goalkeeper logo
>
Login:
Hasło:
załóż nowe konto przypomnienie hasła
 zapamiętaj mnie
menu główne obozy bramkarskie futbolmaniacy artykuły Kącik trenera Sprzęt bramkarski Szkółki bramkarskie

Nasi eksperci (M.Dragosz, D.Pawłowski) na stażu w FC PORTO

Dodał: tbiegun | 2009-09-27 11:21

Zakończyliśmy ośmiodniowy staż szkoleniowy w FC Porto podglądając pracę sztabu szkoleniowego pierwszej drużyny, w którym znajdują się takie legendy europejskiej piłki jak Jesualdo Ferreira, José Gomes, João Pinto czy Rui Barros oraz poznając strukturę szkolenia w grupach młodzieżowych tego klubu.

Mistrz Portugalii to klub z absolutnego światowego topu, regularnie biorący udział w Champions League. W poprzednim sezonie Porto sięgnęło po mistrzostwo Portugalii. A zupełnie niedawno „Smoki” pokonały zespół Pacos de Ferreira i po raz szesnasty sięgnęły po triumf w przedsezonowym spotkaniu o superpuchar kraju. Nie jest prostą rzeczą móc oficjalnie przyjrzeć się pracy w tym klubie więc nasza radość z odbytego stażu szkoleniowego jest spora. Trudno nie być zadowolonym. Ten pobyt to ogromny bagaż doświadczeń, materiału do przemyśleń a przy okazji spora dawka wrażeń. Nie codziennie jest przecież nam dane uczestniczyć w przygotowaniach do meczu z Chelsea, nie zawsze oglądamy na żywo najlepszych piłkarzy europejskich lig.

Jesualdo Ferreira mimo swojego surowego oblicza okazał się szalenie miłym człowiekiem, podobnie jak pozostali szkoleniowcy – szczególnie pomógł nam Wil Coort, holenderski trener bramkarzy oraz Pepijn Lijnders, jego rodak, który koordynuje pracę z młodzieżą w Porto. Świetnymi, pozbawionymi gwiazdorskich manier ludźmi są Helton, Beto, Raul Meireles, Hulk czy Bruno Alves. Spędziliśmy tam naprawdę ogromnie wartościowy czas. Tego co zyskalismy w czasie stażu nie zabierze nam nikt. Wiemy, że sporo jest prześmiewców tego rodzaju wyjazdów twierdzących, że celem są wspólne fotografie z gwiazdami zespołu jednak z tymi, którzy naprawdę szukają nowych rozwiązań chętnie podzielimy się tym co widzieliśmy.

W czasie stażu mieliśmy możliwość uczestniczyć w zajęciach, odprawach i konferencjach pierwszego zespołu, niemal cały czas spędzając na boiskach Estadio Dragao, Porto Gaia i Vitalis Park – trzech kompleksów sportowych, na których trenują piłkarze „Smoków”. – Obiekty, baza treningowa, sposób pracy a także rozmach i konsekwencja wszystkich przedsięwzięć robią niesamowite wrażenie. Od najmłodszych – a w Porto zaczyna się pracę z czterolatkami – aż po seniorów wszyscy mają do dyspozycji pełny komfort treningu. Trenerzy ogromną wagę przywiązują do analizy video każdego zarejestrowanego meczu, każdej sesji treningowej, każdego wręcz zachowania piłkarza. Dlatego departament video to jedno z najintensywniej pracujących miejsc w klubie. Takie elementy jak zakaz wstępu rodzica młodego piłkarza na trening, jak gra dwóch na dwóch w szatni, jak obowiązkowe, codzienne zajęcia indywidualne, jak wstępna część treningu w sali do rozgrzewek, jak transmisje rozgrywek młodzieżowych w ogólnodostępnych kanałach telewizyjnych nie są u nas raczej spotykane. Nie dziwi więc, że umiejętności techniczne, tempo gry, podejście do obowiązków, meczu i swojego miejsca w zespole jest w każdego zawodnika Porto na niewyobrażalnie wysokim poziomie. Jeśli dołożyć do tego takie „szczegóły” jak niemal pozbawiona błędów technika użytkowa, jak wola walki w każdej minucie treningu, jak brak przerw na głupie kłótnie o kontrowersyjne auty czy faule to jawi nam się niemal modelowy sposób szkolenia, w którym funkcjonują najlepsi z najlepszych, przechodzący przez gęste sito rywalizacji.

