomek Kuszczak. CHCE SIE ROZWIJAĆ,POCZUĆ GŁOS WIELOTYSIĘCZNEJ PUBLICZNOŚCI, robić to co lubię najbardziej-bronić!!!!

autor: michalbuffon

 

Ja swoją przygodę z bramkarstwem pod koniec przedszkola. Były wtedy mistrzostwa świata 2002 w Korei i Japonii. Oglądaliśmy z tatą studio przedmeczowe kiedy mieli grać Niemcy. Leciał reportaż o Oliverze Kahnie. Tato opowiadał mi o nim.
- Tato ile Kahn wpuścił goli?
- 3.
- aż tyle?
Myślałem że jeśli jest to najlepszy bramkarz to nie wpuszcza bramek.
W przedszkolu jeden z kolegów miał rękawice bramkarskie. Poprosiłem tatę żeby kupił mi takowe. W pierwszy dzień szkoły, na pierwszym WF-ie graliśmy mecz z Ia. W bramce stałem między innymi Ja. Przegraliśmy 3-1, lecz nie wpuściłem żadnej piłki. W drugiej klasie, podczas wakacji dużo czasu spędzałem u dziadka mieszkającego na drugim końcu Opola. Wraz z moim kuzynem i o kilka lat starszymi kolegami graliśmy po kilka godzin dziennie. Zawsze stawiali mnie na bramce. Każdy chciał mieć mnie w drużynie. Raz zorganizowaliśmy mecz i stałem się małym bohaterem, broniłem każdy strzał. W 4 klasie podstawówki zapisałem się do pobliskiego klubu piłkarskiego. Na początku grałem na obronie, później poprosiłem trenera czy mogę stać na bramce.
- Ty Kubuś, najlepszy obrońca?
Na następny trening przyniosłem rękawice. Zagrałem świetny mecz. Podczas gierki przepuściłem na 7 metrowych bramkach przepuściłem 1 bramkę, choć przeciwnicy nie potrafili wykorzystać karnego czy akcji sam na sam. Na następny trening przyszedłem bez rękawic i nie byłem przebrany w bramkarski strój. Byłem przygotowany na grę w polu.
- Kuba przecież ty bronisz... - powiedział trener.
Na jednym z treningów broniłem niesamowicie. Trener powiedział że Kowalewski nie dorasta mi do pięt. I dodał: - Jeszcze trochę podrośniesz i będziemy mieli drugiego "Gibona". I jak na razie bramkarstwo sprawia mi przyjemność i chcę grać jak najdłużej będę mógł. Choćby w najsłabszej lidze ale piłka ma mi sprawiać przyjemność.

autor: Jacob G


Hej tak naprawdę to moja przygoda z bramką zaczęła się bardzo niedawno bo jakieś 3 lata temu bo w 6 klasie szkoły podstawowej brakowało nam dobrych bramkarzy więc stanąłem na bramce i poszło mi całkiem nieźle i od tamtej pory cały czas bronię. Potem gdy poszedłem do gimnazjum to zauważył mnie jeden nauczyciel od wychowania fizycznego i zaproponował mi miejsce w składzie reprezentacji szkoły ja oczywiście zgodziłem się ale nie było łatwo ponieważ w tym składzie byłem najmłodszy i najniższy z bramkarzy ale zacząłem regularnie trenować i wywalczyłem sobie pierwsze miejsce w składzie. Kiedy ogłoszono okręgowy turniej szkół w piłce nożnej pan od w-f zgłosił też i naszą szkołę w dniu turnieju kiedy wyszedłem w naszej jedenastce wszyscy widzowie śmiali się ze mnie bo byłem niższy od innych zawodników z pola ale wziąłem się w garść i postanowiłem bronić jak najlepiej no i się udało obroniłem trzy rzuty karne na pięć i wywalczyliśmy mistrzostwo tego turnieju wtedy już nie widziałem nikogo kto by się ze mnie śmiał i tak jest do dziś ciężko trenuje i bronię coraz lepiej. Dokładnie za 5 dni przyjeżdża do nas jakiś szkoleniowiec czy tam łowca talentów ja też się tam wybieram życzcie mi powodzenia .