Mieliśmy przyjemność poznać w Porto wspaniałych ludzi, którzy jedynie przez pierwsze minuty przyglądali się nam bacznie zaś później traktując niemal jak swoich. Reinaldo Da Costa Teles Pinheiro, Adelino Sa e Melo Caldeira, Jaime Eduardo Lamego Lopes to ludzie ze ścisłej kadry zarządczej klubu, mający mnóstwo spraw na głowie a jednak słowni, uczynni i rzetelni. Przekonaliśmy się o tym doświadczając wielu sympatycznych chwil w Olival i samym Porto. To w głównej mierze dzięki nim mogliśmy wetknąć nos niemal wszędzie i zobaczyć mecze „Smoków”.

Obejrzeliśmy wspólnie mecz w którym FC Porto pewnie pokonało na Estádio do Dragão Leixoes 4:1 w ramach 4. kolejki Ligi Sagres. Smoki od początku spotkania znacznie przeważały na boisku, Piłkarze Porto stwarzali dogodne sytuacje i jedynym pytaniem było kiedy padnie pierwsza bramka… Padła. Pierwsza dość szybko a potem kolejne. Varela, Hulk, Rolando i Falcao. Jedna ładniejsza od drugiej a do tego piękne asysty Álvaro Pereira. Do przerwy 4:0. Dla tej połówki warto było oglądać to spotkanie. Po przerwie piłkarze Porto już się nieco oszczędzali. Za to goście za sprawą Pougi trafili honorowo.

Kilka dni później w meczu w ośrodku treningowym w Olival odbył się mecz za „zamkniętymi drzwiami”. Wstęp na niego mieli tylko nieliczni. FC Porto wygrało 5:1 ze Sportingiem Espinho.

Jednak najprawdziwszą ucztą był pojedynek Porto z Chelsea w Londynie w rozgrywkach Champions League. Ucztą dla oczu oczywiście. Choć gustowaliśmy w mocnej kawie, tostach i specjalności portugalskiej kuchni jaką jest francesinha to jednak najważniejszy był mecz. To był fascynujący pokaz futbolu na najwyższym światowym poziomie. Mimo rzęsiście padającego deszczu i przenikliwego zimna na Stamford Bridge nie sposób było myśleć o pogodzie. Mecz rozgrywany w niebywałym tempie, z ogromnym zaangażowaniem wszystkich zawodników od pierwszej do ostatniej minuty. W tak doborowym towarzystwie oglądanie tego meczu było czystą przyjemnością. Szkoda jedynie, że Porto przegrało by nie było zespołem gorszym. Jednak kunszt Anelki dał Chelsea zwycięstwo.

Jesualdo Ferreira mówił po meczu: „ciężko nam przyjąć ten rezultat. Chelsea atakowała nas przez całą pierwszą połowę, ale dobrze zareagowaliśmy na to. Na początku drugiej części Anelka zdobył bramkę, co nas wytrąciło z rytmu. Staraliśmy się przejąć inicjatywę, co udało się osiągnąć w końcowych minutach, ale nie przyniosło to nam efektu bramkowego. Po prostu szczęście się nie uśmiechnęło do nas. Chelsea bardzo nas zaskoczyła szybkim atakiem na początku drugiej części spotkania. Może powinniśmy inaczej zareagować na stratę gola. Może trzeba było od razu naciskać gospodarzy i nie czekać na kontry. Wiem jednak, że zagraliśmy dobrze i ciągle jesteśmy na dobrej pozycji. Chelsea bowiem jest trudnym rywalem i ciężko z nimi walczyć o punkty na Stamford Bridge.”

Poza działaczami w każdej chwili nieśli nam pomoc trenerzy grup młodzieżowych: José Fernando F. Tavares, José Mário Pinto Rocha, Luís Miguel Moreira Silva, António José Santos Folha, spece od bramakrzy bramkarzy: Daniel Martins Correia, Rui Fernando de Sousa Teixeira czy wspomniany Wil Coort, któremu poza zajęciami z golkiperami pierwszego zespołu przypada również opieka nad „guarda-redes” w drużynie U-14 czy nawet „opiekunowie techniczni” wśród których największą sympatie wzbudzał António Moreira, bardziej znany wszystkim jako "Jardel", choć fizjonomią przypominał raczej… trzech byłych napastników FC Porto :-)

Wśród ich podopiecznych natrafiliśmy na polski ślad. 11-letni António Martins Podstawski i jego starszy o trzy lata brat Tomas Martins Podstawski są wyróżniającymi postaciami w swoich zespołach. Ta informacja zapewne zainteresuje Macieja Chorążyka, głównego koordynatora sekcji PZPN sprawdzającej występujących w klubach zagranicznych potencjalnych kandydatów do gry w reprezentacjach Polski różnych kategorii wiekowych.

Ze zrozumiałych względów interesowało nas ogromnie jak pracują w Porto bramkarze. Przypominający do złudzenia amerykańskiego aktora komediowego Martina Lawrence Brazylijczyk Helton da Silva Arruda rozpoczynał swą karierę w ojczyźnie, w zespole Vasco da Gama. Od blisko siedmiu lat broni jednak na portugalskich boiskach. Początkowo występował UD Leiria by latem 2005 roku podpisać kontrakt z FC Porto, gdzie najpierw był zmiennikiem Vítora Baíi a potem świętował kolejne laury jako etatowy golkiper. Przyglądaliśmy się dokładnie jego treningowi i grze w meczach - tym ligowym przeciw Leixoes oraz szczególnie w konfrontacji z Chelsea, w której kilkakrotnie spisał się wybornie.

Zaintrygował nas jednak bardziej od Eltona ten, który wrócił do ekipy „Smoków” z wypożyczenia czyli Beto. Cały poprzedni sezon był dla niego fantastyczny. Został zdecydowanie najlepszym bramkarzem Liga Sagres i bezwzględnie zasłużył na wezwanie Carlosa Queiroza do drużyny narodowej. Broniąc bramki Leixoes wielokrotnie wzbudzał zachwyt na trybunach. Jest znakomitym przykładem na to, że w wielu zespołach portugalskiej ligi u bramkarzy nie ceni się wzrostu jako cechy najważniejszej. Beto mówił o sobie: "czuję, że te moje 182 cm to rzeczywiście słaby rozmiar, ale szybkość reakcji, refleks, zręczność i pewna gra nogami to są moje mocne strony. Ponieważ jestem odważny, nie mam problemów by wychodzić z bramki. Gdybym miał 195 cm musiałbym zużywać na każdą czynność trochę więcej czasu i energii. Ale nie mam i dobrze mi z tym. To mój styl. To mój obraz, jestem Beto." Jest fanem byłego golkipera reprezentacji Belgii i lizbońskiej Benficy, Michela Preud’homme. „Od czasu do czasu oglądam jego mecze w barwach Benficy, które pokazuje RTP. Dla mnie był to najlepszy bramkarz zagraniczny, który grał w Portugalii.” Sporo na temat Beto możecie dowiedzieć się z jego strony internetowej: http://www.betooficial.com/

Osobny temat to człowiek, z którym spędziliśmy najwięcej czasu i bez którego byłoby nam znacznie trudniej w ogóle znaleźć się w FC Porto. To Pepijn Lijnders, holenderski trener zatrudniony w tym klubie jako koordynator techniczny wszystkich grup młodzieżowych. Frans Hoek, u którego mieliśmy przyjemność brać udział w szkoleniach powiedział o Lijndersie: „wartość Pepijna niebywale szybko rośnie i jest w tej chwili jednym z najbardziej uznanych trenerów techniki w Europie.”

Pracując w Porto Lijnders ma określoną misję do wykonania - włączyć młodzież do grona mistrzów futbolu i specjalistów dryblingu. Holenderski szkoleniowiec koordynuje pracę wszystkich trenerów grup młodzieżowych, zintegrowanych w ramach projektu "Vision 611".

Wizja Lijndersa połączona jest z dotychczasową filozofią pracy w FC Porto. Za jej autora uznaje się Vítra Frade, nauczyciela z Sports University of Porto, nazwanego przez wielu za „ojca” Jose Mourinho i "periodyzacji taktyki w FC Porto". Młodzi piłkarze, w każdej grupie wiekowej funkcjonują na tych samych zasadach i nauczani są gry pod kątem ich przyszłości w seniorskiej piłce. Wyniknie jest kwestią najważniejszą. Najistotniejsze są cztery kluczowe fragmenty gry: organizacja ataku, obrony, przejście z działań obronnych do atakowania i odwrotnie. Te cztery filary taktycznej filozofii Porto są zawsze obecne w każdym wysiłku jaki wykonuje piłkarz bez względu na wiek. Fizyczne, techniczne, taktyczne i psychologiczne elementy treningu nigdy nie występują oddzielnie. Wszystko jest „wliczone w cenę” treningu. Zadaniem każdego ćwiczenia jest zorganizować zespół do jednego z czterech wspomnianych momentów gry. Ten sposób pracy uczy zespół reagować automatycznie w każdej chwili gry.

Działacze FC Porto podpisując kontrakt z Pepijnem Lijndersem wiedzieli co robią. Lijnders ma niespełna 25 lat ale już ogromne doświadczenie a jednocześnie niesamowity zapał do pracy. Swoim entuzjazmem zaraża piłkarzy i współpracujących szkoleniowców. Jego praca przyniosła fantastyczne efekty w PSV Eindhoven, gdzie pracował przed przyjazdem do Portugalii.