autor: Roman


A więc moja przygoda z bronieniem zaczęła się, gdy miałem 8 lat. Mój starszy brat(o 4 lata) zabierał mnie przez wakacje na boisko szkolne gdzie grałem z jego kolegami byli ode mnie starsi o jakieś 3, 4 i 6 lat. Ja oczywiście nie chciałem bronić tylko jak każdy młody chłopiec grać w polu i strzelać bramki. Niestety (albo raczej stety), jako że byłem najmłodszy spadała na mnie odpowiedzialność bronienia. Graliśmy wtedy na trawie i ku mojemu i kolegów zdziwieniu szło mi naprawdę dobrze jak na pierwszy raz nie wiem skąd, ale wiedziałem od razu jak się rzucać wychodzić do sytuacji sam na sam itp,.Broniłem tak przez całe wakacje, aż do momentu, gdy zlikwidowali nam trawiaste boisko i trzeba było przenieść się na asfalt. I tu moja kariera bramkarska zwolniła praktycznie do zera:-?Wiadomo na asfalcie nie da się rzucać(chyba, że jesteś nienormalny), więc ta gra nie jest zbyt ciekawa jeszcze jedna rzecz zniechęciła mnie do bronienia jak już wspomniałem koledzy, z którymi grałem byli dużo starsi mieli wtedy jak dla mnie za silne
uderzenie a przy grze na asfalcie, gdy piłka sie odbija byłem obiektem mocnych ostrzałów, gdy pewnego dnia mocnym uderzeniem z 5 metrów kolega trafił mnie w rękę pęknął mi nadgarstek i powiedziałem dość nie będę kozłem ofiarnym przestałem bronić zacząłem grać w polu, choć na bramce byłem lepszy. Przestałem bronić w meczach z kolegami a broniłem tylko w ogrodzie gdzie strzelał mi brat to przy nim nabrałem doświadczenia i wprawy przy mocniejszych strzałach. W 6klasie podstawówki zapisałem się do miejscowego klubu LKS „Sokół” Buczkowice gdzie wcześniej grał mój brat. Grałem w polu a dokładniej na obronie szło mi nawet nieźle, ale to nie było to, co bronienie. Chciałem spróbować swoich sił na bramce na zawodach szkolnych, ale wf-ista wolał bym grał na obronie i stawiał na bramkę na przemian dwóch innych moich kolegów(dziś bronie od nich dużo lepiej). W następnym sezonie nasi trampkarze występowali w D klasie gdzie było tylko 7 drużyn juniorskich i 3 młodzików, więc mieliśmy tylko 4 mecze w sezonie. W każdym z nich bronił inny bramkarz(w pierwszym i drugim typowi napastnicy, więc bronili z konieczności) w 3 bronił mój kolega z klasy,który stał w bramce na zawodach nie bronił zbyt dobrze i gdy zabrakło go w ostatnim meczu ja postanowiłem, że będę bronił. Grało mi się zaskakująco łatwo nie miałem problemów silnymi z strzałami i rzucaniem się. Przegraliśmy, 0:5 ale nie z mojej winy(a warunki były naprawdę niekorzystne padał deszcz a pole karne było jedną wielką kałużą, wody miałem po kostki i po paru interwencjach wyglądałem jak zawodnik zapasów w błocie.) Po tym meczu postanowiłem, że zostanę bramkarzem w klubie. Po sezonie w D klasie nasi juniorzy zapewnili nam awans do C klasy gdzie jest po 10 zespołów juniorów i trampkarzy. Zostałem kapitanem młodzików, co dawało mi większą pewność siebie. Teraz, gdy zakończył się sezon uważam, że był on dla mnie bardzo dobry nabrałem potrzebnego doświadczenia do dalszej gry w juniorach wiele razy chroniłem zespół od porażki czy stracenia ciężko wypracowanego prowadzenia w meczu. Pd koniec sezonu zacząłem chodzić na treningi juniorów, aby przyzwyczaić się do warunków panujących w starszej piłce. A na zawodach bronię teraz zawszę ja i ostatnio, gdy wygraliśmy gminne nie puściłem żadnej bramki przez cały turniej i zostałem bramkarzem dnia czy coś takiego...
Moje plany na przyszłość? Chcę trenować by być lepszym i wywalczyć miejsce w bramce juniorów. Moje marzenia? Bronić tak długo jak życie pozwoli wiem, że nie zrobię wielkiej kariery przez mój wzrost większy jak 175cm raczej nie będę. Gdy patrzę w przeszłość żałuję tylko tego, że nie zaczynałem przygody z piłką ze swoimi rówieśnikami wtedy może broniłbym cały czas i wcześniej zacząłbym grę na bramce w trampkarzach.

autor: mlodyhose


Od najmłodszych lat zawsze lubiłem grać w piłkę z kolegami. Gry nauczyli mnie starsi bracia, którzy grali w trampkarzach w miejscowym klubie. To głównie dzięki nim jestem bramkarzem. Pamiętam MŚ we Francji w 1998 roku i mecze półfinałowe, bo to wtedy postanowiłem grać w piłkę. Na pobliskim boisku zacząłem grać ze starszymi kolegami. Miałem wtedy 7 lat a oni byli starsi o jakieś 7-8 lat. Postanowili postawić mnie na bramce. To był mój pierwszy mecz . Nie wpuściłem żadnej bramki a moja drużyna wygrała. Koledzy przecierali oczy ze zdumienia po moich interwencjach. I tak zacząłem bronić. W IV klasie otrzymałem propozycje pójścia do szkoły sportowej ale odmówiłem. Rok później pojechałem na gminne zawody z o rok starszymi kolegami. Wygraliśmy je i pojechaliśmy na półfinały powiatowe, w których też zwyciężyliśmy. W końcu na finałach powiatowych zajęliśmy II miejsce przez gorszy bilans bramkowy. W całym turnieju nie przegraliśmy żadnego meczu. Pół roku później grałem z tym samym zespołem w turnieju rejonowym. Nie puściłem wtedy żadnej bramki i otrzymałem nagrodę dla najlepszego zawodnika turnieju. Tydzień później pojechaliśmy do Krakowa walczyć o mistrza małopolski. Niestety zajęliśmy II miejsce ale otrzymałem nagrodę dla najlepszego bramkarza turnieju. Miesiąc później grałem mój pierwszy mecz w trampkarzach z kolegami o cztery lata starszymi ode mnie. Wtedy przegraliśmy 2:3 ale i tak ten mecz był dla mnie udany. Później grałem jeszcze dwa mecze, które wygraliśmy. Niestety zlikwidowano ligę trampkarzy i nigdzie nie grałem. Kiedy miałem 15 lat pojechałem z seniorami miejscowej drużyny na sparing z klubem z ligi okręgowej. Przegraliśmy wtedy 0:2 ale żadnej bramki nie zawaliłem. Wybroniłem wtedy akcje sam na sam z królem strzelców tej ligi i jego trzy dobitki. Grałem jeszcze kilka sparingów z tą drużyną ale postanowiłem trenować z juniorami Unii Tarnów. Dostałem wtedy szanse na turnieju. Moja drużyna zwyciężyła a ja wpuściłem tylko trzy bramki w całym turnieju. Spodobałem się trenerowi i zostałem przyjęty. Zacząłem grę w rundzie wiosennej. Niestety w debiucie przegraliśmy 0:1. Później szło mi lepiej. W kilku meczach moje interwencje były kluczowe. W meczu z drużyną zajmującą 5 miejsce przy stanie 0:1 obroniłem strzał z pięciu metrów z woleja po dośrodkowaniu. Po tej interwencji strzeliliśmy dwie bramki i wygraliśmy. Do tego meczu byłem odpowiednio zmotywowany gdyż wcześniej pauzowałem za czerwoną kartkę. W kolejnym meczu graliśmy z drużyną walczącą o mistrza małopolski i nieoczekiwanie wygraliśmy 2:1. Obroniłem wtedy kilka piłek sam na sam i strzałów. Dopiero po dobitce sytuacji sam na sam skapitulowałem. Po kilku dobrych meczach dostałem powołanie do juniorów starszych (rocznik 88 a ja 91). Zadebiutowałem od razu w pierwszym meczu w drugiej połowie. Zmieniłem podstawowego bramkarza ale mimo to przegraliśmy 2:4. Na szczęście żadna bramka nie wpadła z mojej winy tylko po błędzie obrońców. Na kolejnym meczu byłem już numerem 1(w jun. starszych).Zremisowaliśmy wtedy 3:3. Zaraz po tym meczu w tym samym dniu grałem w jun. młodszych z tą samą drużyną. Wtedy też zremisowaliśmy3:3 ale wszystkie bramki wpuściłem w sytuacjach sam na sam. Wtedy również przy stanie 0:1 obroniłem rzut karny i po kontrze zdobyliśmy bramkę. Obecny sezon zakończyłem z dobrym bilansem 13 meczy, 15 bramek wpuszczonych i 3 razy czyste konto. Mam nadzieję, że kolejny sezon będzie równie udany. Moim ulubionym klubem jest Juventus Turyn. Moją pierwszą koszulkę sportową miałem właśnie tego klubu i pisało na niej Inzaghi. Moimi idolami bramkarskimi są: Van der Saar, Toldo, Buffon i Barthezz. Mam teraz 16 lat i chcę dalej rozwijać swoje umiejętności.

autor: Piotr K.


Moja przygoda z bronieniem zaczęła się kiedy byłem małym "smykiem". Gdy byłem mały chodziłem z tatą grać w piłkę, a że chodziliśmy grac w dwóch to ja stałem na bramce. Moja mama od zawsze chciała bym grał w polu, bo jak mówiła "jesteś lewo nożny i szybki". Gdy byłem w I klasie podstawówki w moim klubie powstały "Żaki". Oczywiście się zapisałem! Byłem pierwszym bramkarzem. Graliśmy dwa mecze(wszystkie przegraliśmy). dodam, że graliśmy na małe bramki). W żakach grałem II-lata. Gdy byłem w III klasie podstawówki zagrałem jeden mecz w trampkarzach młodszych, bo podstawowy bramkarz wyjechał. Był to mój debiut na dużej bramce. Przegraliśmy 3:0. Od tamtego momentu zacząłem trenować na dużej bramce.
Jak dobrze pamiętam 8sierpnia 2001r(chyba w ten dzień Wisła grała z Barcą w elmininacjach LM ) miałem nieszczęśliwy wypadek. Razem z kolegami graliśmy w piłkę. Graliśmy na bramkach, które można było przenosić, były bez tzw. "zaczepów". Jeden z kolegów zaczął bujać bramką. Ja akurat broniłem. "Koledzy" tak rozbujali bramkę, że ta poleciała na mnie. Nie wiedziałem co zrobić, więc położyłem się i zakryłem głowę. Poprzeczka uderzyła mnie w ramię. Miałem złamaną rękę. Bałem się wrócić do bronienia, jednak wróciłem(nie pamiętam jak ). Gdy byłem w IV klasie grałem w trampkarzach młodszych. Byłem rezerwowym. Nasza drużyna przegrywała wszystkie mecze. Przyszedł mecz z drużyną, z która mogliśmy wygrać... Do przerwy prowadziliśmy 1:0. Wszedłem w drugiej połowie. Na początku połowy stoper drużyny przeciwnej "ojechał" całe boisko i strzelił mi bramkę. Cała drużyna włącznie z trenerem "najechała" na mnie. Na jakiś czas skończyłem przygodę z piłką... Od tamtej pory nie chciałem mieć nic do czynienia z tamtym trenerem... miałem sezon przerwy...
Gdy byłem w VI klasie w trampkarzach młodszych zmienił się trener, a poprzedni zaczął trenować starszych. Po namowach kolegów postanowiłem wrócić do klubu. Wtedy zacząłem czerpać przyjemność z bronienia...
W następnym sezonie miałem iść do trampkarzy starszych. Nie poszedłem bo trenerem był „ten:” który na mnie najechał… Znowu nie broniłem. Kiedyś z nudów poszedłem na mecz starszych trampkarzy. Zremisowali 1:1. Gdy po meczu szedłem do domu „ten” trener spytał mi się czy chciałbym zacząć od nowa trenować(mówił, że dobrze się rozwijam jak mogole nie grałem!) . Powiedziałem „mu”, że mogę spróbować, lecz nic nie obiecuje.
Był poniedziałek… w ten dzień miałem wrócić na treningi… Pech chciał, że tego dnia miałem w-f i podczas zajęć złamałem nadgarstek!
Po wyleczonej kontuzji nie ciągnęło mnie do bronienia. Zacząłem grać w siatkę…
Były wakacje 2005. W trampkarzach starszych zmienił się trener, a „tamten” poszedł do innego klubu. Koledzy namawiali mnie bym przyszedł bronić, lecz nie chciałem. Nie brałem takiej możliwości pod uwagę. Jednak po dłuższym zastanowieniu spytałem się siebie: A czemu nie?
Poszedłem na trening… po roku przerwy nawet dobrze mi szło, więc broniłem dalej. Zagrałem nawet dobry sezon. Na 18 meczy wpuściłem chyba 22bramki i zajęliśmy 3 miejsce.
Teraz gram w juniorach. Niestety pierwszy sezon praktycznie przesiedziałem na ławce.
Obecnie rozpoczynam przygotowania do kolejnego sezonu. Mam zamiar wywalczyć miejsce w „jedenastce”.