Projekt "Vision 611" uznaje umiejętności techniczne za podstawę wszystkiego. "Zauważyłem, że wielu menedżerów, trenerów twierdzi, że szkolenie umiejętności technicznych można sprowadzić właściwie tylko do rozgrzewki albo że jest to tylko mała część całej wielkiej piłki nożnej. Ta myśl ma być w FC Porto wyeliminowana. Jeśli widzisz, gdzie trzeba podać piłkę ale nie masz wystarczającej techniki by zrobić to poprawnie, albo rozpoznać najlepszy czas do wykonania tego podania jesteś bezużyteczny dla zespołu. Bez techniki nie ma taktyki" – wyjaśnia swoje metody szkoleniowe Lijnders. Bazą dla pracy młodego Holendra jest tak zwana metoda Coervera. „To bardzo dobra metoda szkolenia, pozwalająca zawodnikowi podwyższyć indywidualne umiejętności techniczne. Sprawia, że piłka przestaje być jego wrogiem, a staje się przyjacielem. Kontrolujesz ją w każdej sytuacji. Ale to nie system, tylko jego część. Trzeba go uzupełniać taktyką, grą zespołową. Bez tego zawodnik gra z opuszczoną głową i obok drużyny. Tak było na początku w Holandii, kiedy wszyscy się nim zachłysnęli.” – mówi Lijnders. Dlatego w jego wizji metoda Coervera została znacząco zmodyfikowana i uzupełniona.

Pojawienie się w Porto Pepijna Lijndersa to kolejny etap rewolucji jaka odbywa się w tym klubie od kilku lat. Jej podstawą była budowa bazy treningowej. Legendarne Campo da Constituição, odcisnęło niezatarte piętno na niebiesko-białej historii klubu, na nim wychowały się setki piłkarzy tworzących piękną historię FC Porto. Od 1913 do 1952 roku tam rozgrywane były mecze ligowe. Teraz odnowione, zaprojektowane przez architekta Ludgero Castro, funkcjonujące pod nazwą Vitalis Park jest przykładem treningowej doskonałości, stanowi kotwicę projektu Dragon Force, który ma na celu stworzyć optymalne warunki dla dzieci i młodzieży do uprawiania futbolu. W otwartym dla wszystkich chętnych Dragon Force trenuje regularnie 700 najmłodszych piłkarzy grających w 53 drużynach. Najmłodsi urodzili się w 2005 roku… Dopiero z tych grup najlepsi trafiają do elitarnych zespołów w każdej kategorii wiekowej. Na Vitalis Park mają do dyspozycji dwa boiska z syntetyczną nawierzchnią, budynek klubowy wypełniony innowacyjnymi przestrzeniami dla samych piłkarzy i służb administracyjnych. Jest kawiarnia i restauracja, nowoczesne szatnie z pełnym węzłem odnowy, sale konferencyjne, miejsca dla prasy, pomieszczenie do przechowywania i powierzchnia mieszkalna dla osób korzystających z kompleksu na dłużej.
Jednak zupełnie nową rzeczywistość dała klubowi budowa Centro de Treinos e Formação Desportiva PortoGaia. Stworzony od podstaw ośrodek powstał na terenach miejscowości Olival i Crestuma w Vila Nova de Gaia z dala od wielkomiejskiej aglomeracji Porto. Obiekt został otwarty w lecie 2002 roku i dla wielu Portugalczyków jest synonimem nowoczesności i funkcjonalności. Znajduje się w nim pięć pełnowymiarowych boisk - cztery naturalne (przyjednym z nich trybuna na dwa tysiące widzów) i jedno z trawą syntetyczną, rozbudowane strefy odnowy i rekreacji, obszary medyczne i techniczne dla każdego zespołu z ogromnymi szatniami, salami audiowizualnymi, salkami do rozgrzewek, siłownia i centrum prasowe.

Mieliśmy szczęście zobaczyć to wszystko. Ośrodek w Olival jest bowiem dość mocno strzeżonym sekretem FC Porto. Trudno więc nie być zadowolonym z pobytu w Portugalii.

Tagi: marek dragosz, daniel pawłowski, fc porto,

skomentuj


Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.
Dodał: tbiegun | Data: 2009-09-27 14:28:13 | IP: 217.96.110.120
Super - pięknie że się rozwijacie... A sama nazwa FC Porto robi wrażenie.
Copyright © 2009 by goalkeeper.pl
All rights reserved