A jakie są moje marzenia? Chciałbym bronić tak długo jak Bozia pozwoli. Oczywiście jak każdy chciałbym zarabiać „kokosy” z gry w piłkę ale wiem, że jest to mało realne…
Za sukces mógłbym uznać to jakbym grał w III lidze polskiej…

To by było na tyle. Jak widać moja droga do brakarstwa była kręta, ale opłacało się.

autor: pumy15


Hmm... dodam coś od siebie... Ja zaczynałem dziwnie. Pamiętam, że jakieś zaledwie 3 lata temu wszyscy moi koledzy kopali w piłkę - cóż, kiedyś praktycznie przez przypadek zagrałem razem z nimi. Grałem właściwie pierwszy raz w piłkę, a najgorszych zawsze stawiali na budzie. Stanąłem, pobroniłem z pół roku - spodobało mi się kupiłem sprzęt, sądzę że sprzęt proporcjonalnie na mnie za dobry, po paru gierkach już najlepsze rękawice, bluzy, korki. Znów pobroniłem z miesiąc, dostrzegł mnie wuefista zabrał na zawody jako rezerwowego. Poczułem że coś się dzieje, zapisałem się do "grupy doborowej" w klubie. Trener nic we mnie nie widział, więc puścił z niczym. Potem starałem się, zabrałem się za ciężką pracę, zrobiłem postępy i na następny sezon znów zgłosiłem się do Zagłębia S. Udało się, trener mnie zaakceptował, na razie byłem "ten nowy", nie mieli do mnie zaufania. Sprawdziłem się, pograłem w paru meczach i dziś walczę o bluzę z "jedynką". No, to na tyle.

autor: piela


Witam. U mnie to było tak. Mój tata grał w piłkę, Prowadził też klub. Wiejska drużyna grali dla przyjemności w A-klasie. Jeździłem z nim na mecze odkąd tylko sięgam pamięcią. Ten sport mnie zauroczył a głównie pozycja bramkarza. Pamiętam, że długi okres czasu mieli w swojej ekipie bardzo dobrego bramkarza. Fascynowały mnie jego interwencje. W wieku 12 lat tata postanowił mnie zapisać do pobliskiego klubu. Grałem i trenowałem z 15-latkami( LKS Orzeł Trąbki Wielkie). Zagrałem nawet jeden mecz, wygrany 19:0 z Lisewem;) Pamiętam jak dziś;) Miałem chyba 2 interwencje w meczu. Rok później postanowiłem się max-em spróbować w wiejskiej drużynie, której szło co najmniej słabo. Przegrywali nawet po 15:0 Nie mieli bramkarza co akurat mi się spodobało;) Zacząłem grywać z nimi, wołać kumpli żeby wzmocnić drużynę. Z końcem 1 "nowego" sezonu byliśmy z siebie dumni. Znajdowaliśmy się w połowie tabeli. Pojechaliśmy zimą na turniej halowy do Trąbek Wielkich (18grudnia). Tam, według mnie po najgorszym meczu jaki mogłem zagrać, pewien trener zainteresował sie moją osobą. Najpierw rozmawiał z moim trenerem a potem na rozmowę ze mną. Pamiętam jak po meczu siedzieliśmy w szatni zdenerwowani po nieudanym meczu i wszedł trener powiedział: "Marcin chodź na moment". Myślałem, że coś mi się dostanie... A tu rozmowa z trenerem innego klubu. Po rozmowach także z moim ojcem 6 stycznia bylem na turnieju halowym już z nowym klubem( GTS Fosfory Wiślinka). Też byli starsi ode mnie. Zagrałem tam cały sezon. Mieliśmy awansować do makroregionu ale zajęliśmy 3 miejsce i nie udało sie awansować. Dostałem propozycję z Gedanii Gdańsk. Mój trener się nie zgodził na to bym poszedł do tego klubu. "Taka szansa...może tylko raz w życiu". Nerwy wzięły górę i odszedłem na stare śmieci( tylko dlatego, że byłem na wypożyczeniu). Na starych śmieciach zagrałem 1 rundę i dostałem propozycję z Polonii Gdańsk. Pojechałem na trening i wzięli mnie do Polonii na stałe. Nie mogłem na początku wyrobić z obciążeniem na treningach. Byłem samoukiem, do tej pory trenowałem sam z tata( był obrońcą na boisku także trenowałem z nim bardziej grę nogami). Od razu stanąłem w bramce w makroregionie starszym. Trema mnie zjadła ( w 1 meczu jeszcze na dodatek z Gedania Gdańsk) i zasiadłem na ławie. Wygraliśmy 2:1. Bramka według trenera po moim błędzie. Trener doświadczony bo prowadził 2 ligę. Uważa tak to znaczy, że ma racje;). Długo walczyłem ze starszym i wyższym bramkarzem. Aż w końcu ostatnie mecze stałem w bramce już pewniejszy siebie. Teraz nadal gram w juniorach starszych w makroregionie. Wychodzę w podstawie. Zgłoszono mnie do seniorów (5 ligi) jako rezerwowego bramkarza. Często trenuje z nimi. Uważam, że lepiej na tym wyjdę. W tym roku pojechałem na międzynarodowy turniej do Austrii "Alpen Cup 07" Tam w moim drugim meczu ze Szwajcarami doznałem kontuzji. W akcji sam na sam dostałem z kolana w skroń i straciłem przytomność. Obudziłem sie drugiego dnia w szpitalu, podłączony pod kroplówkę z bólem głowy.
Tego samego dnia po południu wyszedłem, lekarze po wynikach badań i rozmowie ze mną stwierdzili, że mogą mnie wypisać. 2 dni później po długich błaganiach i zapewnieniach trenera, że jest ok, zagrałem w meczu z Austrią. Trenerzy obawiali się, że włączy mi się blokada. Ale ja to kocham i nie było takiej opcji. Co najciekawsze w meczu z Austrią na tej samej płycie, tej samej połowie i nawet w zbliżonym czasie gry doszło do podobnej sytuacji. Schowałem głowę pod ramię i wyszedłem cało z piłką w ręku;) Dostałem w ramię kopniaka ale było ok. Zebrałem już jakieś doświadczenie widocznie i się uchroniłem. Zawsze jakieś dodatkowe wspomnienia;)
Po drodze oczywiście miałem wiele spraw, które wszystko utrudniały, śmierć dziadka, operacja taty. Wiem, że mój tata wierzy we mnie i chce żebym grał w przyszłości zawodowo. Mnie też się to marzy ale wiadomo jak jest ciężko... Nie chodzę, do żadnej szkółki bramkarskiej mimo tego, że chciałbym. Gram bo kocham jak każdy z nas;) Może kiedyś szczęście dopisze;)

autor: Marcin


Z piłką nożną miałem styczność już wcześniej, ale bardzo poważnie zacząłem się interesować tym sportem w 2002 roku przed Mistrzostwami Świata. W kraju panowała radość, bo przecież na tej imprezie mieli zagrać Polacy. Pierwszy raz od 16 lat... I wtedy jakoś zaczęła mnie interesować postać Jerzego Dudka. Jeszcze trochę wcześniej widziałem go w meczach Ligi Mistrzów i wtedy się dowiedziałem, że to Polak i że zagra w reprezentacji na mundialu. Bardzo mi się podobało, iż mamy rodaka w wielkim klubie i od tego czasu chciałem być taki jak on. Od kiedy pamiętam zawsze broniłem. Zafascynowany Jurkiem Dudkiem zawsze trzymałem za niego kciuki. Już wtedy chciałem się zapisać do jakiegoś klubu, ale moja mama się trochę bała o mnie. Miałem 9 lat. W wieku 10 lat w końcu pojechałem z tatą sie zapisać do pobliskiego klubu. Pamiętam, że pojechałem się zapisać w czwartek i następny trening był dopiero we wtorek i nie mogłem się doczekać! Przyszedłem z kolegami na trening i powiedziałem trenerowi, że chce bronić. Nie było problemu, ale po pierwszym treningu powiedziałem w domu, że jak tak dalej będzie, to przestanę chodzić. Chodziło o docinki niektórych kolegów. Ale było coraz lepiej... W końcu przyszedł pierwszy mecz. Sparing z Cracovią. Przegraliśmy chyba 13-1, ale dla mnie ten mecz był sukcesem. Obroniłem karnego, a trener powiedział, że byłem najlepszy na boisku. W tym meczu lepiej poznałem kolegów, a oni mnie. Zyskałem sobie szacunek i skończyły się docinki. Później jakoś to szło... Potem stałem się kapitanem drużyny i popełniałem dużo błędów, ale też nie raz ratowałem drużynę. W 2005 i 2006 roku zostałem wybrany najlepszym bramkarzem Turnieju o Puchar dzielnicy X Krakowa. Później trochę trenowałem i jakoś ten czas leciał. Na wiosnę tego roku wróciłem do drużyny i czułem, że jestem lepszy niż kiedykolwiek. Na treningach mocne strzały moich kolegów były bez problemu łapanie. Reszta drużyny patrzyła nie dowierzając. Czułem, że w najbliższym sezonie mogę się stać najważniejszą postacią drużyny. Nie chodziło mi o same umiejętności, ale również o staż w klubie (4 lata) i o to, że byłbym najstarszy w naszym teamie. Niestety rozciąłem poważnie palca i musiałem przerwać treningi. Jeszcze z powodu szkoły nie mogę chodzić na treningi. A trener sie cały czas o mnie dopytuje...

Autor: Łukasz(lukasz1404)


Siedzę sam w domu, nie mam co robić to sobie napisze cos na tym forum.

Ja ogólnie zacząłem bardzo wcześnie bramkarstwo. Jak miałem ok 8-9 lat zawsze stawałem na bramce, bo bylem najmniejszy i najmłodszy (dziś ciągle młody ale juz niecałe 2 metry:). Pamiętam przyjeżdżał do mojej miejscowości kolega z warszawy i gral w Polonii W. Trochę mnie uczył jak poprawnie sie ustawiać, wychodzić sam na sam i takie pierdoły. Potem inny kolega tez cos mi tam wpajał. Jednak gra na bramce mnie nie fascynowała i zawsze chciałem grac na obronie: walka w powietrzu(bez rak), wślizgi, widok "latających" kolegów, gra na pograniczu faulu zawsze mnie fascynowały. I tak w II kl. gimnazjum pierwsza kontuzja. Lekarz powiedział żebym uważał jak gram w piłkę, a o "zawodowstwie" zapomnij. Bylem załamany. Postanowiłem zająć sie koszykówką, gdyż bardzo lubię ten sport. W gimnazjum najlepszy "koszykarz". Na lekcjach W-F, zawodach nie miałem równych (poziomem gry oczywiście;).Potem zbliżały się rozgrywki między wsiowe. Koledzy poprosili mnie, abym pobronił. Nie bardzo chciałem sie zgodzić. Pierwszy mecz jako stoper. Nasz stary bramkarz nie bronił najlepiej. No to sobie "stanąłem na bramce". W każdym meczu dostawaliśmy 7:1, 6:1, ale prawie wszystko sam na sam. Po meczach ludzie mi gratulowali, przeciwnicy, koledzy z drużyny, mówili:" Gdyby nie Ty było by 20:1). Postanowiłem wstąpić do klubu. Drugi trening i ciach!! Poszło drugie kolano. Pol roku prawie nie uprawiałem żadnego sportu tylko pływałem. Po sukcesach Boruca, Kuszczaka, kontuzji Cecha postanowiłem wrócić do piłki jako bramkarz. Dziś jestem najlepszym bramkarzem juniorów i podobno mam grac w drużynie seniorów. Niestety dlatego, ze drużyna sie sypie. Sam nie wiem co zrobić gdyż umiejętności swoich za bardzo w tej drużynie nie rozwinę, a na przeprowadzkę do lepszego klubu w Krakowie juz chyba za późno.

Autor: Pastor


No No.. gratulacje dla autora.. tego postu.. :) podejrzewam ze dla niektórych to jest jak spowiedź.. tutaj możesz sobie porozmawiać.. :) i nikt sie nie będzie śmiał. Ze mnie sie również śmiali.. nie tylko z tego ze nie bronie najlepiej.. śmiali sie również.. z tego.. ze hmm.. mam odstające uszy.. wyzywali od „uszatków”... i podobne.. ale.. nie zwracałem uwagi "Twoje zdanie o mnie wale" :) chyba.. jak każdy stąd.. zastanawiam sie co będzie było.. i co może być.. i co mogło być.. pamiętam.. mój 4 trening chyba.. i nigdy go nie zapomnę.. graliśmy z Polonią Pasłęk.. dostałem podanie od swojego zawodnika.. i przepuściłem.. pod nogą.. Trema ? tak.. Tylko 1 chłop do mnie podszedł.. poklepał mnie po ramieniu.. i powiedział.. wstawaj.. trzeba grac.. zapomnij o tym.. było minęło.. Jeden JEDYNY chłopak do mnie podszedł.. na 10.. nie znalem go.. po 4 treningu.. trudno żeby znać wszystkich.. Wiele krytyk.. wyzwisk.. głupich śmiechów-spojrzeń.. było na mój temat.. i sobie.. myślałem.. ciekawe jak ty zaczynałeś ??.. jak nie mogłeś trafić w piłkę.. Czasami.. mam tego wszystkiego dość.. ale mowie sobie... NIE..!! może dojdę to tego czego chce ?? kto wie.. może mi sie uda.. będę gral.. w Klubie ? chłopaki z bloku.. typowe SLAMSY co 2 słowo to przekleństwo.. oni żyją tylko piwem i papierosami.. gdy wychodzę pod blok porzucać piłkę.. pobiegać.. czy porzucać sie.. zawsze są wyzwiska.. śmiechy.. ja możliwe że do czegoś dojdę.. a oni ??.. Leżę wieczorami.. i rozmyślam.. ciągle.. Tysiące myśli na sekundę.. to ze mam odstające uszy..?? ja nie wybierałem sobie wyglądu.. każdy jest jaki jest.. dzięki bogu.. jestem zdrowy.. i to najważniejsze..

Życze wam jak najwiecej sukcesow.. i jak najmiej Kontuzji.. Pozdrawiam :)

Autor:  LeVy


Stoję na bramce !!! Rzecz pewna - tylko jak ja mam ją traktować ? Jako zrządzenie losu, przypadek... a może świadomy wybór, powołanie ??? Odkąd interesuję się piłką (jesień 2001 r.) chciałem grać w polu - strzelać bramki, dryblować, podawać, biegać.... teraz stoję na bramce...ten wybór nastąpił już długi czas temu ale nadal nie jestem pewny tego co robię. Wiem tylko tyle że sprawia mi to nieograniczoną satysfakcję.
Do ostatecznej decyzji pozostało mi mało czasu - więc musze wybrać - Bramkarz lub gra w polu (of.pomocnik).I to i to daje mi ogrom przyjemności lecz mam nieodparte wrażenie iż ratowanie ekipy w najgorszych momentach,efektowną interwencją daje ciut więcej "powera" i tego niezwykle potrzebnego wewnętrznego speeda !!! Patrzę przed siebie z pytaniem - Co ja chcę tak na serio robić w życiu ????
Mam głęboką nadzieję że mój pozytywny upór da o sobie znać i będę potrafił pozostać przy bramkarstwie....Że będę z determinacją pokonywał dane mi przeszkody aż ktoś to doceni i zainteresuje się moją grą na bramce - Poczuję wtedy satysfakcję - że dzięki mojej zawziętości coś osiągnąłem - że moja praca nie poszła na marne i ktoś to docenił......Tylko obawiam się czy to nie są tylko złudzenia...piękne złudzenia. Co będzie pokaże czas


Autor: Boruc_1


Moja historia ma pewne podobieństwa lecz jest zapewne wyjątkowa..
1. Początki
Zacząłem grać na bramce w 2 klasie podstawówki pod blokiem. Byłem najmłodszy i mnie stawiali na bramce. Nigdy mnie nikt nie chwalił. Może dlatego że pod blokiem miałem do czynienia z mało sympatycznymi ludźmi.
2. Pierwsze kroki w klubie..
Pamiętam ten dzień.. 1 marca 2004. Byłem w 4 klasie. To było na hali. Po pierwszym treningu byłem średnio zadowolony. Ale w następnym juz imponowałem refleksem. Koledzy mnie przyjęli w drużynie z wielką sympatią a trener był zadowolony. Trzeciego dnia graliśmy sparing. Dostaliśmy łomot od reprezentacji szkoły.. Wpuściłem jedną bramkę i wśród trzech bramkarzy byłem najlepszy. Później zaczęło źle się dziać. Broniłem dobrze ale nie wiem dlaczego przysporzyłem sobie wrogów w drużynie. Przestali mnie lubić. Miały być jakieś bójki, ale na szczęście do nich nie dochodziło. Byłem wyzywany i wyśmiewany. W takiej atmosferze czułem stres nawet na treningu i gorzej broniłem. Mój rocznik nie miał jeszcze wtedy ligi ale jeździłem na mecze jako 2 bramkarz w młodzikach młodszych. Nie grałem, na szczęście bo byłaby to moja największa porażka. W końcu atmosfera była tak zła ze zrezygnowałem..
3. Przerwa..
Ale nie umiałem sie pogodzić z brakiem bronienia. Poszedłem do 5 ligowego klubu gdzie była śmieszna drużyna. 10 osób i trener. Nie było tam oczywiście ligi. Tylko zwykłe granie. Byłem tam na trzech treningach. Broniłem świetnie ale był ktoś lepszy. Mój konkurent a zarazem kolega pokazał wielką klasę w turnieju na którym graliśmy.. To było moje pierwsze spotkanie z była drużyną po dwóch miesiącach. Szkoda że nie dostałem szansy gry. Byłem wściekły że trener tak zrobił. Chciałem pokazać Avii co stracili...
4. Pierwszy powrót..
Nie wiem jak i nie wiem dlaczego i nie wiem jak wróciłem do mojego pierwszego klubu. Było ciężko. Powtórka z przeszłości. Długo tam nie wytrzymałem i sie szybko poddałem..
5.Drugi powrót..
Wakacje 2005. Idąc z rodzicami spotykam na mieście mojego trenera i staje sie to o czym marzyłem. Namówił ich. Miałem zgodę aby spróbować jeszcze raz. Poszedłem na trening. Było lepiej. Z czasem broniłem coraz lepiej ale kiedy już zaczynałem być dobry znowu mi zaczęli dokuczać. Byłem strasznie głupi. Ale bardziej myślałem aby grac brew wszystkiemu niż zachować dumę. Po prostu tak bardzo kocham ten sport.. Byłem jak zawsze nr. 2 ale sytuacja była dziwna. Nie chciałem bronić w pierwszym składzie bo bałem się kompromitacji. Jednak kiedy pierwszy bramkarz złamał nos musiałem go zastąpić. Zagrałem 3 słabe mecze. Nie popełniałem rażących błędów ale wszystkie gole które puściłem można było obronić. Wtedy już mnie całkiem mieli dość. No i skończyło sie moje granie w klubie a przerwa trwa do dziś
6. Przerwa i plan powrotu..
Było mi przykro ze nie udało mi się pomimo że tak bardzo chciałem. Że nie z mojej winy zmarnowałem 3 szanse. Przez półtora roku nie grałem. Wcale. Nie chciałem nigdzie bronić. Przestałem się w to bawić. Miałem inna zajawkę.. muzyka, rap. Tak było do lutego 07 kiedy to odwiedziłem strone www mojego klubu i ujrzałem wiadomość o turnieju. Zebrałem kumpli i zgłosiłem śmieszna drużynę. byliśmy najgorsi w całych zawodach. Ostatnie miejsce, 4 porażki. Bilans bramek 2-26. Puściłem tyle goli ale byłem najlepszym bramkarzem na tych zawodach. W trakcie godzinnej gry obroniłem kilkadziesiąt strzałów. Średnio 3-4 na minutę. Szalałem. Nie przejmowałem się straconymi bramkami gdyż wiedziałem ze grałem sam. Ci którzy grali w polu nie mieli zielonego pojęcia co robić i tylko sie skompromitowali. Wtedy im pokazałem że jeśli chce to mogę. Byli zdziwieni że wpada tylko co 7-8 strzał.. A był to pojedynek najlepszych chłopaków w mieście ze zwykłymi frajerami. Teraz mam plan pierwszego skutecznego powrotu do drużyny. Teraz to już kategoria trampkarza starszego i wiem że mogę tam zaistnieć.

Czy mi się uda ??

Autor: filipgrz


Moja historia na pewno nie będzie się różniła bardziej od Waszych... noo ale z resztą sami oceńcie

Zaczynałem jak każdy ,na podwórku... byłem słabszy od innych w polu i byłem też nieśmiały chłopaczyna , więc się nie przeciwstawiałem temu ,żę mnie koledzy sadzali na bramce ... na początku jakoś mi to do gustu nie przypadło... wolałem jak inni strzelać bramki , dryblować , genialnie podawać... ale później ... był zawody szkolne w piłkę... ręczną to była 5 klasa podstawówki... pamiętam jak graliśmy finał ... broniłem fenomenalnie , nogami rękami , głową broniłem , po prostu idealny mecz... ale i tak przegraliśmy 9:8 później jak już wychodziliśmy ze szkoły , to chłopaki z przeciwnej klasy powiedzieli mi , cytuje "prze ch*** dzisiaj byłeś..." i stwierdziłem , że zapisze się do klubu piłkarskiego , koledzy grali i mnie namawiali ,żebym przyszedł na trening... oczywiście najpierw prosiłem mamę ,żeby mi pozwoliła , ale nie chciała bo... twierdziła ,że mam alergie itp i że nie mogę i że będę się gorzej przez to tez uczył ale wreszcie moją mamę przekonał brat i tata... i poszedłem po prawie pół roku odkąd pierwszy raz chciałem pójść na trening... pamiętam to był 31 marzec... chyba roku 2003 ... miałem niby konkurenta , ale jak się dowiedział ,że ja będę bronił , tak od nowego sezonu już przestał grać na bramce i grał w polu... dziwne ... i tak miałem tylko konkurenta który było rok młodszy ode mnie , ale nie był groźnym konkurentem... grałem w tym klubie 1.5 roku... pamiętam ,że miałem na koncie mnóstwo parad w każdym meczu i często czyste konto , po prostu byłem "podstawą" tej drużyny... Do dziś doceniam jaką pracę wkładał w mój rozwój każdy trener , który ze mną pracował... i jestem im do dziś wdzięczny ... i odszedłem bo.... przeprowadziłem się.

W nowym miejscu , nie znałem nikogo , wiedziałem ,że jest jakiś IV ligowy klub nie tak daleko ode mnie , ale nie wiedziałem kiedy treningi czy coś takiego... i osobiście stwierdziłem też , że muszę sobie zrobić dłuższą przerwę od piłki... i wreszcie wróciłem... przyszedłem na pierwszy trening... pamiętam ,padało strasznie... kwiecień 2006 rok... to był już koniec sezonu więc tylko trenowałem ,żeby wrócić do formy... zadebiutowałem w sierpniu... debiut wymarzony... 2:0 do przodu... a ja bohaterem meczu.... i w tym meczu uświadomiłem sobie ,że tego talentu którym mnie Pan Bóg obdarował nie straciłem ,a ja na powrót uwierzyłem w swoje umiejętności i przez to do dziś trenuje z podwójną mocą i motywacją... i pomyśleć , że już jestem rezerwowym w seniorach...

Autor: Bundek


No ze mną będzie pewnie trochę inaczej pewnie dlatego że jestem dziewczyną :P Ale od zawsze ciągnęło mnie do piłki. Chodziłam na mecze Śląska z tatą nawet nie pamiętam od kiedy. Zawsze trzymałam z chłopakami. Kiedyś (baaaardzo dawno :P) postanowiliśmy zagrać w piłkę, a że ja nie zabardzo lubiłam biegać to chciałam stanąć na bramkę. Zwykły mecz podwórkowy, bramki takie jak do ręcznej grupka chłopaków i ja. Trafiali we mnie, kilka razy broniłam. Chwalili mnie bardzo i mówili że mam z nimi zawsze chodzić grać. I tak mniej więcej od 1klasy podstawówki chodziłam codziennie na boisko z kolegami. Był taki okres czasu, gdzie wszyscy moi znajomi zapisywali się do klubów piłkarskich - pomyślałam wtedy: a czemu ja mam się nie zapisać? W dodatku koledzy mnie namawiali żebym przyszła na trening. UKP Pogoń Leśnica Wrocław - mój pierwszy klub, w którym trenerem był mój wfista. Bez problemu przyjął mnie do klubu. Pierwszy trening - żwirek, bramki 5. Broniłam jak potrafię najlepiej - chwalili mnie, byłam pierwszym bramkarzem w młodzikach. Odkąd zaczęłam bronić, wfista wkręcił mnie też do reprezentacji szkoły (chłopaków), gdzie też byłam pierwszym bramkarzem. Mój pierwsze turniej - turniej międzyszkolny o puchar dyrektora SP 95 we Wrocławiu. Nie będę się przechwalać, że szło mi super, ekstra i w ogóle naj, ale szło mi dobrze. Byłam z siebie zadowolona. Wygraliśmy wszystkie mecze i jeden zremisowaliśmy. Nie pamiętam ile wpuściłam bramek, ale zostałam wybrana najlepszym bramkarzem turnieju - byłam wtedy w 5 klasie - to była moja pierwsza indywidualna nagroda. Od tamtego momentu wiedziałam, że mogę wiele. Jednym z ważniejszych turniejów w mojej przygodzie z piłką był turniej o puchar prezesa AZS Wrocław w Obornikach Śląskich (turniej dla dziewczyn kategoria U-19 albo U-17, nie pamiętam dokładnie). Znalazłam się tam przez przypadek, bo wfista z gimnazjum, które jest połączona z moją podstawówką szukał dziewczyn chętnych do gry w tym turnieju, bo drużyna mu się rozsypała a zapłacił już wpisowe. Zgłosiłam się i pojechałam. Zajęłyśmy 5 miejsce na 8 zespołów, ale broniłam dobrze. Zostałam najlepszą bramkarką, a po turnieju podszedł do mnie trener AZS-u Wrocław i powiedział że chce mnie widzieć na treningu

Autor: Żaba71
 

Copyright © 2009 by goalkeeper.pl
All rights reserved